fot. cathopic
Uśmiech Boga [FELIETON]
Każdego ranka pewien biznesmen chodził do pracy tą samą ulicą. Po drodze mijał starszego mężczyznę, który zawsze siedział w tym samym miejscu na chodniku. Nie prosił o pieniądze. Nie zaczepiał przechodniów. Po prostu siedział… i uśmiechał się do ludzi.
Jednego dnia biznesmen, wyraźnie zmęczony i przytłoczony kolejnym ciężkim dniem w pracy, przystanął przy nim i zapytał: „Co sprawia, że codziennie pan się uśmiecha?”. Starszy mężczyzna spojrzał na niego spokojnie i odpowiedział pytaniem: „A dlaczego pan dziś się nie uśmiecha?”. Wtedy biznesmen zaczął opowiadać o swojej pracy, obowiązkach, nieustannych telefonach, o tym, że doba jest za krótka i wszystko go przytłacza. Starszy mężczyzna westchnął cicho i powiedział: „Ja mam trzy powody do uśmiechu. Po pierwsze żyję, a w mojej sytuacji to już sukces. Po drugie świeci słońce… a nawet jeśli dziś go nie widać, to przecież gdzieś jest. Po trzecie pan na chwilę przystanął. To znaczy, że świat jeszcze nie zwariował do końca. Biznesmen nic nie odpowiedział. Kiwnął głową i odszedł. Następnego dnia znów szedł tą samą ulicą. I znów przystanął. „A dzisiaj ile ma pan powodów do uśmiechu?” – zapytał. Starszy mężczyzna uśmiechnął się jeszcze bardziej niż zwykle i odpowiedział: „Dziś cztery, bo pan się uśmiechnął”.
I choć w życiu biznesmena niewiele się zmieniło, bo pracy mu nie ubyło, telefonów nawet przybyło, a doba nadal miała tyle samo godzin co wcześniej, to coś jednak się zmieniło. Każdego ranka, na tej samej ulicy, ktoś rozdawał uśmiech, który można by nazwać uśmiechem Boga.

Bóg jest źródłem radości. Wierzę, że uśmiecha się do nas właśnie przez drugiego człowieka. Uśmiech staje się więc znakiem, że w każdym z nas, nawet zmęczonym, zagubionym, bezdomnym czy zupełnie obcym, mieszka Bóg. Odnoszę jednak wrażenie, że w naszym codziennym pośpiechu coraz częściej gubimy ten uśmiech. Może nie dlatego, że nie chcemy być dla siebie dobrzy, ale dlatego, że jesteśmy zmęczeni, zajęci, myślami gdzieś daleko…
Warto więc zapytać siebie: kim jestem na co dzień? Czy bliżej mi do zmęczonego biznesmena, skupionego wyłącznie na obowiązkach, czy raczej do starszego człowieka, który mimo wszystko potrafi dostrzec powody do radości i dzielić się nią z innymi? Mówi się, że dzieci uśmiechają się nawet 400 razy dziennie, podczas gdy dorośli zaledwie kilkanaście. Czy naprawdę potrzebujemy szczególnego powodu, by się uśmiechnąć? Dobrej wiadomości, podwyżki, awansu czy spełnienia jakiegoś marzenia?

Łatwo zauważyć, że częściej uśmiechamy się do bliskich, do tych, których znamy. Rzadziej do obcych – w sklepie, w pociągu, w kościele czy na ulicy. A przecież wokół nas zawsze są ludzie, którzy niosą swoje ciężary, zmęczenie i niepokoje. Być może bardzo podobne do tych, który dźwigał biznesmen. Właśnie wtedy ten najprostszy gest – uśmiech, który nic nie kosztuje, a tak wiele znaczy – może stać się dla kogoś promyczkiem nadziei. Może warto podarować go kasjerce w sklepie, mijanej na klatce schodowej sąsiadce, ludziom w kościele podczas przekazywania sobie znaku pokoju czy nawet kierowcy autobusu, do którego wsiadamy? Bo choć uśmiechem nie zmienimy całego świata, zawsze możemy zmienić czyjś dzień. Choćby na chwilę. Uśmiechajmy się częściej do siebie, do innych i do świata. Ten prosty, ale jakże ważny dar może komuś rozjaśnić dzień. Przypomni nam też, że mimo zmęczenia i pośpiechu wciąż możemy być dla siebie życzliwi i ludzcy.
PS. Gdy rano wstaniemy, podejdźmy do lustra i uśmiechnijmy się do siebie. A potem podarujmy ten uśmiech innym, żeby mogli zobaczyć w nim uśmiech Boga.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny