fot. archiwum księdza Piotra
W hełmie i sutannie – ksiądz Piotr gasi pożary i duszpasterskie kryzysy [ROZMOWA]
Kiedy jedzie do pożaru, nie słychać „proszę księdza”. Jest po prostu jednym z nich – strażakiem. Dopiero po akcji okazuje się, że wśród nich był też kapłan. Ks. Piotr Kuświk – kapelan i strażak, dzieli się historiami, które pokazują, że Ewangelia może być głoszona… w akcji.
Najpierw było kapłaństwo czy zainteresowanie strażą pożarną?
– Pochodzę ze wsi i straż pożarna była dla mnie zawsze dosyć ważna, ale wtedy jeszcze do niej nie należałem. Jako młody chłopak bardziej interesowałem się strzelectwem. Już od najmłodszych lat strzelałem sportowo, a zainteresowanie strażą pożarną pojawiło się dopiero, gdy byłem już księdzem.
W takim razie jak to się stało, że dzisiaj jest Ksiądz kapelanem straży pożarnej?
– Najpierw zostałem strażakiem i nadal jestem czynnym strażakiem. Kapelanem zostałem dużo później. Pracowałem wtedy w Kaliszu. Tutaj działa najstarsza jednostka straży pożarnej na ziemiach polskich, która otrzymała pozwolenie na występowanie w mundurach. Z czasem jednak to wszystko zaczęło się rozpadać. Działało w tej straży sporo milicjantów, a to był ten czas, kiedy raczej nie byli zbyt lubiani w naszym społeczeństwie. Wtedy zostałem poproszony przez mojego kuzyna, który był radnym w Kaliszu, o pomoc w odbudowie straży. Zacząłem więc tworzyć Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze. Z czasem postanowiłem wziąć udział w podstawowych kursach strażackich i działać jako strażak. Na szczęście w kolejnych parafiach, do których trafiłem, też miałem taką możliwość.
Jak to jest być jednocześnie strażakiem i kapelanem straży pożarnej? Jakie ma Ksiądz zadania w związku z tymi rolami?
– Pamiętam, że jeden z kolegów księży powiedział mi kiedyś: „Co to za problem być kapelanem strażaków? Odprawisz mszę na Floriana i gotowe”. Oczywiście, że można coś takiego zrobić. Ale dla mnie bycie kapelanem nie ma z tym nic wspólnego. Bo dla mnie kapelani to ludzie, którzy jedną nogą są w parafii, w duszpasterstwie, a drugą bardzo mocno mają ustawioną w straży pożarnej. Przede wszystkim trzeba więc być ze strażakami, z ich rodzinami, jeździć do zdarzeń. Ja nie wyobrażam sobie kapelana, który sam nie jest wyszkolonym ratownikiem i nie robi tego samego, co strażacy. Zresztą – przyznam, że wśród strażaków spotkałem się z ogromną sympatią i doświadczyłem jej niekoniecznie od takich, którzy są bardzo pobożni albo oddani Kościołowi. To zwykli ludzie, czasem nawet żyjący daleko od Pana Boga albo nawet niewierzący. I bycie razem z nimi w hełmie, w nomeksie, sprawia, że dobrze czują się w moim towarzystwie. Bardzo często po służbie i strażacy zawodowi, i ochotnicy przyjeżdżają ze mną porozmawiać. Jestem z nimi, kiedy mają problemy, radości lub ważne uroczystości. Jestem z nimi przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Bo czasami, gdy ktoś wraca do domu w różnych godzinach, dzwoni do mnie, że chce się wyspowiadać, pogadać.

Jak to jest być ze strażakami w tych wszystkich chwilach? Wnioskuję z poprzednich odpowiedzi, że czasami nie jest łatwo wygospodarować czas na tak wiele zajęć.
– Wchodzę w to wszystko na 200%. Aktualnie jestem na Winiarach w Kaliszu, gdzie utworzyliśmy Ochotniczą Straż Pożarną, która działa przy parafii. Zresztą – szafarze to pierwsi strażacy, a zarząd naszej drużyny tworzą ludzie aktywnie działający w naszej parafialnej wspólnocie. Aktywności te często więc się przeplatają nie tylko u mnie, ale i u parafian. Wcześniej byłem proboszczem w Wielowsi (diecezja kaliska) i tam też strażacy stanowili ekipę, na którą zawsze można było liczyć, która była gotowa nieść pomoc ludziom oraz pomagać w parafii. W tej chwili wręcz nie wyobrażam sobie innego życia niż to, które mam.
>>> Czy można wziąć ślub kościelny w plenerze? [ROZMOWA]
Ma Ksiądz dobre relacje ze strażakami. Czy mimo to był Ksiądz kiedyś pytany o to, co robi w straży? O to, po co ksiądz w takim środowisku?.
– Pewnie, że tak. Gdy w Kaliszu zaczynaliśmy tworzyć straż, ludzie dziwili się, dlaczego to robię. Była to o tyle specyficzna sytuacja, że nowe straże nie tworzyły się u nas od wielu lat. A trochę zapomnieliśmy, że w przeszłości wiele jednostek straży pożarnej tworzyli proboszczowie. Udostępniali ziemię przy kościele, a następnie organizowali ludzi do drużyn. Tymczasem dziś może wydawać się zaskakujące, że ksiądz angażuje się w coś takiego. Nawet urzędnicy byli zaskoczeni moimi działaniami. Ale teraz już jest między nami duża serdeczność.
Ciekawią mnie momenty, w których ludzie dowiadują się, że przyjechał na akcję ksiądz. Jak reagują?
– W czasie akcji między mną a innymi strażakami nie ma żadnej różnicy. Jesteśmy tak samo ubrani i zabezpieczeni, więc nikt nie zorientuje się, że jestem księdzem. Natomiast pamiętam zwłaszcza jedną sytuację, kiedy w mojej poprzedniej parafii było oberwanie chmury i dom pewnej pani zalała woda. Chłopcy zwykle zwracają się do mnie po imieniu, ale na akcji jeden z młodszych strażaków powiedział do mnie „proszę księdza”. Po tych słowach pani była tak bardzo zszokowana, że nagle bardziej przejęła się tym, że ksiądz przyjechał jej wypompować wodę z domu niż tym, że ten dom jest zalany.
Jakie sytuacje najbardziej zapadły Księdzu w pamięć? Domyślam się, że pewnie było ich wiele.
– Tak, to prawda. Najgorsze są pogrzeby strażaków. Zwłaszcza takich w sile wieku. Dzięki Bogu nie uczestniczyłem w nich często. W tych momentach szczególnie ważne jest bycie z najbliższymi. A poza tym trudniejszymi sytuacjami są też wypadki. Kiedy w takich chwilach ludzie dowiadują się, że jestem księdzem, to czują się pewniej i bezpieczniej. Nie wiem, dlaczego, bo nigdy o to nie pytałem, ale cieszę się, że chociaż sama moja obecność podczas wypadku może dodać komuś wsparcia. Co ciekawe – pożary to zaledwie 15% naszych wyjazdów. Bo dziś często, gdy nie wiadomo, którą ze służb wezwać na miejsce, to wzywa się straż pożarną.
Często strażacy przychodzą do Księdza porozmawiać o tych najtrudniejszych aspektach swojej pracy, takich jak możliwość utraty życia w czasie akcji?
– Tak naprawdę nikt nie myśli na co dzień o tym ryzyku. Wsiadając do wozu strażackiego, każdy raczej wychodzi z założenia, że mu się uda i że wróci do domu. To niebezpieczeństwo nie jest więc w głowach strażaków mocno obecne. Zarówno straż zawodowa, jak i ochotnicza, to służby bardzo dobrze wyspecjalizowane. Jesteśmy przygotowani do najtrudniejszych sytuacji, przechodzimy wiele szkoleń. Oczywiście nie znaczy to, że ktoś czasem ma wątpliwości albo kryzys. Zdarzało się, że strażacy przychodzili do mnie, bo nie mogli sobie z czymś psychicznie poradzić, na przykład zapomnieć sytuacji, w której wyciągali z domu zwęglone zwłoki. Jeśli chodzi natomiast o najczęstszy temat naszych rozmów, to są to raczej sprawy prywatne strażaków, a nie kwestie utraty życia. Nawet częściej zdarza się, że rozmawiamy o nowotworach, bo strażacy bardzo często chorują na nowotwory płuc – ze względu na różne opary i pył.

>>> Pleszew: dom dziecka prowadzony przez salezjanki – tam dzieci odzyskują nadzieję [REPORTAŻ]
Jak zachować zimną krew i podczas trudnej akcji oddzielić emocje od tego, co powinno się w tym momencie robić?
– Jesteśmy do tego szkoleni. Podczas akcji nie zastanawiamy się nad tym, co mamy zrobić, tylko działamy automatycznie. Dowódca wydaje rozkazy, a pozostali je wypełniają. Tak się składa, że jestem też dowódcą i uczono nas, że dowódca nie może pokazać, że nie wie, co ma zrobić. Musi wiedzieć zawsze, nawet jeśli się pomyli. Zresztą – tak samo jest w wojsku i w innych służbach mundurowych.
Jeśli chodzi o sferę duchową – prowadzi Ksiądz czasami jakieś rekolekcje tylko dla strażaków?
– W parafii nie organizuję specjalnych rekolekcji dla strażaków. Natomiast strażacy bardzo licznie uczestniczą w uroczystościach i innych rekolekcjach. Ale warto tutaj wspomnieć o rekolekcjach dla kapelanów straży pożarnej. Spotkania z księżmi z całej Polski, którzy zajmują się strażą pożarną są dla mnie bardzo ważne i jeśli nie mogę na nie jechać, to mi ich bardzo brakuje, dlatego że spotyka się tam wyjątkowych ludzi. Nie ma w tym miejscu księdza, który jest bardzo cichy i się w nic nie angażuje. Każdy z uczestników tych rekolekcji ma swoją niesamowitą historię i oprócz straży pożarnej wiele różnych zainteresowań oraz hobby. Mnie te rekolekcje ładują duchową siłą. I choć widzimy się raz w roku, to wiem, że na tych zwariowanych ludzi mogę zawsze liczyć i choćbym zadzwonił do nich w nocy, to mogą przejechać kilkaset kilometrów, by w czymś pomóc.
Co bycie strażakiem zmieniło w Księdza spojrzeniu na wiarę?
– Przeżywam wiarę bardziej dosadnie. Mam nawet takie powiedzenie, że gdybym był niewierzący, to po tym, co spotkałem i czego doświadczyłem jako ksiądz i strażak , musiałbym uwierzyć. Same spotkania ze strażakami i bycie z nimi wiele we mnie zmieniło. Dzięki nim nauczyłem się intensywnego przeżywania wiary na co dzień. Ksiądz musi bardzo uważać, żeby nie wpaść w rutynę. Bo można sobie życie tak poustawiać, że msza święta i spowiedź codziennie o tej samej porze, raz w roku msza dla strażaków i święty spokój. Można tak do tego podejść. Tylko że według mnie to nie ma za wiele wspólnego z prawdziwym byciem księdzem. Bo jeżeli ja nie będę przeżywał swojej wiary dobrze, nie będę miał bliskości z Jezusem, to nie będę mógł dać tego innym ludziom. Tymczasem „gaszenie” pożarów w życiu religijnym i osobistym jest niemal tym samym, co gaszenie pożarów przez strażaków, choć odbywa się za pośrednictwem innych środków.

Był moment, w którym bardzo szczególnie odczuł Ksiądz obecność Boga podczas akcji?
– Było mnóstwo takich momentów. Nawet nie potrafię teraz wskazać jednego. Bo ja od samego początku swojej historii ze strażą czuję obecność Boga. Mam wielu przyjaciół wśród strażaków i czasami słyszę od nich, że daleko im do Kościoła albo że skoro kłócą się z Panem Bogiem, to chyba są niewierzący. Zajęło mi sporo czasu, żeby wytłumaczyć, że jeśli ktoś się kłóci z Bogiem, to jest bardzo blisko Niego. Nieżyjący już jeden ze strażaków z okolicznej miejscowości przeżywał swoją wiarę bardzo naturalnie i jego podejście do Boga oraz do straży zrobiło na mnie duże wrażenie. Dzięki niemu zapoczątkowałem też zaduszki strażackie w naszej diecezji, na które strażacy bardzo chętnie przyjeżdżają i chcą modlić się za zmarłych druhów.
Chyba nie każdy ksiądz ma cechy i predyspozycje do tego, aby zostać kapelanem straży pożarnej. Jak Ksiądz myśli – co jest najbardziej potrzebne w tej pracy?
– Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś czegoś nie spróbuje, to nie będzie wiedział, czy się do tego nadaje. Zajmuję się jeszcze wieloma innymi rzeczami – strzelam sportowo i z zamiłowania z broni palnej, jestem myśliwym, jeżdżę na motocyklu,żegluję gdy tylko mam czas. Myślę, że aby zostać kapelanem strażaków – wystarczy po prostu chcieć. Nawet jeśli ktoś powie, że jesteśmy zwariowani. Kiedy chodziłem na błogosławieństwo domów, czyli po kolędzie, to rozmawiając z ludźmi – proponowałem dołączenie do straży. I często widziałem duże zaskoczenie, a później zdarzyło się, że ktoś do nas dołączył i mówił, że teraz nie wyobraża sobie życia bez straży.
W jaki sposób Ksiądz radzi sobie z emocjami po trudnych wyjazdach na akcje? Pomaga tylko modlitwa i adoracja czy też potrzebna jest rozmowa z kimś?
– Raczej niekoniecznie jest mi potrzebna rozmowa raczej wyciszenie. Chociaż z racji tego, czym się zajmuję, to niezbyt często miałem okazji doświadczyć samotności. Nie byłem też jeszcze na tak bardzo trudnej akcji, że musiałbym ją w jakiś szczególny sposób odreagować. Albo też mam taki charakter. Bo m.in. podczas kursu kwalifikowanej pomocy przedmedycznej zauważyłem, że jeśli pojawia się jakieś zagrożenie, to staję się bardzo spokojny, działam tak, jak mnie nauczono oraz jak mnie do tego przygotowano. Często też w gronie samych strażaków docinamy sobie, żartujemy i to też rozładowuje atmosferę.
Jak pogodzić tak dużo pracy i zainteresowań? Bo widzę, że w Księdza życiu jest tego bardzo dużo.
– Czasem wydaje mi się, że chcę być wszędzie, ale wszędzie jestem za krótko. Często słyszę takie słowa na swój temat. I nieraz chciałbym sobie nawet po prostu usiąść i posiedzieć, ale z drugiej strony – szkoda mi na to czasu. Poza tym – księża nie mają rodziny, przez co łatwiej im angażować się w coś dodatkowego. Jest też takie powiedzenie, że mężczyzna musi mieć cały czas zajęcia, bo jak go nie ma, to mu głupoty do głowy przychodzą.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Odpust inny niż wszystkie. W Mikstacie święci się zwierzęta [REPORTAŻ]
Między mydłem a miłosierdziem. Jak działa „Boski Prysznic” w Gdańsku? [REPORTAŻ]
Tutaj się nie ocenia, tylko kocha. Życie codzienne w DPS-ie dla chłopaków w Zdunach [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny