Zdjęcie: wystawa Muzeum Opactwa w Tyńcu „W klasztornym skryptorium”, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl

Zobacz dzieła mnicha-kopisty [ZDJĘCIA]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Ile macie książek w domu? Znajdzie się więcej niż dziesięć? Jeśli tak, to w średniowieczu bylibyście bardzo bogaci. Jeden rękopis potrafił osiągnąć wartość 2–3 wsi.

Tak wystawę na terenie klasztoru w podkrakowskim Tyńcu reklamują jej organizatorzy. Porównanie robi wrażenie, prawda? Sama wystawa także. W Muzeum Opactwa w Tyńcu do kwietnia przyszłego roku (więc jest jeszcze trochę czasu) można oglądać efekty wielowiekowej pracy mnichów-kopistów (nazywanych też skrybami). „W klasztornym skryptorium” można poznać tajniki pracy średniowiecznego skryby i iluminatora oraz obejrzeć rękopisy na co dzień ukryte w różnych bibliotekach klasztornych. Wystawa to świetna okazja, by poznać wieloletnią benedyktyńską pracę, ale także szansa, by przenieść się, niczym wehikułem czasu, do średniowiecza. W Tyńcu jest to możliwe. To około pół godziny drogi samochodem z Krakowa, nieco więcej rowerem czy komunikacją miejską.

Zdjęcie: reklama wystawy w Muzeum Opactwa w Tyńcu, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl


Benedyktyńska praca
W klasztornych skryptoriach przez wieki wykonywana była przysłowiowa benedyktyńska praca. Wymagała ona od skrybów (bo tak nazywali się zakonnicy, którzy się tym zajmowali) wiele cierpliwości i dokładności. Z jednej strony była to praca nobilitująca, gdyż wymagała wysoko cenionych umiejętności i pozostawał po niej trwały ślad. Z tego względu zalecano, by skrybami zostawali mnisi pokorni. Z drugiej strony była pracą męczącą, na którą narzekano. Zdarza się, że narzekania można odczytać nawet na marginesach przepisywanych dzieł, jak w zachowanych, słynnych słowach: „pracują trzy palce, a trudzi się całe ciało”.

Zdjęcie: wystawa Muzeum Opactwa w Tyńcu „W klasztornym skryptorium”, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl


Trudzi się całe ciało
Podczas skomplikowanych wojennych losów Europy, to właśnie klasztorne biblioteki okazały się najwierniejszym depozytariuszem wiedzy. Mnisi przepisywali książki do czasów, gdy wynalazek druku, a następnie kolejne technologie pozwoliły na nieograniczone zwielokrotnianie tekstu. Warto o tym wiedzieć w czasach, gdy  mamy tak łatwy i tani dostęp do słowa pisanego. Wystawa pomaga docenić pracę i dorobek benedyktyńskich skrybów.

Kto czyta, żyje wielokrotnie. Kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany. (Józef Czechowicz)

Jak podkreślono na wystawie, książka stanowi jeden z fundamentów naszej kultury. Słowo pisane wciąż jest najważniejszym narzędziem utrwalania dziedzictwa dla kolejnych pokoleń. Nie da się przecież ukryć, że to właśnie w książkach złożyliśmy naszą pamięć, historię, dziedzictwo. Te, które widzimy na wystawie, przetrwały wieki, ale jednocześnie są przecież zniszczalne: bo łatwopalne, zjadane przez mole.

Zadania mnicha
Już od samych początków życia monastycznego, w późnym antyku, w większości klasztorów mnisi mieli obowiązek uczenia się czytania, by móc uczestniczyć w liturgii i rozumieć Pismo Święte i Psalmy. Jednocześnie powszechnie uważano, że pisanie i przepisywanie ksiąg to zajęcia bardzo stosowne właśnie dla mnicha. Prawdziwą ikoną mnicha pochylonego nad pulpitem z księgą oraz z narzędziem pisarskim w dłoni stał się święty Hieronim. Z grupą swoich uczniów, blisko betlejemskiej groty, dokonał przekładu ksiąg Pisma Świętego na łacinę. Kilkanaście wieków później jego dzieło, kopiowane cierpliwie przez tysiące mnichów-kopistów, jako pierwsze zostało wydrukowane przez Gutenberga. Niektórzy żartują, że nie jest wcale pewne, czy druk by się świętemu Hieronimowi spodobał. Informacje o mnichach, którzy przepisywali zwoje i księgi, znajdziemy w najstarszych tekstach środowiska monastycznego w Egipcie. Na początku IX wieku na planie klasztoru idealnego – a takim nazywane było opactwo Sankt Gallen w dzisiejszej Szwajcarii – we wschodniej części kościoła, tuż obok chóru, zaplanowano osobne pomieszczenie dla kopistów. To było skryptorium i biblioteka. Mnisi, o czym nie wszyscy mogą wiedzieć, przepisywali nie tylko teksty święte, przeznaczone na potrzeby liturgii, ale i dzieła historyczne, traktaty gramatyczne oraz te dotyczące metryki i muzyki. Były to też wyciągi z dzieł świeckich, także pogańskich, filologów i poezje. Byli więc swego rodzaju usługodawcami. To dzięki nim wiele dzieł przetrwało do czasów późniejszych.

Zdjęcie: wystawa Muzeum Opactwa w Tyńcu „W klasztornym skryptorium”, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl


Czasy średniowiecza
Bardzo wiele dzieł starożytnych autorów znamy właśnie z kopii sporządzonych w klasztornych skryptoriach. Przepisywane dzieła służyły także w klasztornej szkole. Pełniły rolę podręczników do nauki gramatyki, retoryki i poprawnego stylu. Kodeksy, których jednym z rodzajów były księgi związane z odprawianiem liturgii i modlitwy (graduały, sakramentarze, ewangeliarze, psałterze), powstawały w skryptoriach opackich, jako owoc pracy mnichów. Często zdarzało się, że to władcy zamawiali ich wykonanie. Decydowali się oni na fundację luksusowych ksiąg, które następnie były przekazywane danemu opactwu, biskupstwu lub innemu władcy jako dar. Można to porównać ze zwyczajem przekazywania prezentów we współczesnej dyplomacji.

Działalność ewangelizacyjna prowadzona przez mnichów we wczesnym średniowieczu oraz ich udział w budowie instytucji Kościoła wymagały odpowiedniej oprawy. Takie księgi robiły wrażenie i przyciągały oko. Tę funkcję po pierwsze spełniały kościoły klasztorne (często bardzo monumentalne), ale ważnym elementem były też Biblia i księgi liturgiczne. Na mnichach spoczywała więc wymagająca i odpowiedzialna praca. Dlatego w Pontyfikale płockim (z XII w.) zapisano również modlitwę za mnichów, aby w obcowaniu ze świętymi tekstami rozważali Boga sercem, umysłem i czynem.

Zdjęcie: wystawa Muzeum Opactwa w Tyńcu „W klasztornym skryptorium”, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl


Wystawa w Tyńcu będzie czynna do kwietnia codziennie z wyjątkiem 24, 25 grudnia i 1 stycznia.

Galeria (3 zdjęcia)
Zobacz także
Wasze komentarze