fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl
Wczasy z duszą [REPORTAŻ]
Są osoby, które „marnują” część wakacji czy urlopu po to, by spędzić ten czas na rekolekcjach, pielgrzymkach, wolontariacie misyjnym czy ewangelizacji. Albo po prostu na osobistej modlitwie i lekturze. Dlaczego to robią? Czy nie woleliby leżeć nad brzegiem basenu z drinkiem?
Rekolekcje. Droga do poznania siebie, wolności i uzdrowienia
Od kilku lat Joanna w czasie urlopu uczestniczy w rekolekcjach ignacjańskich. Opowiada, że dla niej to przede wszystkim proces poznawania siebie, uwalniania, uzdrawiania.
– W moim doświadczeniu życia duchowego ważną rolę mają ćwiczenia duchowne św. Ignacego. Jeżdżę na rekolekcje ignacjańskie do wspólnoty Mocni w Duchu z Łodzi. Wspólnota i to miejsce są dla mnie ważne z dwóch powodów. Po pierwsze – zależy mi na połączeniu duchowości jezuickiej – duchowości ćwiczeń duchownych – wraz z duchowością charyzmatyczną. Po drugie, istotne dla mojego rozwoju wydaje mi się połączenie praktyki życia wspólnotowego z rozeznawaniem zgodnym z regułami św. Ignacego – opowiada Joanna.

Ważnym celem, do którego prowadzą ćwiczenia, jest doświadczenie prawdy, którą człowiek odkrywa w szczerej relacji z Bogiem – i w zasadzie tylko z Nim. Oczywiście proces ten jest złożony, trudny, okupiony prawie zawsze bólem związanym z poznawaniem i zmianą siebie: w porządku psychologicznym i duchowym. Prowadzić ma to do wolności, co w konkrecie życia znaczy uporządkowanie emocji, oczyszczenie życia z iluzji, np. ze zniekształconego obrazu siebie samego, oraz zrozumienie i wprowadzenie w życie mądrej miłości siebie i przepracowanie, na ile to możliwe, źle pojmowanego egoizmu. W konsekwencji – to budowanie intymnej więzi z Bogiem.
– Moje doświadczenie łączy się z wieloaspektowym procesem dochodzenia do prawdy o sobie samej wobec Boga, który przypomniał, że współczuje mi i że Mu na mnie zależy. Zasadniczo rekolekcje ignacjańskie, jako pewna droga w życiu człowieka, rozpoczynają się fundamentem, przebiegają do czwartego tygodnia w całkowitym milczeniu. Każdy z nich – jako pewien etap rozumienia samej siebie w relacji z Bogiem – zaowocował czym innym. Chciałabym, dla lepszego zrozumienia tego procesu, opisać je, posługując się obrazami, refleksjami i wnioskami, które wyniknęły z medytacji i kontemplacji rekolekcyjnych, a także innych praktyk, w tym słuchania nauk, uczestniczenia we mszy i w adoracji Najświętszego Sakramentu – opowiada Joanna.
– Zacznę od fundamentu (to pierwszy etap rekolekcji), który zaowocował przypomnieniem o obecności Boga, co górnolotnie można by określić słowem – Jest. W moim przypadku pięknie ilustruje to obraz z jednej z medytacji opartych na fragmencie Biblii – o Bogu, który jest Ojcem. W sercu zobaczyłam siebie jako małą dziewczynkę (z warkoczem), która siedzi w kąciku, w pewnym momencie zaś obok zauważyłam rękę Ojca, wyłaniającą się gdzieś z chmur z nieba. Temu widokowi towarzyszyło poczucie pokoju i bezpieczeństwa fizycznego. Z rekolekcji wyjechałam z przekonaniem o tym, że Bóg jednak nie jest obojętny wobec mojego losu, że w jakiś przedziwny sposób nie zapomniał o mnie, co próbował mi okazać tym obrazem i za sprawą emocji. Kolejne, bardzo silne doświadczenie towarzyszyło mi podczas pierwszego tygodnia (to kolejny etap rekolekcji). Zobaczyłam, że jako człowiek jestem zdolna do wielu nieładnych zachowań. Jednocześnie miałam dojmującą potrzebę odrzucenia tego, co złe, odrzucenia grzechu i najlepiej – niegrzeszenia w ogóle – „stania się aniołem”, co oczywiście nie było możliwe. Remedium na ten ból była spowiedź z całego życia, która dała okazję do szczerego wypowiedzenia wszystkiego, a jednocześnie uświadomienia sobie, w jakim momencie życia znajduję się. To nie było łatwe. Było to pełne cierpienia zaakceptowanie własnego charakteru, swoich wad i przeanalizowania konsekwencji. Zdałam sobie sprawę ze swojej ograniczoności. A jednak z rekolekcji wyjechałam z postanowieniem jak największego unikania grzechu i jeszcze większego okazywania dobra – opowiada Joanna.
– Kontynuacją tego mocnego doświadczenia był tydzień czwarty (tu przeskoczę na moment tydzień drugi i trzeci), który skupiał się na rozważaniu męki i śmierci Jezusa. To zdecydowanie bardzo ważny etap w odkrywaniu prawdy o sobie, bo łączący się ze zrozumieniem własnej bezradności i bezsilności wobec tego, co był w stanie uczynić Jezus jako współczujący, kochający mnie Bóg. Ten etap mogę podsumować wewnętrznym przekonaniem, kore wybrzmiało w moim sercu podczas medytacji o drodze krzyżowej: „Idziemy zawsze razem”. Trudno byłoby do tego cokolwiek dodawać, prócz opisu poczucia wewnętrznego żalu z powodu własnej słabości okazanego przez łzy i z drugiej strony – ogromnej wdzięczności wypełniającej całe wnętrze – dzieli się moja rozmówczyni.

Joanna opowiadała także o tym, że tydzień drugi służy rozeznawaniu powołania. W tym czasie zmagała się z decyzją osób trzecich dotyczącą jej zaangażowania się w życie wspólnotowe na stałe. – W jednej z medytacji zobaczyłam siebie jako ewangelicznego młodzieńca, który nie poszedł za Jezusem. Moja historia w medytacji kończyła się tak, że podobnie jak bohater Ewangelii nie podążyłam za Nim, by ewangelizować, ale z innego powodu. Jezus pokazał mi, bym się zatrzymała i zaopiekowała chora mamą, która ukrywała się gdzieś w kącie chatki. Kilka lat później rzeczywiście moja mama wymagała wyjątkowej opieki. Zostałam na miejscu w domu. Towarzysz duchowy zalecił mi powtórzenie drugiego tygodnia. W konsekwencji nie tylko to zrobiłam, ale też, jakby uzupełniając to, co zrozumiałam o sobie podczas rekolekcji, przeszłam program 12 kroków do szczęśliwego życia – opowiada.
Joanna zrozumiała, że życie człowieka to podejmowanie odpowiedzialności za siebie, a więc zaprzestanie życia w iluzji, praktykowanie sprawczości i rezygnacja z oczekiwań magicznych: „Niech się jakoś stanie”. W czasie kolejnych tygodni rekolekcji towarzyszyło jej uczucie obecności Boga, który wyjmuje swoje serce i przykłada je do jej serca. Towarzyszyło temu zaufanie. – Zaufanie Opatrzności we wszystkich aspektach mojego życia, czego weryfikację przyniosła codzienność – mówi. – Może więc największą prawdą o mnie jest to, bym pozwoliła Jezusowi kochać mnie taką, jaką jestem. Ta prawda rodzi bezwarunkowe zaufanie i mnie uzdrawia. Regeneruje. W jeszcze innym porządku – pozwala zobaczyć swoje życie jasno, racjonalnie i bez katastrofizowania. W ciągłym procesie wybierania wolności.

Joanna mówiła, że ma bardzo dobre doświadczenia z osobami świeckimi jako towarzyszami w drodze do prawdy o sobie. Nie tylko posiadali kompetencje dotyczące duchowości ignacjańskiej i samych ćwiczeń duchownych, ale także potrafili połączyć je konkretem życia w codzienności osoby świeckiej w XXI w.
Pielgrzymka. Gdy moje serce wraca do domu: bezpiecznej bazy
Wciąż popularne staje się wyruszanie na piesze pielgrzymki. W szczycie pieszego pielgrzymowania (od maja do sierpnia) na Jasną Górę w 2025 roku dotarło w 258 grupach ponad 97 tysięcy pątników. A przecież wiele osób pielgrzymuje też do Łagiewnik, Gietrzwałdu czy Wilna. I do wielu, wielu innych miejsc.
– Prawda o pielgrzymce jest taka, że co roku myślę, że „to już ostatni raz”! I tak od ponad 20 lat. Corocznie człowiek wzdryga się przed liczbą kilometrów do pokonania, zmęczeniem, realnym bólem fizycznym, wczesnymi pobudkami, ale w tym samym czasie pakuje swój wysłużony plecak, zaopatruje się w bandaże i plastry, szuka przewiewnych spodni i kapelusza. Ale i tak najważniejsze dzieje się w sercu. Moje przygotowanie do Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę i sama pielgrzymka to tak naprawdę codzienny spacer z Matką Bożą w stronę Jej domu. Tak. Droga do domu pod czujnym i kochającym okiem Mamy. A po drodze… Jak to po drodze, gdy obok idzie Mama: Mamo, tutaj mnie boli, a wiesz, bo ktoś tam ma problem, a co byś zrobiła na moim miejscu, Mamo przytul… Krok za krokiem, powoli, w rytmie różańca, z człowiekiem idącym obok, który jest spragniony, a ja mam zapas wody i mogę dać mu pić – do domu, jakim jest dla mnie Jasna Góra. Pielgrzymka jest dla mnie czasem, gdy moje serce wraca do domu. Do bezpiecznej bazy, miejsca wypełnionego Bożą obecnością i obecnością Maryi, która jest tam Gospodynią. Ale Taką, która nie tylko czeka w progu na swoje dzieci, ale robi coś o wiele więcej: wychodzi im na spotkanie, prowadzi i towarzyszy, aby bezpiecznie tam dotarły. Jak to Matka Boża: Ona nie znosi minimalizmu. Bo Matka Boża kocha swoje pielgrzymujące dzieci (i te, co zostają w domu również!) maksymalnie. Dlatego wyruszam na pielgrzymi szlak, by doświadczyć tej matczynej miłości bez granic – opowiada Barbara.

Wolontariat misyjny. Nasza obecność tam ma znaczenie
Inną formą „marnowania” czasu w czasie urlopu dla Boga jest wolontariat misyjny. Co roku kilkaset osób z Polski wyjeżdża na dłuższy lub krótszy czas, by w krajach misyjnych troszczyć się o najbiedniejszych. Robią to na różne sposoby, wykonując niezbędne prace, które polepszają życie miejscowych ludzi w Afryce, Ameryce Południowej czy Azji, ale także opiekując się dziećmi czy dając nadzieję najbardziej ubogim, o których świat chciałby zapomnieć. Joanna była już na wolontariacie misyjnym kilkukrotnie – w Brazylii, Wenezueli, czy Mozambiku.
– Bardzo się ucieszyłam, kiedy papież Leon XIV w swoim pierwszym przemówieniu po wyborze powiedział, że Kościół powinien być misyjny i świadczyć miłosierdzie. Te słowa odebrałam bardzo osobiście, bo wiedziałam, że będę w tym roku na misji i że będzie wiele sytuacji, w których będziemy właśnie to miłosierdzie głosić, nie tylko słowem, ale także poprzez konkretne wsparcie dla tych ludzi. Dzięki papieżowi poczułam, że nie jadę tam tylko w swoim imieniu, ale wpisuję się w misję Kościoła, w misję Jezusa. I oprócz tego, że realnie przynosimy ludziom chleb, to też przynosimy im nadzieję na to, że kiedy jesteś z Jezusem, to możesz być wewnętrznie syty. Nawet jeśli wielu rzeczy ci brakuje, to jesteś w stanie osiągnąć radość serca i pokój. Głosiliśmy więc Ewangelię słowem – tutaj głównie misjonarze, ale także przez dzieła miłosierdzia. Mówi się przecież, że Ewangelię trzeba głosić zawsze, a jak trzeba – to także słowami. Tak naprawdę ewangelizujemy swoim spojrzeniem, uśmiechem, uściskiem, serdecznością. Podczas jednej z ewangelizacji młody chłopak, który był z nami, modlił się o uzdrowienie dla jednej z osób, która poruszała się na wózku, ponieważ nie mogła już chodzić. I ta osoba po prostu wstała z tego wózka i zaczęła iść. Dla mnie to było takie potwierdzenie tego, że nasza obecność tam jednak ma znaczenie. I to nie jest bez znaczenia, że jedziemy na wolontariat, ale naprawdę zostaliśmy powołani do tego, by być w tych konkretnych miejscach – opowiada Joanna.

Ewangelizacja. Czas spędzony z Bogiem i dla Niego zawsze jest dwa razy bardziej wartościowy
Ewangelizacja Nadmorska, Bieszczadów, Beskidów, Przystanek Jezus… To tylko niektóre z inicjatyw, podczas których setki ewangelizatorów wyruszają, by dzielić się z innymi swoim doświadczeniem wiary.
– To nie tak, że ja się poświęcam i jakoś specjalnie oddaje mój czas. Niczego sobie nie odbieram. Dla mnie mówienie innym o Bogu jest czymś tak naturalnym jak oddech. Jasne, że podczas ewangelizacji ulicznej robimy to w sposób bardziej zorganizowany, jakoś sprowokowany, ale poza tym to po prostu życie – mówi Maciej. – Poza tym zauważyłem coś takiego, że jeśli innym opowiadam o swoim doświadczeniu wiary, to w jakiś sposób umacnia też mnie samego. Można powiedzieć, że przypominam sobie o tych pierwszych chwilach, kiedy doświadczyłem miłości Boga, ale także o tym wszystkim, przez co przeszedłem i w jaki sposób dojrzewałem. I mam nadzieję, że nadal dojrzewam do żywej i głębokiej relacji z Jezusem. To także umacnia mnie w decyzji pójścia za Jezusem i wciąż na nowo zawierzania Mu swojego dnia. Nie można powiedzieć, że w jakiś sposób tracę czas, w pewien sposób pomnażam go. Oczywiście mógłbym leżeć na plaż, albo przy basenie w kurorcie i popijać drinki, ale czas spędzony z Bogiem i dla Niego zawsze jest dwa razy bardziej wartościowy i nadaje życiu tak potężnego sensu, że wydaje się, że przezywa swoje życie z podwójną intensywnością. To jest intensywność Jego miłości – opowiadał Maciej.

Samotność i czytanie książek
Niektórzy szukają samotności i indywidualnego sposobu na pobycie z Bogiem. Organizują sobie czas i miejsce, by w ten sposób „zmarnować” część swojego urlopu.
– W czasie urlopu, krótszego czy dłuższego, robię sobie kilka dni rekolekcji. Ale nie jadę do żadnego domu rekolekcyjne na zorganizowane rekolekcje. Czuję, że nie odnalazłabym się w tym. Potrzebuję samotności. Wcześniej przez jakiś czas chodzę, starając się wsłuchać w moje życie, w to, czym żyję i wybieram temat, którego potrzebuję w tym czasie, w którym jestem. Temat konsultuję także z osobą, która towarzyszy mi duchowo. Zawsze takie spojrzenie z boku pomaga zdecydować, czy to rzeczywiście na ten moment najlepszy wybór, czy może warto zastanowić się nad czymś innym. Potem układam sobie plan dnia. Wybieram lekturę – mówiła Paulina.

– Plan dnia jest dość prosty. Z jednej strony daję sobie czas, żeby się wyspać te 8 godzin. 4 godziny to modlitwa, 4 godziny to praca na powietrzu albo spacer, czy jakaś inna aktywność fizyczna, a 4 godziny to czytanie, rozmyślanie, analizowanie tematu, który wybrałam na temat rekolekcji. I pozostałe 4 godziny przeznaczam na jakąś aktywność – jak to sobie nazywam – „rozrywkową”, ale nie chodzi o imprezowanie, ale np. ugotowanie sobie czegoś dobrego i wartościowego, długą kąpiel, obejrzenie filmu. Najczęściej jadę do jakiegoś spokojnego miejsca, gdzie wiem, że będzie możliwość takiego odosobnienia i pobycia w ciszy – opowiada Paulina. – Taki czas pozwala mi zatrzymać się i pobyć z Bogiem. Przypomina mi, że On jest ze mną obecny właśnie w tym wszystkim; w duszy, umyśle i ciele. W tym, kiedy się modlę, ale też kiedy pracuję czy kiedy odpoczywam. Potrzebuję ciszy, by na nowo usłyszeć w sobie sens, ten najgłębszy, każdej aktywności, którą podejmuję w tym czasie pozaurlopowym.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

Łeba: trwa tegoroczna edycja wakacyjnych wczasorekolekcji
Wakacje z wiarą: festiwale, rekolekcje i spotkania młodych w całej Polsce
Zakonnice taplają się w błocie, w tle list papieża Leona. Co się dzieje na Festiwalu Życia? [+WIDEO] [+GALERIA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny