fot. Agnieszka Sidełko/diecezja sosnowiecka

Wiara, nadzieja, miłość. Modlitwa, post, jałmużna [FELIETON] 

Duchowa eureka! Dla mnie – odkrycie. Choć naprawdę to tak oczywiste! O czym mowa? O powiązaniu trzech praktyk wielkopostnych z trzema cnotami. Wiara, nadzieja i miłość mają bowiem wiele wspólnego z modlitwą, postem i jałmużną.  

Jesteśmy mniej więcej na półmetku Wielkiego Postu. Ja w tych dniach wracam myślami do wywiadu, który przeczytałem na początku tego czasu. W „Tygodniku Powszechnym”, który ukazał się w Środę Popielcową, była pierwsza rozmowa w cyklu „Rozmowy na Wielki Post”. Rozmówcą był bp Artur Ważny, ordynariusz sosnowiecki. Opowiadał o powierzonym mu Kościele lokalnym, o skrzywdzonych, o raporcie komisji działającej w jego diecezji. Ale rozmowa podejmowała też tematy postne, pokutne. I to właśnie w nich znalazłem pewną myśl, która szczególnie do mnie przemówiła. Biskup Ważny przywołał swoje lata pracy duszpasterskiej ze studentami. I powiedział: „Gdy prowadziłem duszpasterstwo studentów, spróbowaliśmy połączyć post, modlitwę i jałmużnę: mniej jem, mam więcej czasu na modlitwę, a zaoszczędzone pieniądze przekazuję potrzebującym. Mówiliśmy też, że post karmi nadzieję, modlitwa wiarę, a jałmużna miłość. A te trzy cnoty duchowe łączą nas z Panem Bogiem”.  

>>> #DwieNawy – Jak dobrze przeżyć Wielki Post? | Ważne kroki bp. Artura Ważnego w diecezji sosnowieckiej

Ćwicząc się w cnotach 

Trzy cnoty Boskie – nazywane też teologalnymi. Zapamiętujemy je już w dzieciństwie, choćby przy okazji poznawania tzw. małego katechizmu – gdy przygotowujemy się do przyjęcia pierwszej Komunii. To cnoty wlane – czyli takie, które zawdzięczamy bezpośrednio Bogu. W Piśmie Świętym pojawiają się w pięknym fragmencie – w zakończeniu 1 Listu do Koryntian. Znamy go jako „Hymn o miłości”. Święty Paweł opisuje w tym tekście, co cechuje prawdziwą miłość, a na końcu pisze: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość”. Wiara, nadzieja, miłość – po łacinie fidesspescaritas. I biskup Artur Ważny wraz ze studentami powiązał te trzy cnoty z trzema hasłami, które prowadzą nas przez Wielki Post – z modlitwą, postem i jałmużną. Wielkopostne działania karmią te trzy najważniejsze cnoty, czyli dobre cechy, które warto w sobie rozwijać. Jak to przeczytałem, to aż chwyciłem się za głowę. Duchowa eureka! Przecież to powiązanie jest tak oczywiste! Ale nigdy nie przyszło mi do głowy. A wprowadza myślenie o Wielkim Poście na nowy poziom. Nadaje mu nowy sens – nie odbierając oczywiście tych sensów dotychczasowych. Wielki Post – poprzez czyny pokutne – ma nas przygotować na przeżywanie Paschy, ale ma też nas ćwiczyć w byciu dobrymi ludźmi. A mając na uwadze myśl bp. Artura Ważnego – ma nas ćwiczyć w tych trzech najważniejszych cnotach. 

Fot. nomadsoul1/freepik.com

Modlitwa karmi wiarę 

Trudno wierzyć bez modlitwy. Gdy się nie modlimy lub modlimy się mało – to nasza wiara usycha, przeżywa kryzys. Modlitwa jest taką energią, paliwem dla wiary. Oczywiście, wiemy, że sama wiara nie wystarczy do bycia człowiekiem prawdziwie wierzącym. Ale jest na pewno ważnym punktem wyjścia do bycia takim człowiekiem. Bo gdy nie modlimy się – to znacznie trudniej przychodzi nam podejmowanie też innych, bardziej wymiernych działań (zwłaszcza tych związanych z jałmużną). Modlitwa jest zatem podstawą życia wiary – karmiąc właśnie tę wiarę. Od niej wszystko się zaczyna – ale nie może się na niej skończyć. Bo jeśli ograniczymy się do modlitwy, to możemy zaszyć się na cały dzień w kościele, modlić się 24 godziny na dobę – nie zauważając przy tym świata wokół. I ludzi, którym też jesteśmy potrzebni. Modlitwa nie ma mieć charakteru dewocyjnego – ma być zdrową praktyką. Jeżeli taka będzie – to będzie doskonale karmiła w nas cnotę wiary. I stanie się fundamentalnym krokiem do bycia lepszym człowiekiem. Do stawania się lepszym każdego dnia – coraz bardziej i bardziej.  

Post karmi nadzieję 

Nadzieja jest chyba najbardziej abstrakcyjną z cnót – trudno ją scharakteryzować. I tak samo post jest tą praktyką wielkopostną (i nie tylko), której sens nam najtrudniej pojąć. Bo przecież – po co mam się umartwiać? No właśnie po to, by pracować nad sobą i znaleźć czas na rzeczy, na które normalnie nam tego czasu brakuje – choćby na kontakt z rodziną. Dlatego tak ważne jest znalezienie takiej formy postu, która będzie dla nas prawdziwym postem. A nie postem jedynie z nazwy. Post więc ma bardzo szerokie znaczenie – nie ogranicza się jedynie do praktyk pokarmowych. Możliwości mamy znacznie więcej, zwłaszcza w kontekście nadużywania przez nas świata wirtualnego (polecam choćby post od mediów społecznościowych). I poszcząc, karminy kolejną cnotę – nadzieję. Tę cnotę, która nie mówi nam o dzisiaj – ale określa nasze jutro. Cnota nadziei zaprasza nas do myślenia, że choć teraz jest różnie, czasem bardzo ciężko, to kiedyś – w jutrze wiary – czeka nas lepsze życie. Czeka nas życie doskonałe – bo przy Bogu. Nadzieja nie neguje patrzenia na tu i teraz, ono jest ważne, ale zaprasza nas też do patrzenia na jutro. Do patrzenia na nie nie bez lęku i obaw – ale właśnie z nadzieją. Nadzieja pozwala nam zobaczyć, że śmierć nic nie kończy, że jest tylko pewnym etapem. A po niej jest właśnie to wszystko, co chce nam dać nadzieja – czyli dobra przyszłość. Najlepsza! Tę cnotę przyszłości karmi najbardziej post. To chwilowe ograniczenie się w jakimś aspekcie życia – żeby za chwilę znów móc z tego korzystać (oczywiście rozsądnie). Post kojarzy mi się mocno z czekaniem, z ćwiczeniem cierpliwości – w jakiś sposób też z Adwentem (to pokazuje, jak czas w liturgii wzajemnie się przenika). Podejmujmy tę praktykę właśnie po to, by wzrastała w nas nadzieja. 

Jałmużna karmi miłość 

Jałmużna to najbardziej wymierna praktyka postna. Najbardziej ją widać (choć nie powinien to być cel jałmużny, co najwyżej – jej skutek uboczny). Jałmużna to konkretny akt – zrobienie czegoś dla drugiej osoby, dla wspólnoty. Najczęściej kojarzymy ją z pieniędzmi, z podzieleniem się swoimi finansami z potrzebującymi. Ale znowu – to tylko jeden z wymiarów jałmużny. Bo przecież podzielić możemy się nie tylko pieniędzmi, ale i innymi rzeczami, poświęconą uwagą, czasem, byciem obok. Mamy przecież zasoby nie tylko finansowe. Są też bardzo różne ludzkie potrzeby, dlatego każdy z nas – niezależnie od zasobności portfela – może znaleźć swój sposób na jałmużnę. Dobrze, gdy jałmużna w jakiś sposób nas dotyka. Gdy pozwala nam poczuć pewien dyskomfort – że jednak trochę tych pieniędzy wydałem i nie będę miał na swoje przyjemności. Że mogłem obejrzeć trzy odcinki ulubionego serialu – ale zabrałam samotną, starszą sąsiadkę na spacer. Że mogłem zwyczajnie sobie odpocząć – ale pomogłem znajomym w karmieniu kota, gdy oni wyjechali. Podarowanie swojego czasu czy obecności bywa dla wielu większym wyzwaniem niż opróżnienie portfela. Jałmużna to konkretny akt, działanie – bez stawiania drugiej stronie warunków. Daję coś – nie oczekując niczego w zamian. To miłość – caritas. Takimi działaniami karmimy w sobie tę cnotę. Stajemy się coraz bardziej ludźmi pełnymi miłości.  

Nie tylko w Wielkim Poście 

Coś nam już pewnie udało się w tym Wielkim Poście. W czymś też pewnie zawiedliśmy – najbardziej samych siebie. Wciąż mamy czas na działanie. Ja zachęcam, by skupić się na kluczu tych trzech cnót Boskich – wiary, nadziei i miłości. To właśnie je umacniamy w sobie, podejmując tradycyjne postne praktyki. I dlatego też nie są to praktyki tylko na Wielki Post. Owszem, teraz je szczególnie mocno podkreślamy. Ale przecież nad swoją wiarą, nadzieją i miłością warto pracować przez 365 dni w roku (a czasem i przez 366). A więc – także wtedy warto w życiu pamiętać o modlitwie, poście i jałmużnie. Zawsze jest dobry czas na stawanie się lepszym. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze