fot. Rafael Film

fot. Rafael Film

Więzienie czy pielgrzymka – co wybierasz? Obejrzeliśmy „Camino dla opornych”


Camino dla opornych” („Compostelle”) to niezwykła opowieść o podróży nauczycielki w średnim wieku i nastolatka, który zdążył już sobie mocno skomplikować życie. Wyruszają ku Santiago de Compostela w Hiszpanii. W ich historii sprawdza się prawda stara jak świat – że ważniejsza jest sama droga, a nie jej cel – piszą w „podwójnej recenzji” Hubert Piechocki i Maciej Kluczka, dziennikarz misyjne.pl

Premiera filmu zaplanowana jest na 30 października.

Hubert Piechocki: zwycięstwo pod stopami, czyli Camino w wersji filmowej

Lipiec 2021 był dla mnie niezwykłym czasem. Przez kilkanaście dni wędrowałem Camino Frances. Dzień po dniu, muszla za muszlą – aż dotarłem do celu, do Santiago de Compostela. Spełniłem wtedy moje wieloletnie marzenie – Drogę św. Jakuba chciałem przemierzyć już od czasów liceum, gdy po raz pierwszy o niej usłyszałem. Ta wędrówka bardzo mnie zmieniła i pomogła mi lepiej poznać samego siebie. Niby to po prostu codzienne, żmudne pokonywanie pieszo kilkudziesięciu kilometrów. Ale w tym czasie dzieje się wiele, a droga nieraz zaskakuje wędrowców i pielgrzymów.

Egzotyczny duet

Wspomnienia mojego Camino wróciły do mnie, gdy oglądałem francuski film „Camino dla opornych” (tyt. Oryg. „Compostella”). Regularnie do kin wejdzie jesienią, ale już latem prezentowany jest na pokazach przedpremierowych. To historia wędrówki na Camino, w którą wyruszyli wspólnie Frederique (Fred) i Adam. Duet – trzeba przyznać – egzotyczny. Bohaterka to kobieta w średnim wieku, nauczycielka z kilkunastoletnim stażem. Jej życie stanęło na krawędzi – przez nieodpowiednie zachowanie wobec uczennicy (Fred ją spoliczkowała) została zawieszona w pracy. Do tego w życiu prywatnym kobiety też się nie układa. Razem z mężem zrobili sobie przerwę, małżonek chciałby się z nią rozwieść. A Adam to nastolatek i… kryminalista. Ma na swoim koncie już kilkanaście wyroków. Jak zatem trafiają wspólnie na Camino? Wszystko przez fundację, której podopiecznym jest Adam. Prowadzi ona program wsparcia młodzieży z problemami – zamiast odbywania kary mogą wyruszyć na Camino. Droga ma pomóc im w przemianie życiowej. Sąd kieruje Adama na Drogę św. Jakuba, a Fred, dzięki swojej przyjaciółce, zostaje mu przydzielona jako mentorka. Zaczynają wędrówkę, po której ich życie nie będzie już takie samo.

Julien Le Berre (Adam), fot. Rafael Film

Droga przemiany

Ta droga zmienia życie człowieka – może to frazes, ale w pełni oddaje sens Camino. I nie ma znaczenia, czy jest to dla kogoś typowa pielgrzymka do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela, czy bardziej wyzwanie sportowo-turystyczne, czy też po prostu wędrówka, bez głębszego celu. Na Szlak św. Jakuba wyruszają i wierzący, i niewierzący – i każdy z tej drogi wynosi coś dla siebie. Każdego ta droga zmienia. Kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt, jak w przypadku Fred i Adama, dni z plecakiem realnie zmienia życie człowieka. Może i Frederique myśli, że ta droga przemiany dotyczy Adama, a ona się nim tylko opiekuje. Ale z czasem przekona się, że przemianę w jej trakcie przechodzą oboje. Na starcie są do siebie, delikatnie mówiąc, mocno zdystansowani. Jednak każdy kolejny pokonany kilometr zbliża ich do siebie. Stają się sobie coraz bliżsi i odkrywają też, jak bardzo są do siebie podobni. Obraz Yanna Samuella jest opowieścią o ścieraniu się i docieraniu się dwójki bohaterów. O poznawaniu siebie i drugiego człowieka. A w konsekwencji – o budowaniu bliskości i stawaniu się lepszym człowiekiem. Kolejne obrazki z ich Camino przypominały mi te z mojej wędrówki. Przypominały mi się różne miejsca mijane na trasie (choć akurat tych znanych mi zbyt wiele nie było, poza katedrą w Santiago, bo film w dużej mierze pokazuje francuski etap ich drogi). I spotykani po drodze ludzie. Spotkania, czasem bardzo epizodyczne, które jednak potrafią wpłynąć na nasze życie. Tak, spotkania na Camino kiełkują nie zawsze od razu – ale przynoszą owoce. I bardzo nas zaskakują.

Katedra w Santiago de Compostela, fot. stephenD – Praca własna,commons.wikimedia.org

Droga uniwersalna

„Camino dla opornych” określone jest jako komedia. I faktycznie, pomimo poruszania wielu trudnych tematów, wyraźny jest też lekki, pokrzepiający ton. A dzięki żartowi nie raz i nie dwa udaje się rozładować napięcie pojawiające się między bohaterami. Ale jest to też, co zrozumiałe, kino drogi. Co ważne, nie jest to film religijny. Owszem, już od średniowiecza pokonywano Drogę św. Jakuba, często wyruszając z własnego domu, a wędrówka ta miała charakter pielgrzymki. Dziś jednak różne są motywacje, dla których ludzie pokonują ten szlak. Tylko w ubiegłym roku w Santiago de Compostela zameldowało się 530 tys. osób, o 6% więcej niż rok wcześniej. Film Samuella pokazuje uniwersalność Camino. Skupia się na tym, co ta droga robi z ludźmi, którzy ją przemierzają, niezależnie od ich światopoglądu. Sama Fred jest ateistką i rusza Camino. I przechodzi ogromną zmianę – ale nie jest ona związana z jej religijnością. Wydaje mi się, że takie podejście jest ciekawe i potencjalnie może otworzyć Drogę św. Jakuba przed znacznie większą grupą wędrowców. Filmy typowo religijne bywają nachalne, mają wyraźną tezę, do której chcą przekonać widzów – przez to nie ogląda się ich z przyjemnością. A „Camino dla opornych” to po prostu opowieść o wędrówce Fred i Adama. To oni i droga są najważniejsi. I dlatego ten film jest tak autentyczny, przekonujący. Droga bohaterów utkana jest z prawdziwych historii młodych ludzi, którzy wyruszyli na taka drogę przemiany (tak, istnieje fundacja, która właśnie w ten sposób działa). Po drodze Fred i Adama wiele przeżywają. Jak potem podsumowują – nienawidzili się, kłócili, lubili i kochali. I tak na zmianę. I stali się dla siebie rodziną. Uwierzyli w siebie. Tym, czego chyba najbardziej nauczyło mnie Camino, i czego doświadczyli też bohaterowie filmu, jest właśnie to: warto uwierzyć w człowieka. Warto dać mu szansę. Obejrzyjcie „Camino dla opornych”. Po seansie na pewno zapragniecie spakować plecak, sprawdzić szlaki i wyruszyć za muszlami – ku monumentalnej katedrze w Santiago de Compostela. Ja już z niecierpliwością czekam, aż znów wyruszę na tę drogę. Kiedy – jeszcze nie wiem. Ale wiem, że muszę tam wrócić.

Projekcja z Muzeum Pielgrzymowania w Santiago de Compostela, fot. Maciej Kluczka

Maciej Kluczka: droga przemiany

„Camino dla opornych” trudno zaliczyć do filmu wprost chrześcijańskiego. Mało w nim bowiem odniesień i wątków stricte religijnych. I może właśnie z tego powodu obraz ten może liczyć na publiczność szerszą niż wyłącznie katolicką. „Camino dla opornych” to komediodramat, która opowiada historię zmagającej się z przeszłością kobiety (Fred) oraz zbuntowanego nastolatka (Adama), którzy razem wyruszają na pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Co spotka ich po drodze? Czy dojdą do celu?

Film był dla mnie okazją do wspomnień, bo Camino de Santiago przeszedłem pięć lat temu z moim redakcyjnym kolegą Hubertem Piechockim. „Camino dla opornych” polecam zarówno tym, którzy przeszli ten pielgrzymi szlak, jak i tym, którzy jeszcze nie doświadczyli tej niezwykłej drogi, która zresztą ma kilka wersji i wiele punktów startowych. Nawet ponowne przejście tej samej trasy – jak podkreślają doświadczeni pątnicy – zawsze oznacza inną drogę, bo nigdy nie ma „takiego samego Camino”.

Międzypokoleniowe spotkanie

Film w reżyserii Yanna Samuella niesie uniwersalne przesłanie o życiowej przemianie, na którą zasługuje każdy i której każdy – na pewnym etapie życia – potrzebuje. Także, a może przede wszystkim, przestępca, którym jest właśnie ów młody chłopak. Francuz, ma na swoim koncie już kilka wyroków. Dzięki działającemu we Francji stowarzyszeniu Seuil, Adam ma szansę zmienić swoje życie. Jest trudnym charakterem, ale od początku widz zauważy w nim wiele pokładów dobra.

Alexandra Lamy (Fred), fot. Rafael Film

Seuil to organizacja zajmująca się reintegracją społeczną młodzieży w trudnej sytuacji życiowej. Zamiast odsiadywania wyroku w tradycyjnym zamkniętym ośrodku, sędzia daje młodocianemu przestępcy szansę na resocjalizację poprzez wymagający, trzymiesięczny marsz. W jego trakcie obowiązuje całkowity zakaz korzystania z telefonów i internetu. Każdemu nastolatkowi przez całą drogę towarzyszy dorosły opiekun. Wybór drogi nie był dla Adama wcale tak oczywisty. Chłopak nie miał ochoty na pielgrzymkę i to w towarzystwie nauczycielki, kobiety w średnim wieku.

Początki nie były łatwe. Mniejszym problemem były odciski na stopach, większym – dotarcie się tych dwóch pielgrzymów (choć oni sami zapewne pielgrzymami by siebie nie nazwali). Mocną stroną filmu są ich dialogi, szczere, z „życia wzięte”, niekiedy wywołujące ból i zakłopotanie, innym razem – radość i refleksję.

W filmie – jak w obrazie – przejrzeć może się każdy z nas, bo przecież każdego z nas spotkał albo prędzej czy później spotka moment życiowej przemiany. Pytanie jest wtedy tak naprawdę jedno: czy wejdziemy na drogę przemiany, tak jak wyrusza się na pielgrzymi szlak? Czy podejmiemy ten trud? Czy zrewidujemy nasze życiowe priorytety?

Marsz dla frajerów czy droga przemiany?

Reżyser filmu nie boi się wulgaryzmów. I dobrze, bo bez nich film nie byłby autentyczny. Są momenty, gdy są one konieczne, chociażby w scenie pokazującej wyczerpanie pieszą wędrówką, jak i wtedy, gdy Adam próbuje zmierzyć się ze swoją trudną przeszłością. „Dasz radę przejść 2 tysiące kilometrów? – zapytała Fred na początku drogi. „Mam w dupie ten wasz marsz dla frajerów” – odpowiedział jej Adam. Ten sam człowiek kilka tygodni później zmienił nastawienie do tego marszu. Nie był on już „marszem dla frajerów”, ale „drogą osobistej przemiany”.

„Już wierzę w siebie. Moja szkoła jest na ulicy, a ulica pod moimi stopami” – mówi Adam, rapując. Bo to właśnie rap jest jego naturalnym środkiem wyrazu a słowa naprędce komponowanych utworów pokazują, że w prawdziwej przemianie nie musi (a wręcz nie powinno) towarzyszyć odcięcie się od przeszłości. Przeszłość może być lekcją, która przynosi lepszą przyszłość. Film dowodzi też temu, że dialog międzypokoleniowy zawsze jest możliwy, bo nigdy nie jest za późno na porozumienie. I na zmianę.

fot. Maciej Kluczka/Hubert Piechocki
Camino de Santiago, fot. Maciej Kluczka/misyjne.pl

Jak podali autorzy filmu, od 2002 roku we Francji prawie 500 nieletnich przeszło marsz przemiany, 60% z nich na dobre wróciło do społeczeństwa. To statystyki o wiele lepsze niż te dotyczące młodych, którzy wychodzi z ośrodków wychowawczych dla nieletnich przestępców.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze