fot. unsplash

Wyjdziesz na dwór? [FELIETON]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Wyjdziesz na dwór?” – od tych słów zaczynała się niejedna dziecięca zabawa wielu z nas. Gdy zebrało się odpowiednią ekipę, można było zacząć eksplorować swoją małą ojczyznę w poszukiwaniu kolejnych przygód. Tak mijały dni mojej młodości. 

Ostatnio często słyszę, że dzieci i młodzież już tak spontanicznie nie wychodzą na dwór, że spędzają więcej czasu zamknięci w czterech ścianach – przy ekranach laptopów i smartfonów. Mieszkam na dużym osiedlu, wokół pełno bloków, i myślę, że jednak tak źle nie jest. Słyszę jednak czasem bawiące się na dworze dzieci (choć to głównie młodsze pociechy siedzące z rodzicami na placu zabaw). Rzeczywiście, pewnie już nie zdarza się, że kolega czy koleżanka dzwoni domofonem do jakiegoś znajomego i spontanicznie pyta: „Wyjdziesz na dwór?” (a w Krakowie „na pole”). To było fantastyczne uczucie. Byłem w domu, odrobiłem lekcje i akurat ktoś zadzwonił. Albo ja do kogoś szedłem i dzwoniłem. wychodziliśmy na dwór, by się tam bawić. Bez wcześniejszego umawiania się i zapowiedzi. 

fot. pixabay

Czasy analogowe i czasy wirtualne 

Żyjemy w czasach smartfonów, laptopów i wszechobecnego Internetu. W takich czasach spontaniczność w relacjach koleżeńskich zanika. Jeżeli ktoś jeszcze pyta o wyjście na dwór, to i tak robi to za pomocą sieci. I pewnie z dużym wyprzedzeniem. I po to, żeby na końcu i tak jedna ze stron odwołała spotkanie – powód zawsze się znajdzie. Tęsknię do spontaniczności, z którą tak bardzo wiązało się dorastanie w latach 90. I na początku obecnego wieku.  Moja młodość, przynajmniej częściowo, przypadła na czas analogowy – i to było świetne doświadczenie. Smutne, gdy cyfrowy świat tak bardzo rządzi dorastaniem młodych osób. Choć, on tak naprawdę rządzi w ogóle światem ludzi. Wszak, mimo że z takim sentymentem wspominam to analogowe dzieciństwo – to tak naprawdę jestem po czubek nosa zanurzony w świecie wirtualnym. Ba, ja nawet „pracuję w Internecie”. I choć dawne czasy były dobre – to pewnie nie wyobrażam już sobie życia bez sieci. 

>>> Franciszek: dzieci w świecie cyfrowym muszą czuć się bezpieczne

Dzieciństwo nie jest czasem beztroski 

Myślałem o swoim dzieciństwie czytając książkę „Podwórko bez trzepaka. Reportaże z dzieciństwa” (Agora 2019) Łukasza Pilipa. Autor  przywołuje w niej kilkanaście bardzo różnych historii dotyczących dzieciństwa i młodości – co ważne, skupionych przede wszystkim na współczesności. Możemy zobaczyć, jak dziś wygląda dorastanie. Może się wydawać, że każdy z nas dojrzewa w podobny sposób. Nic bardziej mylnego. Reportaże Pilipa pokazują, że młodość to czas bardzo skomplikowany i do tego trudny. Gdy słyszymy o problemach młodych osób, to często mówimy: „To żaden problem. Gdybyś ty miał takie problemy jak ja…”. Banalizujemy problemy młodości. Tymczasem, w „Podwórku bez trzepaka” reportażysta udowadnia, że niezależnie od wieku życie może nas bardzo doświadczyć.  I że niezależnie od wieku życie może nas też naprawdę zaskoczyć. Bo, choć to opowieści o dzieciństwie, to w sumie niełatwo znaleźć w nich nadzieję i dziecięcą beztroskę. Bohaterom reportaży umierają rodzice, inni trafiają do poprawczaka, a jeszcze inni zmagają się z ciężką chorobą. Są dzieci, które dzieciństwo spędzają na statku – dryfując między matką i ojcem. I są takie dzieci, które „robią karierę” pisarską – kosztem dzieciństwa. Nie chce pisać, że są to historie smutne – ale na pewno nie są łatwe. Każą się zatrzymać i zastanowić nad skomplikowaniem świata młodych ludzi. Na pewno zachęcają nas do głębszej refleksji. 

fot. pixabay

Słuchajmy się 

Gdy czytałem tę książkę, to uświadomiłem sobie, że moje dzieciństwo było bardzo dobrym czasem. Ale czasem, w którym nie brakowało młodzieńczych trosk i problemów. I nawet jeśli teraz wiele z nich bym zbagatelizował, to wtedy były to dla mnie realne dramaty. I dlatego nie możemy powtarzać, że „dzieci i ryby głosu nie mają” – tylko właśnie mamy słuchać głosu dzieci. One mają swoje emocje, uczucia, pragnienia – i chcą być wysłuchane przez rodziców, nauczycieli, wychowawców; chcą być wysłuchane przez społeczeństwo. Dorastanie to chyba najbardziej burzliwy okres w życiu – a my tymczasem próbujemy go banalizować. To błąd. Nie mam jeszcze własnych dzieci, ale mam nadzieję, że jeśli kiedyś będę je miał – to będę ich słuchał. I będę chciał być też przez nie wysłuchany. To klucz do komunikacji międzyludzkiej – wzajemne słuchanie się. 

>>> Zabawa, która pozwala zapomnieć o złej rzeczywistości

fot. pixabay

Zabawa łączy generacje 

Książka Łukasza Pilipa poza tymi głównymi reportażami zawiera też (stanowiący swoiste przerywniki – jak między aktami w teatrze) cykl mini-reportaży o zabawach dzieciństwa. To cykl, w którym kolejne osoby opisują swoje zabawy – od najstarszej (82 lata – czyli dzieciństwo jeszcze w czasie okupacji), do najmłodszej (16 lat). Te kilkanaście historii pokazanych w ujęciu „historycznym” pokazuje nam ewolucję (a może i rewolucję), której podlega zabawa. Pewnie w którejś z tych historii znajdziesz też odbicie swojego dzieciństwa. Ale myślę, że to pokazuje też jeszcze coś innego – że choć czasy się zmieniają, to w młodych ludziach zawsze jest pragnienie zabawyJest w nich pragnienie normalnego przeżywania dzieciństwaA może to pragnienie jest nie tylko w młodych? Dlatego my, dorośli, powinniśmy odpowiedzialnie podchodzić do młodych ludzi i robić wszystko, żeby ich młodość była pięknym czasem odkrywania świata i ludzi. Żeby nie musieli przeżywać dramatów – takich jak te, o których możemy przeczytać na kartach „Podwórka bez trzepaka”. Może już czas obudzić też w sobie wewnętrzne dziecko i się pobawić? To jak, wyjdziesz na dwór, drogi czytelniku? 

Zobacz także
Wasze komentarze