Doktor Wanda Błeńska, Fot. Fundacja Redemptoriss Missio

Już prawie dwa lata upłynęły od śmierci dr Wandy Błeńskiej – misjonarki, lekarki, ale przede wszystkim dobrego i ciepłego człowieka.

Pierwszy raz spotkałam doktor Wandę wiele lat temu na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. Misjonarka pokazywała zdjęcia i opowiadała o swojej pracy w Ugandzie. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie – przede wszystkim skromnością. Od dłuższego czasu towarzyszyła jej opinia „ikony życia misyjnego” i była uwielbiana w środowisku misyjnym. Zastanawiało mnie jednak, jak tak filigranowa kobieta była w stanie przez ponad czterdzieści lat pracować w ciężkich warunkach z chorymi na trąd. Odpowiedź przyszła już po pierwszych jej słowach.

Miłość do ludzi

Miłość do ludzi to było coś, co przenikało całe życie „Dokty”. To się po prostu czuło. Czerpała ją bezpośrednio „z Góry” – była jakby cały czas zanurzona w modlitwie. Z każdym witała się w niezwykle czuły sposób, a jej opowieści pełne były ogromnego ciepła. Oczy dr. Wandy były zawsze uśmiechnięte. O Ugandzie mówiła: „Pokochałam ten kraj i tych ludzi”. Pamiętam moment, w którym doktor Wanda podczas spotkania ożywiła się i zaczęła opowiadać o „Armii Pana” Josepha Kony’ego. Była to formacja wojskowa, która w Ugandzie porywała dzieci i wcielała je do wojska. Lekarka prosiła, aby modlić się o pokój w tym kraju i zaprzestanie przelewu krwi.

Początki

Doktor Wanda zdała maturę już w wieku 17 lat. Mówiła: medycyna albo nic. Początkowo dziekan miał poważne wątpliwości, czy przyjąć  na studia młodą dziewczynę (wśród około 300 studentów było tylko 15 dziewcząt). Po ukończeniu studiów podczas wojny służyła w szpitalach polowych i w Armii Krajowej. W 1947 r. wyjeżdża do Anglii i cały czas marzy o wyjeździe na misje. To właśnie tam zapisuje się na kurs medycyny tropikalnej i poznaje misjonarza ze Zgromadzenia Ojców Białych. To on proponuje Wandzie Błeńskiej wyjazd do Ugandy, gdzie rząd ma wybudować szpital dla trędowatych. „Dokta” nie wie nic o tej chorobie, ale decyduje się jechać. Odpowiedź z Ugandy dostaje jednak dopiero po półtorej roku i cztery dni później jest już na statku do Afryki. Gdy dociera na miejsce, ma prawie 40 lat.

Doktor Wanda Błeńska, Fot. Arch. Fundacji Redemptoriss Missio

Doktor Wanda Błeńska, Fot. Arch. Fundacji Redemptoriss Missio

Trąd

Najpierw pracuje w szpitalu, a potem zostaje zatrudniona na stałe w leprozorium sióstr franciszkanek w Bulubie. Choć zupełnie nie znała się na leczeniu trądu, podjęła trud nauki i posługi pośród tych, którzy zostali odrzuceni przez wszystkich. Trąd  wzbudzał ogromny lęk w Afryce. Chorzy byli izolowani i mieszkali w wydzielonych miejscach bez kontaktu ze społeczeństwem. Gdy „Dokta” przyjechała na miejsce – zastała zabudowania złożone z kilkunastu domków ulepionych z gliny. Gdy wyjeżdżała w roku 1994 zostawiła po sobie profesjonalną placówkę z nowoczesnym zapleczem laboratoryjnym. Jak udało się jej to osiągnąć? Jak sama mówi, nigdy nikogo wprost nie prosiła o wsparcie –

„Gdy przyjeżdżał do nas jakiś lekarz – stosowałam tę samą zasadę: nigdy nie prosiłam o wsparcie. Natomiast mówiłam: „tu jest taki a taki chory. Gdybym miała to i to, mogłabym mu pomóc. Ale niestety nie mam takiego sprzętu, bo to drogie, i nie mogę leczyć tak, jak bym chciała”. I zawsze jakoś pomagali. Wiedzieli, że pieniądze, które są wkładane w rozwój leprozorium, nie marnują się. Ludzie, kiedy widzą, że robi się coś pożytecznego, i kiedy pokazuje się im dokładnie, co się robi, a co można by zrobić lepiej, jeżeli uzyska się konkretną pomoc, chętnie pomagają. Taka składka na biednego dziadka. Ale, jak mówię, nigdy nie pytałam wprost. Może właśnie dlatego dawali”.

Z Ugandy wyjedzie na stałe dopiero w 1994 roku. Po powrocie aktywnie włącza się w działalność na rzecz pracy polskich misjonarzy – między innymi współtworzy Fundację Redemptoris Missio. Jest obecna na różnych spotkaniach, gdzie opowiada o swoim doświadczeniu i zachęca młodych do wyjazdu na misje.

Pożegnanie

Pani Doktor zmarła 27 listopada 2014 r. w swoim domu w Poznaniu w wieku 103 lat. Arcybiskup Stanisław Gądecki zaznaczył na pogrzebie pani Doktor: dr Wanda Błeńska stanowi syntezę wszystkich energii misyjnych Poznania, była „ikoną życia misyjnego”.

Jak dziś Poznań pamięta Matkę Trędowatych? Szczególną pamięcią otaczają ją członkowie Akademickiego Koła Misjologicznego, którzy co miesiąc spotykają się na wspólnym różańcu przy grobie Dokty i 3 Poznańska Drużyna Harcerek „Pasieka”, której jest patronką. Czy owocem tej modlitwy będzie już niedługo otwarcie procesu beatyfikacyjnego polskiej lekarki?

Polska – Uganda

W kontekście dr Wandy Błeńskiej porusza mnie jeszcze inny ciekawy „zbieg okoliczności”. Od wielu lat przyjeżdża do Polski ks. John Bashobora – Ugandyjczyk. Głosi rekolekcje i prowadzi modlitwy o uzdrowienie, a w Ugandzie prowadzi sierocińce (między innymi dla dzieci, które były porywane przez „Armię Pana”). Czy to nie jest takie piękne podziękowanie Ugandy dla naszego kraju za życie dr Wandy Błeńskiej, która leczyła ciała rodaków ks. Bashobory? Tylko Bóg to wie. 

W artykule wykorzystano fragment książki „Wanda Błeńska. Spełnione życie” aut. Joanny Molewskiej i Marty Pawelec.

Fot. Arch. Fundacji Redemptoriss Missio

Galeria (7 zdjęć)
Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.