O wierze i polskości, które zostały wystawione na próbę, z o. Bernardem Briksem OMI rozmawia Michał Jóźwiak. 

 

Wierszyna to parafia na końcu świata. Jak wygląda codzienność na dalekiej Syberii? 

Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że to parafia na początku świata – to tam słońce wschodzi wcześniej. Codzienność wygląda różnie. Zależy, o jaki wymiar pan pyta.

Najpierw o ten bardzo namacalny. Zimą pogoda na Syberii należy przecież do bardzo surowych. 

Wierszyna leży 120 km od Irkucka. To wieś położona w niewielkiej dolinie, otoczona górami, z bardzo urodzajnymi glebami, ale prowadzi tutaj właściwie tylko jedna, i to bardzo wyboista droga. Zimy rzeczywiście są bardzo mroźne. W tym roku pod koniec stycznia było u nas –55oC. Warunki są dość ekstremalne, ale można do nich przywyknąć.

A co z tą rzeczywistością duchową? 

Jest dużo mniej malownicza niż położenie Wierszyny (śmiech). Ksiądz Tischner miał rację, mówiąc że jest taki typ człowieka jak „homo sovieticus”. Jest tu wielu ludzi uzależnionych od komunizmu – tego systemu i wartości, które się z nim wiążą. Są ludzie starsi, mocno zakorzenieni w wierze – ich rodzice przyjechali tutaj w 1910 r. nie jako zesłańcy, ale dobrowolni imigranci, którzy od cara dostali ziemię pod uprawy. Byli wychowywani w wartościach katolickich i rzeczywiście nadal są tym przesiąknięci. Pozostali są jakby „wypłukani” z głębszej duchowości.

Przez sześćdziesiąt lat nie było tu kościoła, trudno się dziwić.

To prawda. Przez ponad pół wieku nikt w Wierszynie nie widział księdza. Największym nieszczęściem dla tych polskich emigrantów była rewolucja bolszewicka, która zniszczyła wszystko. Nastąpiła kolektywizacja, wrogów rewolucji rozstrzelano (uznano ich za kułaków), i życie przybrało formę kołchozu. Powoli odrywano ich od Kościoła. Wiara się tliła, ale komunizm i ateizacja robiła swoje.

Bolszewicy próbowali rozebrać kościół, ale mieszkańcy się na to nie zgodzili. 

Część mężczyzn we wsi się „postawiła” i świątynia jednak została na swoim miejscu. Było to w latach trzydziestych ubiegłego wieku.

Sytuacja poprawiła się po upadku Związku Radzieckiego. 

W 1990 r. wreszcie pojawił się tu ksiądz i została odprawiona Msza św. Odbyło się to w szkole, bo kościół trzeba było wyremontować. Odprawił ją obecny ordynariusz diecezji drohiczyńskiej, bp Tadeusz Pikus. Praktycznie nikt z ówczesnych mieszkańców Wierszyny nigdy nie widział księdza na oczy, bo od ostatniej eucharystii w tym miejscu minęło 60 lat.

Ktoś jednak na tę Mszę św. przyszedł, więc wiara przetrwała? 

Przetrwała, ale w bardzo słabo zakorzenionej formie. Będąc w Wierszynie, pytałem mężczyznę z medalikiem na szyi, dlaczego nie pojawia się w kościele. Odpowiedział, że wierzy w Boga, ale nie czuje potrzeby, żeby uczestniczyć we Mszy św. Podobnie miejscowa nauczycielka wiele razy podkreślała w rozmowie ze mną, że codziennie się modli, ale w kościele się nie pojawia. Nie mają w sobie potrzeby wspólnoty z Kościołem. Wierzą po swojemu. Cała nadzieja jest w dzieciach, bo one się chętnie angażują.

To duże wyzwanie dla misjonarzy. Ludzie wiele tu przeszli, zostali odłączeni. Prawdziwe peryferie. 

Ogromne! Trzeba zabezpieczyć wiarę tych starszych, zaszczepiać wiarę w najmłodszych i próbować jakoś umocnić w tym średnim pokoleniu.

Z wiarą bywa różnie, a co z kultywowaniem polskości? 

Mieszkańcy Wierszyny mówią po polsku i czują się Polakami, ale ich patriotyzm jest trochę inny. Nie mają pretensji do sowietów, bo wiedzą, że ich przodkowie przyjechali tutaj dobrowolnie. W związku z tym nie ma też w nich jakiejś wielkiej tęsknoty za krajem. A tradycje tak jak wszędzie – zanikają. Starsi próbują je podtrzymywać, ale zdarza się, że młodsi nie dbają nawet o to, aby przygotować Wigilię. Nie obchodzą Świąt. Jeszcze raz podkreślę – cała nadzieja w dzieciach. Myślę, że ich wiara przyniesie dobre owoce w przyszłości.

 

 ____________________________

Kościół św. Stanisława w Wierszynie został zbudowany w 1915 r. przez polskich imigrantów, którzy osiedlili się w tej wsi w 1910 r. Działał do 1928 lub 1929 r., gdy komunistyczne władze postanowiły go rozebrać. Odstąpiono jednak od tego zamiaru w wyniku protestów mieszkańców. Bolszewicy jednak kościół zamknęli, a jego wnętrze zdewastowali. Wiara przetrwała kultywowana potajemnie w rodzinach. Parafia odrodziła się po upadku komunizmu w Rosji. W 1990 odprawiono pierwszą Mszę św. w miejscowej szkole. Po zwrocie i remoncie kościół został oddany do użytku 12 grudnia 1992 r. 

Wierszyna – parafia na początku świata
6 (100%) 1 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.