Bywają dzisiaj obiektem krytyki i wielu osądów. Czy postąpili dobrze? Przecież powstanie zrujnowało Warszawę, zginęli cywile. Po co było to wszystko?

Krytycy wystawy stałej Muzeum Powstania Warszawskiego mówią, że sprowadza się ona jedynie do afirmacji tego wydarzenia, że nie dostrzega się wielu złych rzeczy i decyzji, które wtedy były podejmowane. W końcu że Muzeum to jest narzędziem służącym do budowania pustej dumy narodowej, która jest wygodną perspektywą ludzi uważających Polskę za „przedmurze” i ostoję prawdziwych wartości i postaw. Zarówno Muzeum Powstania Warszawskiego, jak i coroczne obchody rocznicy tego wydarzenia stawiają nam wiele pytań. Czy zawsze jednak potrafimy udzielić odpowiedzi zgodnej z prawdą? 

Jedno wiem na pewno – nie można jej udzielić od razu. Nie podoba mi się postawa ludzi, którzy z dzisiejszej – wygodnej perspektywy mówią o powstańcach jedynie w krytykancki sposób. Z takimi się niestety spotkałam. Patrzą oni na to wydarzenie jako na niepotrzebne, którego uniknięcie ocaliło by wiele ludzkich istnień. Dodatkowo według takich ludzi decyzja dowódców powstania o jego rozpętaniu była nieodpowiedzialna, spontaniczna i nieprzemyślana.  

Nie zgadzam się z tym. Chłodna ocena dokonywana kilkadziesiąt lat później w fotelu przed komputerem ma się nijak do sytuacji, w jakiej byli wtedy warszawiacy. Po kilku latach wojny mieli szansę na poczucie jakiejś sprawczości, tego, że mogą uwolnić się spod buta okupanta.  

Krytycy mówią również, że gloryfikuje się powstanie warszawskie, które pochłonęło ogromną liczbę ofiar, a „milczy” o powstaniu wielkopolskim, które przecież zakończyło się sukcesem. Gdyby sytuacja rzeczywiście była odwrotna i środek ciężkości został przy przeniesiony na obchody rocznic zwycięskiego powstania, ludzie, którzy walczyli i zginęli w Warszawie w 1944 r., czuli by, że ich cierpienie nie miało żadnego sensu. Ale ten sens przecież został nadany przez społeczeństwo, które o tych wydarzeniach nie chce zapomnieć. Ludzie, którzy czczą pamięć powstania warszawskiego nie gloryfikują klęski, ale odwagę ludzi.  

Bardzo lubię w tego typu dyskusjach przytaczać słowa Janusza Brochwicz-Lewińskiego, ps. „Gryf”. Powiedział on coś bardzo ważnego: 

Starałem się pokazać Wam, jak bardzo pragnęliśmy wolnej Polski. Byliśmy naprawdę gotowi na wszystko. Ludzie ginęli codziennie. Od pierwszego dnia wojny. Ubyło Polski o 8 milionów ludzi: poległych, wymordowanych, zakatowanych, zamęczonych, deportowanych, i tych, którzy pozostali na emigracji i nigdy do Polski nie wrócili. Mordowano nas dalej, wiele lat. Całe pokolenie spisane na straty. Trzeba dobrze poznać historię i nie mówić, że wszystkiemu winne powstanie. To niesprawiedliwe. Taki był wtedy nasz wybór i mieliśmy do niego prawo. Teraz jest czas Waszych wyborów. Pokażcie, co dla was i waszego pokolenia jest najdroższe. Nikt przecież nie umiera dla ciepłej wody w kranie. 

Myślę, że dzisiaj, gdy myślimy o powstańcach, najważniejsza jest właśnie pamięć o nich i o ich odwadze. 

[zobacz także: Łączniczka: myślałam, że Polska jest już wolna]

Fot. wikipedia

Nie umiera się dla ciepłej wody w kranie
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.