Rozmowa, która przypomina o tym, że jeden jest zdolny pomagać drugiemu nawet, gdy grozi za to śmierć. To rozmowa z córką Ireny Sendlerowej, Janiną Zgrzembską. Była gościem Radia RMF w przypadający po raz pierwszy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów. To jednocześnie rozmowa, która przynosi smutny wniosek. Jaki? O tym za chwilę.

Dzień Pamięci został ustanowiony na 24 marca. Tego dnia miną dokładnie 74 lata od zamordowania przez Niemców bohaterskiej rodziny Ulmów z Podkarpacia oraz ukrywanych przez nią Żydów. Dlatego i historia Ireny Sendlerowej wraz z historią II wojny światowej była głównym tematem rozmowy.

Niech Rok Ireny Sendlerowej będzie rokiem człowieczeństwa, abyśmy potrafili spojrzeć na bliźnich z czystym sumieniem, abyśmy umieli spojrzeć im w oczy. (Janina Zgrzembska w RMF)

Z przerażeniem o syryjskich dzieciach

„Moja mama zawsze powtarzała, że świat niczego nie nauczył się z II wojny światowej. Świat nie wyciągnął żadnych wniosków” – powiedziała Janina Zgrzembska. Jak dodała, gdyby jej mama żyła, „patrzyłaby z przerażeniem na syryjskie dzieci, na niemożność stworzenia im jakiejkolwiek pomocy. Gdyby żyła, zrobiłaby wszystko, żeby tworzyć tak zwane korytarze humanitarne” – wyjaśniła Zgrzembska.


Liczy się człowiek
W rozmowie obecne były wątki bieżące i historyczne. Jednak ideały, którym hołdowała Irena Sendelrowa, wartości, według których żyła mają być właśnie nie tylko historyczne, ale realizowane tu i teraz. „Jest mi bardzo miło, że ta ustawa została podpisana” – tak o ustanowieniu 24 marca Narodowym Dniem Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką mówiła w RMF FM Janina Zgrzembska. W dalszej części rozmowy dodała jednak, że mamy jeszcze („my” – Polacy, „my” – ludzie) wiele do zrobienia. Wiele do zrobienia jeśli chodzi o międzyludzką solidarność, pomoc w potrzebie. Także w nieustannym sięganiu do nauki, która płynie z tragicznych doświadczeń historii.

 

Zdjęcie: Janina Zgrzembska w RMF

Wspominała, że jej mama nie chciała, by nazywano ją bohaterką. „Mówiła: Robiłam to, bo tak mnie nauczono w domu, by tonącemu podać rękę i nie liczy się pochodzenie, religia, liczy się człowiek” – wspominała. Uważa, że jeśli 24 marca ma być rzeczywiście świętem, „to musi być nie tylko świętem ludzi znanych z imienia i nazwiska, ale wszystkich tych, którzy pomagali, którzy współpracowali bezimiennie czasem, którzy niekiedy przeprowadzali jedynie żydowskie dziecko z ulicy na ulicę, z bramy do bramy” – mówiła rozmówczyni RMF FM.

Tysiące cichych bohaterów

„Żeby uratować jedno żydowskie dziecko trzeba było co najmniej 10 osób. Ktoś musiał je przeprowadzić, ktoś musiał wyrobić papiery, ktoś musiał przyjąć je do swojego domu” – wspominała pani Janina wojenne historie swojej mamy. – „Mama była w Żegocie. Wszystkie te dzieci, które ratowali, podobno przeżyły wojnę. Do ostatnich swoich dni mama mówiła: ‘Może mogłam zrobić więcej, może mogłam uratować jeszcze jedno, dwoje dzieci’. Wszystkich nie udało się uratować. Córka Sendlerowej przypomniała, że o takiej ustawie, o uhonorowaniu polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata myślano już dobrych parę lat temu, między innymi w Stowarzyszeniu Dzieci Holocaustu.

Ja do mamy będę się uśmiechała patrząc w górę, zapalę jej oczywiście świeczkę. (Janina Zgrzembska)

Zgrzembska podkreślała, że jej matka nie tyle uratowała 2,5 tysiąca żydowskich dzieci z warszawskiego getta, co przyczyniła się do ich uratowania. – Tak by powiedziała moja mama. Jeżeli to święto Sprawiedliwych wśród Narodów Świata ma być świętem, to musi być świętem nie tylko tych ludzi znanych z imienia i nazwiska, ale wszystkich tych, którzy pomagali, którzy współpracowali bezimiennie czasem, którzy po prostu przeprowadzali dziecko z ulicy na ulicę, z bramy do bramy, przekazywali w inne ręce. I musiały być ich setki, tysiące, bo statystyka mówi, że żeby uratować jedno dziecko żydowskie potrzeba było… …co najmniej 10 osób. Ktoś musiał przeprowadzić, ktoś musiał wyrobić papiery, ktoś musiał przyjąć do własnego domu.

Okrutne czasy i złe emocje

W czasie rozmowy kolejne pytania i odpowiedzi obnażały okrucieństwo wojny i to, jakie złe, najgorsze uczucia wyzwala w człowieku. Prowadzący rozmowę Marcin Zaborski przypomniał historię z Treblinki. To była historia znajomego, którego ojciec miał działkę w okolicach obozu. Niemcy zabili go, gdy przyniósł kubek wody jednemu z więźniów i podał ten kubek przez druty ogrodzenia. Można było zginąć za podanie więźniowi kubka wody, a co dopiero za ratowanie dzieci z getta. – To były okrutne czasy. Polska była jedynym krajem, gdzie za jakąkolwiek pomoc Żydom, groziła kara śmierci. Mama opowiadała jej później, po latach, że jednak nienawiść do Niemców była u niej silniejsza niż strach przed grożącymi z ich strony ryzykiem. To pokazuje dobitnie tragiczną sytuację tych ludzi – wybór między emocjami, od których człowiek powinien być wolny. Wspomnienia córki Ireny Sendlerowej są bardzo cenne. Pani Janina Zgrzembska widzi w niej człowieka, nie postać pomnikową, jak zwykła większość nas.

Z tego co wiem, to wszystkie dzieci, które przeszły przez ręce nie tyle mamy, ile Żegoty – mamy również, bo moja mama w tej Żegocie była – wszystkie te dzieci podobno przeżyły wojnę. (Janina Zgrzembska)


Znak na znaczku

Przy okazji Dnia Pamięci warto zwrócić uwagę na znaczek pocztowy przygotowany przez Pocztę Polską i Instytut Pamięci Narodowej. Widnieje na nim zdjęcie Ireny Sendlerowej, jak przyznaje jej córka, bardzo dla niej ważne i cenne. „Oryginał zdjęcia ma dedykację z tyłu pisaną przez moją mamę 71 lat temu. Dedykacja zaczyna się od słów: Dla mojego dziecka, które ma się urodzić. To właśnie dla mnie” – opowiadała.

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.