fot. unsplash
A gdyby tak w Wielkim Poście zrezygnować z hejtu? [FELIETON]
Słodycze, alkohol, chipsy, telewizja. W Wielkim Poście odmawiamy sobie wielu rzeczy. A gdyby tak zrezygnować też z hejtu? Albo chociaż zastanowić się, czy mój komentarz w sieci będzie w stanie jakkolwiek zaprowadzić kogoś do Boga, czy też raczej sprawi, że ktoś poczuje się jeszcze bardziej samotny i odrzucony?
Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że ilość hejtu często mnie wręcz przeraża. Hejtowana jest córka znanego siatkarza, która pochodzi z innego kraju. Hejtowane są osoby publiczne i te mniej znane, które tylko od czasu do czasu coś wstawią do internetu. Hejt można spotkać w komentarzach właściwie w każdym medium społecznościowym. W szkole i w pracy. I w Kościele też.
>>> Leon XIV zachęca, by Wielki Post był czasem słuchania i powściągliwości w słowach
Kto nie może się zmienić?
Hejt nie zawsze wygląda jak wulgarna nienawiść. Czasem jest wręcz ubrany w „ładne słowa” albo usprawiedliwia się go troską o prawdę. Zdarza się, że ktoś napisze coś w formie ironii. I może nawet w jego odczuciu jest to zabawne, ale tak naprawdę może nieźle zdołować adresata. Sama wielokrotnie czytałam komentarze chociażby pod postem o tym, że ktoś wypowiedział się na temat wiary albo opowiedział, w jaki sposób ostatnio zbliżył się do Boga. I oprócz krótkich wiadomości typu „Tak trzymać”, „Brawo”, wręcz mnożyło się od tych, że dawniej ta osoba miała inne poglądy, że pięć lat temu wyznała, że nie rozumie kogoś, kto co niedzielę chodzi do kościoła. Tak jakby ludzie nie mogli się zmieniać…

Czy nie lepiej czasem przyjąć człowieka takim, jakim jest? Z jego przeszłością, z jego poglądami, z tym, że ciągle się nawraca? A może zanim zacznie się pisać te „moralizujące” treści, dobrze byłoby spojrzeć na historię swojego życia? Zawsze zastanawia mnie, czy hejterzy są tacy idealni. Bo na pytanie, czy postępują zgodnie z zasadami wiary raczej nie trudno odpowiedzieć.
Strata
Sama nie jestem bez winy. Zdarza się, że w myślach kogoś za szybko ocenię albo przyjdzie mi do głowy jakiś ironiczny komentarz. Chociaż z ręką na sercu muszę przyznać, że nigdy takiego komentarza nie napisałam. Ale owszem, łatwiej jest pozostać w tych schematach myślowych, niż chociaż próbować zrozumieć, dlaczego ktoś postępuje tak, a nie inaczej. Klawiatura daje nam tak często poczucie dystansu, bezpieczeństwa i anonimowości. A przecież po drugiej stronie zawsze jest konkretny człowiek, który ma uczucia, który po każdym doświadczonym hejcie nie tylko może nie mieć ochoty wstawiać czegoś do mediów społecznościowych, ale może też stracić siłę do dalszego życia. Takich przypadków było już wiele.
Wielki Post przypomina mi, że w nawróceniu nie chodzi tylko o to, co jem, a czego nie jem, ale też o to, jak myślę, jak mówię i jak piszę o innych.

Forma miłości
Pościć od hejtu może być o wiele trudniej niż pościć od słodyczy. Bo żeby mieć słodkości, musimy najpierw pójść do sklepu i je kupić. A żeby napisać obrażający kogoś komentarz? Wystarczy sięgnąć po telefon, który właściwie i tak mamy zawsze przy sobie. W dodatku post od hejtu zmusza nas do ciszy. A cisza może być niewygodna. Czasem więcej dobra przyniesie przemilczenie pewnej sprawy niż jej skomentowanie. Bo milczenie może być formą miłości, o którą przecież chodzi w chrześcijaństwie.
>>> Post jako droga miłosierdzia. U krakowskich braci albertynów

Zapomnieć o miłości
A czy zaprzestanie hejtowania ma oznaczać, że człowiek pozostanie bez swojego zdania? Nie. Ale wystarczy, że pozostawi je dla siebie. I za każdym razem, gdy sięgnie po telefon, by napisać wredny komentarz, zada sobie pytania: „Po co to robię?” i „Dlaczego to robię?”. Bo mi w życiu nie wyszło? Bo też chciałabym być sławna? Bo chciałabym schudnąć, ale od dawna mi się nie udaje, a ta aktorka po raz kolejny świetnie wygląda na jakiejś gali? Bo chcę swoim komentarzem komuś pomóc? A może jednak dać upust emocjom, od których wręcz się gotuję od środka?
Internet potrafi obnażyć wszystko, co tak naprawdę nosi się w sercu. Dobrze jest więc zastanowić się nad tym, czy moje słowa budują, czy też ranią. I czy potrafiłoby się powiedzieć to samo komuś prosto w twarz. Widząc jego zdziwione oczy i smutek na twarzy.
Jeśli więc Wielki Post ma prowadzić do miłości, niech zaczyna się ona tam, gdzie najczęściej się o niej zapomina – przy klawiaturze i ekranie telefonu.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Wielki Post jest drogą, czyli o tym, jak ten czas przeżywają prawosławni [ROZMOWA]
Psycholog: hejt to przemoc, a nie wyrażanie opinii [ROZMOWA]
Leon XIV: poczuć w popiele ciężar płonącego świata





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny