PAP/Waldemar Deska

Abp Gądecki: każda wojna, jako akt agresji, jest działaniem świętokradczym

Każda wojna, jako akt agresji, jest działaniem przeciwko życiu ludzkiemu, a zatem jest działaniem świętokradczym. Nie da się zbudować dobra przemocą – powiedział dziś przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki na Jasnej Górze, gdzie z udziałem biskupów trwają uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.

„Żyjemy na krawędzi czasu”. Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski (Jasna Góra – 3.05.2022).


Jego Eminencjo Księże Kardynale,
Ich Ekscelencje, Księża Arcybiskupi i Biskupi,
Ojcze Generale zakonu Paulinów,
Ojcze Przeorze jasnogórskiego klasztoru,
Czcigodni Ojcowie Paulini,
Przedstawiciele władz rządowych i samorządowych,
Kapłani, osoby życia konsekrowanego, wierni świeccy,
Drodzy Rodacy w Ojczyźnie i poza jej granicami,
Drodzy Widzowie i Słuchacze, uczestniczący w tej uroczystości dzięki pomocy mediom,
Pracownicy mediów,


Bogarodzico, Polski Królowo,
Weź w swą opiekę kraj nasz na nowo.
Przed Twoim tronem czoła schylamy
na Jasnej Górze, u Ostrej Bramy.

U stóp Jasnej Góry spotykają się na dzisiejszej uroczystości wierni z różnych stron naszej Ojczyzny, w tym także wierni z archidiecezji poznańskiej. Wszystkich nas sprowadziła tutaj miłość Maryi, naszej Pani i Królowej, która przewyższa miłość wszystkich stworzeń.

W takiej to chwili zechciejmy rozważyć wspólnie cztery sprawy. Najpierw przesłanie dzisiejszej uroczystości. Następnie – ogólnopolskie dziękczynienie za beatyfikację błogosławionego kardynała Stefana Wyszyńskiego. Potem – wojnę na Ukrainie i wreszcie ostatnie katastrofy górnicze.

PAP/Waldemar Deska


1. KRÓLOWA POLSKI

a. Maryja królowa

A zatem, pierwsza sprawa to przesłanie przekazywane nam przez dzisiejszą uroczystość NMP Królowej Polski. Łatwo tu zauważyć, że główną przyczyną na którym opiera się królewska godność Maryi jest Jej boskie macierzyństwo. „Gdy została Matką Stworzyciela, stała się prawdziwie Panią wszystkich stworzeń” – mówi św. Jan Damasceński (De fide orthodoxa, 4,14).

Ale Najświętszą Maryję Pannę nazywamy Królową nie tylko ze względu na Jej boskie macierzyństwa. Ona jest Królową także dlatego, bo – złączona jako nowa Ewa z nowym Adamem – współdziałała w dziele Odkupienia ludzi. „Wzięta do chwały niebieskiej została „wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panujących (por. Ap 19,16) oraz zwycięzcy grzechu i śmierci” (Lumen gentium, 59). Jej macierzyńska opieka w stosunku do nas, ludzi, „żadną miarą nie przyćmiewa ani nie umniejsza jedynego pośrednictwa Chrystusowego, ale raczej ukazuje jego moc”; jest to bowiem tylko pośrednictwo w Chrystusie.

Podobnie jak Maryja współpracowała – przez wiarę, nadzieję i żarliwą miłość – z dziełem Zbawiciela dla odnowienia nadprzyrodzonego życia dusz ludzkich”, tak też, żywiąc wobec nas macierzyńskie uczucie, rozciąga Ona swoją troskę na cały rodzaj ludzki. „Chrystus zgadza się na wszystkie pragnienia, które Maryja wobec Niego wyraża i swoją boską mocą spełnia wszystko, o co Maryja Go prosi” (św. German Konstantynopolitański, Homilia 1). „Jest to Królowa, która daje wszystko, co posiada, dzieląc się zwłaszcza życiem i miłością Chrystusa” (Jan Paweł II, Audiencja generalna – 23.07.1997).

b. Maryja Królowa Polski

Tak więc Maryja jest najpierw Królową Wszechświata i Opiekunką wszystkich ludzi należących do Chrystusa. W tym także szczególną Opiekunką i Pośredniczką dla Polaków.

Świadomość królewskiej godności Maryi pojawiła się u nas dość późno, bo po ok. sześciu wiekach pobożności maryjnej naszego narodu. Dopiero w drugiej połowie XVI wieku pojawia się – u renesansowego poety, Grzegorz z Sambora (ur. ok. 1523 – zm. 26.02.1573) – tytuł Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej i Polaków. Teologiczne zaś uzasadnienie tego tytułu pojawi się w XVII wieku; po zwycięstwie Polaków odniesionym nad Szwedami. Głównym promotorem tego tytułu został król Jan Kazimierz, który – dnia 1 kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, otoczony biskupami, senatorami w obecności legata papieskiego – oficjalnie obrał Maryję za Królową Korony Polskiej, a Królestwo Polskie polecił Jej szczególnej opiece. Przyrzekł też szerzyć Jej cześć, ślubował starania w Stolicy Apostolskiej o Jej święta oraz zajęcie się losem polskich chłopów ciemiężonych pańszczyzną.

Niestety, po zwycięstwie nad Szwedami, ciemiężenie chłopów nie ustało, natomiast – po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku – Stolica Apostolska wprowadziła święto „Królowej Korony Polski”. Biskupi zaproponowali datę 3 maja, aby podkreślić nierozerwalną łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną dnia 3 maja1791 roku pierwszą polską Konstytucją.

b. Ale dzień dzisiejszy jest również chwilą jasnogórskiego dziękczynienia za Nawiedzenie naszej Matki i Królowej, jakie miało miejsce w poznańskiej archidiecezji. Mimo trudności zewnętrznych i wewnętrznych spowodowanych pandemią Maryja zwyciężyła.

Liczne uczestnictwo wiernych podczas Nawiedzeniu było nie tylko wyznaniem żywej wiary, ale również dowodem niesłabnącego kultu maryjnego pośród naszych diecezjan. Było to zaskoczeniem dla niedowiarków, którzy uważali peregrynację za zjawisko przestarzałe, tak jakby cześć dla naszej niebiańskiej Królowej i Pani mogła kiedykolwiek okazać się sprawą przebrzmiałą. Gdzie peregrynacja była solidnie przygotowana przez parafię, tam spełniły się nasze najśmielsze oczekiwania.

W ten sposób w czasie Nawiedzenia uczyliśmy się razem tego, że „Bogu objawiającemu należy okazać posłuszeństwo wiary” (Rz 16,26), jakie Maryja okazała w chwili Zwiastowania. Serdecznie dziękuję Generałowi Paulinów O. Arnoldowi Chrapkowskiemu oraz Ojcom Dariuszowi i Pawłowi za ich opiekę nad jasnogórskim obrazem. Dziękuję też wszystkim wiernym, którzy pojawili się na szlakach maryjnej peregrynacji. Idźmy dalej razem „Z Maryją w nowe czasy”.

Fot. Flickr/EpiskopatNews

2. BŁ. WYSZYŃSKI – CZCICIEL MARYI

Druga kwestia to ogólnopolskie dziękczynienie za beatyfikację Stefana kardynała Wyszyńskiego. Jego osoba jest kolejnym przykładem tego, że Polska – na przestrzeni różnych epok – ofiarowała i dalej ofiaruje Kościołowi wybitne postacie świętych mężczyzn i kobiet.

Ten nowy Błogosławiony przewodził w chwalebny sposób Kościołowi katolickiemu w Polsce przez 33 lata (1948-1981) a jego postawę doskonale oddają słowa zawarte w liście pasterskim przygotowanym przez niego z okazji ingresu do Warszawy i Gniezna w 1948 roku: „Nie jestem ja ani politykiem, ani dyplomatą, nie jestem działaczem, ani reformatorem. Ale natomiast jestem waszym ojcem duchownym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa”.

W momencie obejmowania stolicy prymasowskiej przez biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego i w pierwszych latach jego służby sytuacja Kościoła w Polsce była niezwykłe trudna. Zamykano małe seminaria i szkoły zakonne, rozwiązywano wszystkie organizacje katolickie, wprowadzano wychowanie młodzieży bez Boga. I wtedy to – dnia 14 lutego 1953 roku – w obliczu śmiertelnego zagrożenia Kościoła dekretem o obsadzaniu stanowisk kościelnych przez władze świeckie, Ksiądz Prymas powiedział do najbliższego otoczenia zaskakujące słowa: „Wszystko postawiłem na Maryję – i to Jasnogórską”. Tą kluczową decyzją Ksiądz Prymas odkrył w osobie Maryi ratunek dla udręczonego Kościoła w Polsce.

W imię Maryi i wspierany Jej pomocą rozpoczął konsekwentną obronę Kościoła. Dnia 8 maja 1953 roku – w trakcie zebrania Episkopatu Polski z okazji 700. rocznicy kanonizacji świętego Stanisława Biskupa – skierował następujący memoriał do Rządu: „Gdy postawiono nas wobec alternatywy – albo poddanie jurysdykcji kościelnej jako narzędzia władzy świeckiej, albo osobista wiara – wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia (…). Rzeczy Bożych na ołtarzach cezara składać nam nie wolno. Non possumus!”.

W następstwie tej decyzji opracował program odnowy życia religijnego w Polsce, zawarty w Jasnogórskich Ślubach Narodu. A w latach 1957-1965 przeprowadził Wielką Nowennę, przygotowującą Kościół do Millenium Chrztu Polski w roku 1966. Wędrówka Matki Bożej w kopii Obrazu Jasnogórskiego po wszystkich polskich parafiach przyniosła Polakom odrodzenie duchowe, ożywiła wiarę i umocniła Kościół. Był to swego rodzaju rachunek sumienia polskiego narodu.

AP/Waldemar Deska

b. Gdy zaś idzie o sprawy publiczne, to łatwo zauważyć, że Kardynał Prymas kierował Kościołem w najtrudniejszym czasie stalinizmu i podczas kolejnych kryzysów ówczesnego systemu. Kierował Kościołem podczas poznańskiego powstania i przełomu w październiku 1956 roku. Za jego sprawą Kościół w Polsce przestał być Kościołem milczenia. Podczas obrad Soboru Watykańskiego II – w listopadzie 1965 roku – wystosował orędzie do biskupów niemieckich, zawierające przebaczenie i prośbę o pojednanie obu narodów. Odnosił się do rewolty studentów i inteligencji 1968 r., krytykował interwencję wojsk PRL w Czechosłowacji a następnie masakrę robotników Wybrzeża 1970 r. Gdy doszło do masakry robotników w Gdańsku, mówił: „Wasz ból jest naszym wspólnym bólem. Gdybym mógł w poczuciu sprawiedliwości i ładu wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co się ostatnio stało w Polsce, wziąłbym jak najchętniej. Bo w Narodzie musi być ofiara okupująca winy Narodu”. Brutalne represje, jakie spadły na robotników w 1976 r., wreszcie represje podczas strajków 1980 roku, które doprowadziły do powstania „Solidarności” znalazły w nim żywego uczestnika.

Konsekwentnie bronił polskiej racji stanu, uznając dobro państwa za najwyższą normę działania. Służąc Kościołowi, służył Ojczyźnie, którą rozumiał jako wspólnotę ludzi zjednoczonych wiarą, kulturą i historią. To on przeprowadził Kościół – i szerzej jeszcze Naród – przez jeden z najtrudniejszych momentów w naszych dziejach. Prymas Tysiąclecia jako jedyny przywódca kościelny w krajach komunistycznych – dzięki swojej roztropności – zdołał wygrać walkę o niezależność Kościoła i między innymi dlatego należy on do grona najwybitniejszych Polaków. Zdaniem wielu był on również najwybitniejszym Prymasem w historii Polski.

c. Jego największym zwycięstwem – a jednocześnie potwierdzeniem maryjnej drogi Kościoła w Polsce – był wybór papieża Polaka: „Nie byłoby tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było twojej wiary nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła” – powiedział Jan Paweł II dnia 23 października 1978 r. w czasie audiencji dla Polaków, której byłem uczestnikiem i świadkiem.

Na łożu śmierci – w maju 1981 roku – powiedział: „Moja droga była zawsze drogą Wielkiego Piątku na przestrzeni 35 lat służby w biskupstwie. Jestem za nią Bogu bardzo wdzięczny”. We wszystkim, co się zdarza w życiu człowieka – mawiał – trzeba odczytać ślady miłości Boga a wtedy do serca wkroczy radość.

Ks. Kardynał przeszedł do lepszego życia dnia 28 maja 1981 roku, gdy Polacy – wspierani duchowo przez papieża Jana Pawła II – mogli już sami upomnieć się osobiście o życie w prawdzie i wolności. Ojciec Święty Jan Paweł II – który nie mógł przybyć na pogrzeb Księdza Prymasa, bo przebywał w tym czasie w szpitalu po zamachu na swoje życie – podsumował życie Prymasa Wyszyńskiego wielce znaczącym zdaniem: Ksiądz Kard. Stefan Wyszyński „był człowiekiem wolnym i uczył nas, swoich rodaków, prawdziwej wolności” (Jan Paweł II, Przemówienie – 16 czerwca 1983).

d. My zaś sami żyjemy dzisiaj „na krawędzi czasu”. Wiek XXI nie tylko odmawia posłuszeństwa Bogu, ale nawet kwestionuje Jego istnienie, nie zważając na to, że bez Boga człowiek zostaje zdegradowany do sumy procesów biologicznych i chemicznych oraz uwarunkowań społecznych. Człowiek zostaje uznany za zwierzę o wyprostowanym chodzie. Wiek ten ulega bowiem pokusie, że nasze sprawy bronią się w pełni tylko wtedy, gdy uwalniamy je od wszelkich norm prawa Bożego, choć w ten sposób godność osoby ludzkiej nie tylko nie jest chroniona, ale wprost ginie. W tym czasie motto laicyzmu – „Religia jest sprawą prywatną” – jest pogwałceniem elementarnych praw człowieka, a ponadto także pogwałceniem rozumu, bo wszystkie elementarne akty człowieka odpowiadają jego wspólnotowej naturze, a w związku z tym są publiczne (kard. Gerhard Műller). Jest to czas domagania się tolerancji wyłącznie dla siebie, i niedopuszczania jej dla tych, którzy myślą inaczej. Czas niewoli ducha tym dotkliwszej, że przez wielu nieuświadomionej. W podobnej sytuacji Błogosławiony Prymas mawiał: „Zawsze, gdy szczególnie ciężko, gdy ciemności ogarniają ziemię, a słońce już gaśnie, gwiazdy zaś nie dają światłości, trzeba wszystko oddawać Maryi” (Warszawa, marzec 1961 r.).

fot. PAP/Zbigniew Meissner

3. UKRAINA

a. Trzecia kwestia to wojna w Ukrainie. Myśląc dzisiaj o rosyjskiej agresji na ten kraj, której celem jest całkowite podporządkowanie sobie tego narodu, za cenę zniszczenia ludzkich istnień oraz dewastacji wartości kulturowych i infrastruktury, trzeba wpierw zwrócić uwagę na samą koncepcję „wojny sprawiedliwej”. Jej twórcą był św. Augustyn (354-430), który stwierdził, że wojna sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła, o jej moralnej ocenie decyduje bowiem motyw, jakim kierują się walczący. Zdaniem Augustyna, Chrystusowe wezwanie, aby na zło nie odpowiadać złem, nie jest potępieniem każdej wojny. Uznał on wojnę prowadzoną w słusznej sprawie za wojnę godziwą. Oczywiście potępiał on jednocześnie wszelkie nadużycia związane z działaniami wojennymi. Podkreślał, że nie wolno toczyć wojen z umiłowaniem przemocy, okrucieństwa i nienawiści. Twierdził, że wojna jest karą za ludzkie grzechy, a udział w niej stanowi dla chrześcijan smutną, ale rzeczywistą konieczność. W ten sposób aprobował on wojnę sprawiedliwą, czyli prowadzoną w celu obrony lub naprawienia krzywdy. Aby taka wojna mogła być uznana za sprawiedliwą, powinna ona spełniać następujące warunki: winna być prowadzona przez legalną władzę, a jej przyczyna musi być słuszna. Celem sprawiedliwej wojny jest ukaranie zła i przywrócenie pokoju.

Wyrastające z tej koncepcji nauczanie Katechizmu Kościoła Katolickiego jest jednoznaczne. Kiedy ktoś przychodzi do nas jako agresor w tym celu, aby nas zamordować, wówczas mamy nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek się bronić. Jest to tzw. obowiązek „obrony koniecznej”. „Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios” (KKK, 2264). Jeśli natomiast ktoś – w obronie własnego życia – używa większej siły, niż potrzeba, będzie to wprawdzie obrona niegodziwa, ale dozwolona, jeśli ktoś zaatakowany odpiera przemoc w sposób umiarkowany.

„Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności” (KKK, 2265).

Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 2308) mówi o prawie do użycia siły militarnej, ale wymienia cztery warunki użycia środków wojennych: po pierwsze – szkoda wyrządzona przez wroga musi być rzeczywiście długotrwała, poważna i pewna. Po wtóre – siły militarnej można użyć dopiero wtedy, gdy zostaną wyczerpane wszystkie inne dostępne środki. Po trzecie – muszą istnieć poważne warunki powodzenia, tak by działania wojenne nie spowodowały jeszcze większego zła niż to pierwotne. Wreszcie – po czwarte – użycie broni nie może powodować poważniejszych szkód i narażać niewinnych ludzi. Do sprawiedliwych należą przede wszystkim wojny obronne, oparte na dochodzeniu praw czy wyrównywaniu krzywd, z czego wynika konieczność utrzymywania armii. Broń obronna jest nieuniknionym złem, może ona odeprzeć niesprawiedliwe ataki, ale nie może przynieść wyższego dobra w postaci pokoju i pojednania między ludźmi i narodami. To może uczynić tylko Bóg. Natomiast błogosławienie broni jest zawsze błędem – nawet gdy będzie ona używana do obrony, ponieważ powoduje ona śmierć i cierpienie, które są sprzeczne z wolą Bożą.

Zgodnie z Konwencją Genewską z 1949 roku, podczas wojny nie wolno zabijać jeńców ani niewinnych ludzi. Konwencja wskazuje, że „osoby niebiorące bezpośrednio udziału w działaniach wojennych, włącznie z członkami sił zbrojnych, które złożyły broń, oraz osoby, które stały się niezdolne do walki na skutek choroby, ran, pozbawienia wolności lub z jakiegokolwiek innego powodu, będą we wszelkich okolicznościach traktowane w sposób humanitarny, bez czynienia żadnej różnicy na ich niekorzyść z powodu rasy, koloru skóry, religii lub wiary, płci, urodzenia lub majątku ani z żadnych innych analogicznych powodów”.

PAP/Waldemar Deska


b. Dzisiaj jednak – jak uczy papież Franciszek – „Wojny są zawsze niesprawiedliwe”. Skąd się bierze tak radykalna zmiana? Odpowiedzi trzeba szukać w tekście encykliki „Fratelli tutti”. Tak łatwo wybrać dziś wojnę, posługując się wszelkiego rodzaju wymówkami, pozornie humanitarnymi, obronnymi lub prewencyjnymi, uciekając się także do manipulacji informacją. Wprawdzie Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o możliwości uprawnionej obrony przy użyciu siły zbrojnej, łatwo jednak popaść w tym przypadku w zbyt szeroką interpretację tego prawa. Dzięki temu usiłuje się usprawiedliwiać także ataki „prewencyjne” lub działania wojenne, które łatwo pociągają za sobą „poważniejsze zło i zamęt, niż zło, które należy usunąć”. Od czasu przerażającego rozwoju broni jądrowej, chemicznej i biologicznej, a także ogromnych i coraz większych możliwości, jakie dają nowe technologie, wojnie nadano niemożliwą do skontrolowania moc niszczycielską, jaka uderza w wielu niewinnych cywilów. Doprawdy „ludzkość nigdy nie miała tyle władzy nad sobą samą i nie ma gwarancji, że dobrze ją wykorzysta”. Nie możemy już zatem myśleć o wojnie jako o rozwiązaniu, ponieważ ryzyko prawdopodobnie zawsze przeważy nad przypisywaną jej hipotetyczną użytecznością. W obliczu tej sytuacji bardzo trudno jest dzisiaj utrzymać racjonalne kryteria, jakie wypracowano w poprzednich wiekach, mówiąc o możliwości „wojny sprawiedliwej” – pisze papież w encyklice „Fratelli tutti”.

c. Każda wojna – jako akt agresji – jest działaniem przeciwko życiu ludzkiemu, a zatem jest działaniem świętokradczym. Bóg, który kocha człowieka nie stosuje przemocy nawet dla osiągnięciu dobrych celów; nie da się zbudować dobra przemocą. Bóg nie chce naszego cierpienia, On pragnie naszej radości. On nie nakłada nam krzyży, lecz dźwiga z nami nasze krzyże, jakie nakładają nam ci, którzy nie słuchają Boga, lub też jakie my sami nakładamy sobie z powodu naszej grzeszności. Dlatego też trzeba bezwarunkowo potępić wojnę na Ukrainie – podobnie jak to uczynił patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I – i jasno powiedzieć tym, którzy mogą ją powstrzymać, a tego nie czynią, że nie unikną sądu Bożego.

W obecnej sytuacji winniśmy czynić wszystko co w naszej mocy, aby ulżyć w cierpieniu Ukraińcom dotkniętym okrucieństwami rosyjskiej agresji. W tym względzie jestem dumny z postawy naszych rodaków, którzy hojnie udzielają pomocy ofiarom tej wojny tak w Ukrainie jak i w Polsce, w szczególności tym, którzy przyjmują uchodźców do swoich domów. W ten sposób Polacy dają całemu światu godny naśladowania przykład chrześcijańskiego miłosierdzia. Dzięki temu cud pojednania polsko-ukraińskiego „w miłości i w prawdzie” przybliża się do nas szybszymi krokami. Niech św. Jan Paweł II stanie się patronem tego pojednania i naszym wspólnym orędownikiem u Boga.

fot. PAP/Hanna Bardo

4. KATASTROFY GÓRNICZE

Czwarta i ostatnia kwestia to katastrofa górnicza w kopalniach Pniówek i Zofiówka. Ta kolejna katastrofa górnicza uświadamia nam najpierw, jak niebezpieczną jest praca pod ziemią, gdzie dochodzi do spotkania z niedającymi się do końca okiełznać żywiołami. Tam człowiek wchodzi niejako w paszczę żywiołów: w górotwór, ogień i wodę, metan i pył węglowy. W kontakcie z nimi człowiek często przegrywa, nawet jeśli jest wyposażony w maszyny i urządzenia najnowszej technologii. Praca górnika to walka z wieloma niewiadomymi. Nigdy do końca nie ma pewności, czy zjazd będzie szczęśliwy a powrót na powierzchnię możliwy. Dlatego bezpieczeństwo górników musi być zawsze na pierwszym miejscu, przed zyskiem z eksploatacji węgla.

Jesteśmy głęboko wstrząśnięci tą nową gwałtowną śmiercią górników. Jest to czas smutku i żałoby dla ludzi związanych z polskim górnictwem, dla Śląska i wszystkich Polaków. Wśród poszkodowanych zaleźli się także ratownicy, którzy – starając się ratować ofiary katastrofy, sami ponieśli śmierć. To prawdziwe heroiczne oblicze górniczej solidarności. Składamy wspólnie wyrazy naszego najgłębszego współczucia wszystkim poszkodowanym rodzinom i bliskim: żonom, dzieciom i krewnym. Otoczmy ich wszystkich naszą modlitwą i miłością, aby uwierzyli, że życie ludzkie zmienia się, ale się nie kończy. Że ostatecznie istnieje nowe niebo i nowa ziemia. Że Pan Bóg otrze z ludzkich oczu wszelką łzę, także tę, która płynie po twarzach ludzi z górniczych rodzin (abp Wiktor Skworc).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec módlmy się: O najczystsza Pani i Królowo nasza, otocz wszystkie ofiary okrutnej wojny na Ukrainie, wszystkich zmarłych i rannych górników. Pełna chwały Najświętsza Bogurodzico wstawiaj się za nimi u Twego Syna a naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

Dzięki Tobie Chrystus jest z nami. Chroń nas samych tu zgromadzonych od wszelkiej złej myśli i wszelkiego nieszczęścia. Aż do ostatniej chwili zachowaj nas nienagannymi. Przez Ciebie, o Królowo świata, składamy część, hołd i dziękczynienie Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze