Grafika: Agnieszka Robakowska/ Robert Grabka OMI

Adam Wyszyński, Mister Polski 2025: wiara daje fundament [ROZMOWA] 

 Kościół może stać się domem, ale tylko wtedy, gdy człowiek odważy się wejść w relację z Bogiem na serio, nie z przyzwyczajenia, lecz z wyboru – mówi Adam Wyszyński, Mister Polski 2025. 

Robert Grabka OMI (misyjne.pl): Czy Kościół jest już dla Pana miejscem, które mógłby Pan nazwać domem? Co sprawia, że człowiek zaczyna tak o Kościele myśleć? 

Adam Wyszyński: – Tak, zdecydowanie. Dom daje poczucie stabilności. Jest miejscem, do którego wracamy po trudach codzienności i znajdujemy tam ciepło i spokój. Dokładnie tak jest z Kościołem. Tam znajdujemy Boga, miłość, wytchnienie i drugiego człowieka. Wielokrotnie, po ciężkim tygodniu, wychodziłem z Kościoła „odmieniony”. Szedłem tam przybity i zrezygnowany, a wychodziłem stamtąd radosny i entuzjastycznie podchodzący do życia.  

Jeśli Kościół stał się dla Pana domem — to kiedy nastąpił ten moment przełomowy? Czy była to decyzja, proces, czy raczej coś w rodzaju nagłego „rozpoznania”, że Pan tu pasuje? 

– Relację z Bogiem traktuję jako nieustający proces, o który trzeba walczyć i zabiegać. Jeśli chodzi o moją relację, to nie ma tu jakiejś spektakularnej historii. Jestem raczej z tych osób, które odkrywają duchowość poprzez stałość i konsekwencję. Wiarę wyniosłem z domu, jednak w dorosłym życiu musiałem zburzyć wyuczone schematy i zbudować relację z Bogiem od nowa, po swojemu. Myślę, że każdy, komu wiara została przekazana przez rodziców, musi sobie wszystko poukładać od zera. W przeciwnym razie łatwo popaść w praktykę religijną jedynie w wymiarze tradycyjno-kulturowym. Brak tam jednak relacji z Bogiem, o którą trzeba zabiegać indywidualnie. 

>>> Ks. Sebastian Kosecki: gdziekolwiek jestem, jestem wśród swoich [ROZMOWA]

Co było największym wyzwaniem w procesie zadomowiania się w Kościele?  

– Chociaż czuję się w Kościele jak „u siebie”, to pewnym wyzwaniem było znalezienie konkretnej parafii, w której mogłem się najmocniej zadomowić. Przyznaję, że uprawiałem churching, szukając miejsca, w którym będę przeżywać mszę świętą możliwie jak najgłębiej. Uważam, że ciągłe poszukiwanie jest dobre, ale jest to też ślepa uliczka, ponieważ niektórzy nie są w stanie znaleźć swojego stałego miejsca. W pewnym momencie życia warto osiąść w jednym miejscu i budować lokalnie wspólnotę. To wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia jesteśmy. 

fot. arch. Adam Wyszyński

Czy miał Pan doświadczenie sytuacji, która szczególnie przybliżyła Pana do Kościoła, albo przeciwnie – oddaliła od niego? Jak to wpłynęło na Pana dzisiejsze postrzeganie wspólnoty? 

– Rok temu poszedłem pierwszy raz w pielgrzymce warszawskiej, będąc na „życiowym zakręcie”. Poszedłem z przeświadczeniem, że tylko to mi pozostaje. Wróciłem do pielgrzymowania w chwili nieradzenia sobie z problemami – a takie trudne doświadczenia pomagają zburzyć to, co nieuporządkowane, by zbudować na nowo. Chwile bezradności pozwalają poczuć się jak dziecko i dać się poprowadzić Bogu. 

Dom kojarzy się z akceptacją. Czy w Kościele doświadcza Pan przestrzeni, w której nie musi Pan nic udowadniać, ani jako mister Polski, ani jako osoba publiczna? 

– Tak, kluczem jest dla mnie spójność i autentyczność. W każdej sytuacji i w każdej sferze powinniśmy kierować się przykazaniami – tu nie ma wyjątków. Ani podczas konkursu, ani po jego wygraniu, nie miałem dylematów co do moich wartości i cały czas byłem sobą. Wystarczy nie wstydzić się mówić, kim się jest. 

Czy otrzymując tytuł mistera można zatracić siebie i swoją tożsamość? 

–  Misterem Polski jest się tylko rok, więc głupotą byłoby się nazbyt przywiązywać do tego tytułu. Jest on jednak świetną szansą na to, żeby dać się zauważyć, dobrze zaprezentować i pomyśleć, co zrobić z tym dalej. Moja kadencja trwa do wiosny i też muszę myśleć co zrobić, żeby nie zaprzepaścić tej szansy. Aktualnie mam kilka pomysłów, ale na nic się nie zamykam i wciąż szukam nowych ścieżek i miejsc, gdzie mógłbym się zaangażować. 

fot. arch. Adam Wyszyński

Czy czuje Pan, że w Kościele jest przestrzeń, w której można dorastać duchowo w swoim tempie, bez presji? Czy takie środowiska bywają szczególnie ważne dla osób znanych? 

– Duchowe dorastanie jest procesem wymagającym wysiłku, konsekwencji i rozwijania się. Trzeba walczyć o tę relację. Nie ma mowy o bezczynności, bo jeżeli stoisz w miejscu, to się cofasz. Dla osób znanych takie środowisko jest szczególnie ważne, ale to one muszą stworzyć tę przestrzeń dla siebie. Osoby publiczne są pod presją, ale nie ma co się wstydzić mówić o swoich słabościach i drodze. To, że człowiek przeżywa codzienną walkę z samym sobą, jest dopiero inspirujące i może być cennym świadectwem. Staram się inspirować ludzi, pokazując, że można się rozwijać w każdej sferze: fizycznej, umysłowej i duchowej. 

I pytanie bardziej osobiste: kiedy myśli Pan o Kościele jak o „domu”, jakie obrazy lub doświadczenia przychodzą Panu jako pierwsze do głowy? 

– Przychodzą mi do głowy obrazy z moich ulubionych świątyń oraz z pielgrzymek. Przypominam sobie również różne sytuacje z życia, gdzie moi przodkowie mówili o Bogu, modlili się i wykazywali się pobożnością. Jeśli chodzi o pielgrzymki, to jest to obraz zadowolonych, szczęśliwych ludzi, mających wspólny cel. Szczególnie wzruszające są momenty, gdy starsze osoby, często niedomagające fizycznie, wychodzą przed domy, machają, mają łzy w oczach. Dzielą się wszystkim, co mają, np. kanapkami, ciastem, jabłkami. Widzę w tym prawdziwość, autentyczność, radość i beztroskę. 

Mówiąc o zadomowieniu w Kościele, czy widzi Pan swoją misję (jako osoby publicznej) w tym, by innym pomóc wejść do tego domu? W jaki sposób? 

– Chcę pokazywać, że wiara jest kluczowym elementem składowym uporządkowanego życia i daje fundament. Człowiek z natury szuka doświadczeń metafizycznych. W momencie kiedy zapominamy o Bogu, szukamy tych doświadczeń gdzie indziej. Przez to jesteśmy zagubieni i zmagamy się z brakiem poczucia sensu. Bóg jest tutaj pomocą i odpowiedzią. 

Na zakończenie chcę zapytać, co powiedziałby Pan młodemu człowiekowi, który chciałby „zadomowić się w Kościele”, ale jeszcze się waha? Zwłaszcza, jeśli żyje w świecie bardzo medialnym, aktywnym i widzialnym? 

– Powiedziałbym mu: przyjdź, uklęknij, poproś Boga o to, żeby cię poprowadził. Powiedz Mu, że chcesz Mu zaufać i oddajesz w Jego ręce swoje życie. Jeśli to będzie szczere i prawdziwe, to gwarantuję Ci, że zaczną się w Twoim życiu dziać rzeczy, których byś się nigdy nie spodziewał. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze