fot. TVP Dystrybucja Kinowa

Andrzej Seweryn w roli legendarnego ks. Ziei. Księdza, który do końca wierzył w dekalog

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

–  To nie jest film łatwy – zapowiedział tuż przed przedpremierowym seansem filmu „Zieja” jego reżyser – Robert Gliński. Dziś premiera filmu, my już go widzieliśmy. Reżyser przyznał, że gdy pojawił się pomysł na film, wcale nie chciał się podjąć jego realizacji. Co sprawiło, że jednak uznał, że  ks. Jan Zieja to postać godna i warta dużego ekranu?  

Akcja filmu otwiera się w latach 70-tych, choć można powiedzieć – to tylko pretekst – do wędrówki w przeszłość. Major SB (Adam Grosicki) chce pozyskać do konspiracyjnej współpracy księdza Jana Zieję. Cel? Kompromitacja opozycyjnego Komitetu Obrony Robotników (ks. Zieja był założycielem tej organizacji, którą kierowali Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Stanisław Barańczak czy Jan Józef Lipski). Przesłuchania księdza zabierają widza w podróż od wieku dwudziestego (od wojny bolszewickiej 1920 r.) przez II wojnę światową, aż do czasów współczesnych. Ksiądz i major SB – podróż to specyficzna, podróż, która przyciąga uwagę.  

Dostawał po głowie. Także od „swoich” 

–  Zieja? Nazwisko obiło mi się o uszy, ale nie znałem dokładnie tej postaci. Później miałem wątpliwości, czy można zrobić film o osobie, która jest tak święta, która się nie zmienia, która żyje cały czas według tych samych zasad – tłumaczył swoje rozterki reżyser „Ziei”. Pomysłodawcą ekranizacji historii legendarnego kapelana Szarych Szeregów, AK i KOR-u był ks. Aleksander Seniuk, rektor warszawskiego kościoła wizytek (kościoła, w którym również pracował ks. Jan Zieja). –  To ojciec chrzestny tego filmu – dodał Robert Gliński.

Robert Gliński, fot. Petr Novák, Wikipedia

Co jednak przekonało Glińskiego by pokazać tę historię na dużym ekranie? –  Przy pisaniu scenariusza zauważyłem, że niesie ona wiele wątków, które można odnieść do naszej rzeczywistości. To mnie zaciekawiło i zachęciło –  przyznaje reżyser. –  Ks. Zieja to postać stała, ale obijają się o nią wydarzenia i ludzie, którzy mają ładunek, który opowiada o nas, tu i teraz –  mówi Gliński. Tego „tu i teraz” w historycznym przecież filmie jest bardzo dużo. Niektóre uderzają swoją aktualnością, jakby wyrwane z przemówień i sytuacji, które w ostatnich miesiącach i latach przykuwały uwagę opinii publicznej. W kazaniach o wybaczeniu, prawdzie i miłości bliźniego można usłyszeć list biskupów polskich do niemieckich, przemówienie o. Ludwika Wiśniewskiego z pogrzebu Pawła Adamowicza, głosy Franciszka, części polskich duchownych i wiernych świeckich w dążeniu do prawdy na temat bolesnych historii dla wspólnoty Kościoła. Prawdy nie owijał w bawełnę. Niekiedy dostawał za to po głowie. Tak było też przy okazji rekolekcji, które prowadził dla biskupów na Jasnej Górze. Tradycją było to, że nauki rekolekcyjne dla biskupów prowadził w tamtym czasie zawsze ktoś „równy” biskupom. Kard. Wyszyński postanowił jednak, że tym razem będzie to „zwykły” ksiądz. Mówił wtedy, że Kościół nie może bać się prawdy. –  Kościół od prawdy może się tylko odrodzić. Hierarchom początkowo nie podobała się ta mowa…

>>> Robert Gliński: ks. Zieja mówi, że prawdę trzeba postawić ponad wszystko

Ks. Jan Zieja zgłosił się na ochotnika podczas wojny polsko-bolszewickiej (w roli młodego ks. Jana Mariusz Więcławek)

Człowiek czynu, nie gestów 

Ks. Zieja to człowiek, którego życiorysem obdzielić by można niejednego człowieka. Życie miał długie (żył 94 lata) i bogate w wydarzenia i wyzwania. To tłumacz, publicysta i pisarz, żołnierz wojny roku 1920 i czasu wybuchu II wojny światowej. Był kapelanem Szarych Szeregów i Armii Krajowej, uczestniczył w powstaniu warszawskim. Po wojnie działał w opozycji demokratycznej, był współzałożycielem Komitetu Obrony Robotników. W każdym zadaniu pełnił rolę duchowego przewodnika, przy każdym konsekwentnie głosił Ewangelię, co ważne –  mniej słowem a bardziej czynem. Słowa używał wtedy, gdy było to koniecznie, lakonicznie –  ale dosadnie. Czynem i przykładem robił najwięcej –  zmieniał nim sumienia ludzi, a przez to ich działania. Słowem inspirował, ale nie zatrzymywał się na nim, działał. Był uczulony na potrzebę niesienia pomocy. Po zakończeniu wojny trafił do Słupska, to tam organizował Dom Matki i Dziecka, kuchnię dla ubogich.  

Gdy złem uderzamy w zło, to stwarzamy jeszcze większe zło, bo czynione z zemsty. (ks. Jan Zieja 

–  Nie jest to film biograficzny – zaznaczył reżyser. Wybraliśmy z bogatego życia ks. Ziei, takie fragmenty, które jak w soczewce pokazują naszą rzeczywistość i sprawy, którymi żyjemy. Robert Gliński określił ks. Zieję jako proroka z długą brodą, po seansie można dodać: proroka także naszych czasów. W kinie posłuchamy fragmentów homilii o prawdzie, o wybaczeniu i o miłości. 

–  Wiara jest szukaniem Boga. 

–  Ale ile można szukać? 

–  Ale ciągle myślisz o Nim, więc wierzysz (dialog ks. Ziei z Jackiem Kuroniem) 

Znowu Wyszyński  

Film opiera się na osi aktorskiej Andrzej Seweryn – Zbigniew Zamachowski, czyli ks. Zieja – komunistyczny aparatczyk. Duet, który iskrzy, dwóch równych sobie talentem i doświadczeniem aktorów. Duet, który „robi” ten film, który ma w sobie dużo emocji (nie tylko tych twardych, złych, ale nawet lekkich, jest tam sporo humoru). Co ciekawe, ci panowie spotkali się już w filmie o Wyszyńskim – 10 lat temu w obrazie „Prymas. Trzy lata z tysiąca”. Prymas w filmie odgrywa drugoplanową, ale ważną rolę, na co warto zwrócić uwagę szczególnie teraz, w roku jego beatyfikacji. –  Obsada stworzyła się bardzo szybko. Obaj aktorzy mają inne techniki grania, ale na planie filmowym uzupełnili się bardzo dobrze – mówi Gliński. 
Ks. Zieja w sprawach fundamentalnych nie uznawał kompromisów. To często skutkowało tym, że narażał się innym: żołnierzom na froncie, swoim przełożonym w wojsku, ale i w Kościele. Szedł swoją drogą (wytyczną przez Ewangelię i dekalog), ale przez to często szedł pod prąd. Na przykład wtedy, gdy nie godząc się na podziały między ludźmi i granice między narodami wybrał się w samotną wędrówkę (bez paszportu!) do Rzymu. Nie miał problemu, by udzielić katolickiego pogrzebu samobójczyni (co w latach 20-tych ubiegłego wieku było jawnym sprzeciwem wobec kościelnych reguł). 

fot. TVP Dystrybucja Kinowa

Dekalog nie przewiduje kompromisów  

Można – i to bez przesady – powiedzieć, że całe życie miał pod górkę. Jednocześnie nie zmieniło to jego charakteru i usposobienia. To człowiek cichy, spokojny, dowcipny, choć nie tryskał śmiechem. Polskim żołnierzom na froncie mówi jasno: „Nie zabijaj. Nigdy! Nikogo”. Nie potrafią tego zrozumieć, walczą przecież z wrogiem, walczą o niepodległość ojczyzny. On jednak – w okupancie i wojsku wroga – widzi braci. Jego postawa wpisuje się w żywą i dzisiaj dyskusję o tym, czym jest i jak powinien być realizowany patriotyzm, także w czasie wojennej pożogi.   

Bóg jest ojcem wszystkich. Także naszych nieprzyjaciół. (ks. Zieja na froncie wojny z 1920r.)

Rekolekcje dla Episkopatu i ks. Jan Zieja, Jasna Góra, fot. TVP Dystrybucja Kinowa

Z Kuroniem o (nie)wierze w Boga  

Podobna dyskusja toczy się na balkonie mieszkania, w którym spotykają się członkowie Komitetu Obrony Robotników. Rozmowa z Jackiem Kuroniem to z kolei fragment kazania z katedry warszawskiej z 1974 roku. Ks. Jan mówił wtedy o potrzebie wybaczenia Rosji i możliwej przyszłej przyjaźni między narodem polskim i rosyjskim. To kolejny żywy temat, także w dzisiejszych czasach. Możemy sobie tylko wyobrazić (niektórzy także przypomnieć), jak trudny i newralgiczny był to problem w latach PRL-u. Ks. Zieja wyprzedzał myślą swoje pokolenie, popychał wiernych do przodu, wytyczał ścieżki i mobilizował do wyrywania się z niskich uczuć.  

Kto wie, czy z tych pierwszych wspólnot Kościoła nie trzeba nam czerpać najbardziej. (ks. Jan Zieja)

Zbigniew Zamachowski i Andrzej Seweryn w filmie „Zieja”

Dojmującą sceną jest ta, w której toczą się walki o kościół (to czasy Szarych Szeregów). Młody ks. Jan towarzyszy równie młodym żołnierzom, opiekuje się rannymi. – Kościół, w którym toczą się walki, giną ludzie, a krzyż i święte figury są ostrzeliwane, to uświadamia, jak bardzo destrukcyjne były to czasy. I w tych czasach żył człowiek, który w każdym człowieku widział brata, który do niemieckich żołnierzy szedł z sakramentem spowiedzi i Eucharystii. Spotkały go za to gwizdy od polskich żołnierzy. Bo przecież powiedzieć w okupowanym kraju, że nie wolno strzelać do wroga, zakrawało o herezję. On jednak na to się zdobył. – Według mnie czas, gdy przez pierwsze 3 lata Szare Szeregi nie brały udziału w akcjach zbrojnych, to była zasługa ks. Ziei – mówi reżyser filmu. 

Skromny, ale bogaty  

Klamrą spinająca film jest pukanie do drzwi mieszkania, w którym leży upojony alkoholem major Grosicki. W scenie końcowej jest to dodatkowo wzmocnione kontrastem sytuacji, w której znajdują się obaj bohaterzy. W swoim skromnym, ale czystym pokoju, ks. Jan bierze do ręki kromkę chleba i popija ją gorącą wodą (tak miał w zwyczaju). Grosicki chleb popija wódką, zapija swój smutek, samotność i pogubienie, ks. Zieja natomiast siada przy stole i wygląda jakby to trudne i wymagające życie ani trochę go nie zmęczyło. Widać w jego oczach radość, spokój, nawet blask. Od tego skromnego człowieka bije bogactwo ducha. Wychodząc z kina pomyślałem sobie, że pięknie jest tak żyć i pięknie byłoby tak życie kończyć. 

Ks. Jan Zieja, fot. PAP/Tomasz Michalak

Ks. Zieja miał swoje zdanie i jeśli był o czymś przekonany, to był w tym niezwykle konsekwentny. Jak już wiemy – był społecznikiem, pacyfistą, apologetą ekumenizmu, dialogu między narodami. Robert Gliński dodaje, że nawet i prekursorem Unii Europejskiej. Okazuje się jednak, że był i feministą. Potrafił walczyć z kurią o zatwierdzenie kandydatury kobiety do jego rady parafialnej.  Był buntownikiem, ale zawsze w słusznej sprawie.  

Reżyser, zapytany po spektaklu o to, czy postawa ks. Ziei niekiedy nie była utopijna, odpowiedział, że była jednocześnie piękna. – Wiara w dekalog była u niego tak silna, że nie rezygnował z niej ani na chwilę – mówił Robert Gliński. – Nie zabijaj. Nikogo. Nigdy – to przecież wezwanie aktualne nie tylko na wojnie. Ten apel ks. Ziei powinien wybrzmiewać w naszych głowach także dzisiaj, gdy mówimy o ofiarach kryzysów humanitarnych, ruchów migracyjnych, wyzysku ekonomicznego, prześladowań religijnych, aborcji czy przemocy w jakiejkolwiek jej postaci. „Nie zabijaj. Nigdy. Nikogo”. Ks. Zieja – aktualny, tak bardzo! 

fot. TVP Dystrybucja Kinowa

 

Zobacz także
Wasze komentarze