fot. arch. anMari

anMari: Każdy utwór jest dla mnie modlitwą [ROZMOWA]

anMari jest kompozytorką, multiinstrumentalistką, wokalistką i producentką. Tworzy innowacyjną muzykę – alternatywny pop, przekazując przez nią wartości chrześcijańskie. Mówi o sobie, że komponuje muzykę na chwałę Boga, śpiewa, gra na pianinie, ale przede wszystkim jest dzieckiem Boga. Swoją twórczość opisuje jako „listy pokoju, w których każdy może odpocząć w ramionach Dobrego Boga”.

Mikołaj Lisiak (misyjne.pl): Jak zaczęła się Twoja muzyczna przygoda?

anMari: – W wieku sześciu lat rozpoczęłam naukę gry na fortepianie. Następnie ukończyłam dwa stopnie szkoły muzycznej na instrumentach perkusyjnych, takich jak marimba, wibrafon, ksylofon itd. Później przeszłam na muzykę rozrywkową, podejmując studia z zakresu kompozycji na Academy of Contemporary Music w Londynie. Wcześniej uczyłam się muzyki klasycznej. Na studiach magisterskich (Master’s in Music Performance) w London College of Contemporary Music wróciłam do gry na pianinie.

Czyli śpiewanie nie było od początku Twoim głównym kierunkiem?

– Nie. To rozwijało się z czasem. Można powiedzieć, że początkowo był to dodatek. Gdy miałam 15 lat, zaczęłam uczyć się śpiewu i brać lekcje wokalne.

fot. arch. anMari

Kiedy wyjechałaś do Londynu i jak ten wyjazd wpłynął na Twoje życie?

– Było to w 2020 roku. Bardzo mocno wpłynęło to na moje życie, ponieważ tam się nawróciłam i odnalazłam na nowo Boga. Tam także, po czterech latach pobytu, zdecydowałam, że będę tworzyć na Jego chwałę. Jeśli chodzi o rozwój muzyczny, to studia bardzo mocno wpłynęły na mnie pod tym kątem. Uczyłam się kompozycji, gry na pianinie w muzyce rozrywkowej oraz kształciłam śpiew. Mogłam tak naprawdę odnaleźć swoją drogę – to, co chcę robić, co chcę dalej tworzyć, i być w tym niezależną.

Co się wydarzyło, że za granicą odnalazłaś Boga?

– Zostałam wychowana w rodzinie katolickiej. Myślę, że nie byłam jedynym przypadkiem osoby, która wpadła w wiarę „automatyczną”. Miałam także okres, w którym oddaliłam się od Pana Boga – pod koniec trzeciej klasy liceum. Gdy wyjechałam do Londynu, była pandemia. Szukałam szczęścia i radości. Postanowiłam, że chcę się zmieniać i wrócić na tę drogę miłości. Zaczęłam chodzić na mszę, adorację oraz czytać Pismo Święte. Zaczęłam zmieniać się jako człowiek. Zawierzyłam się Niepokalanemu Sercu Maryi. To wszystko trwało kilka miesięcy. To był nieustanny wybór Boga, codzienna walka o to, by iść za Jezusem. Po niecałym roku pojechałam na rekolekcje ignacjańskie. Tam Pan Bóg dokonał wiele w moim sercu. Ta cisza była dla mnie bardzo ważna. Od tego momentu zaczęłam iść bardzo świadomie drogą wiary.

Czy od razu pojawiały się myśli, żeby tworzyć muzykę chrześcijańską?

– Zdecydowanie później. Na początku tworzyłam muzykę popową, szukałam swojego brzmienia. To, że byłam osobą wierzącą, było wiadome, ale nie było oczywiste w mojej twórczości. Po kilku latach stanęłam przed wyborem: albo tworzę muzykę chrześcijańską na chwałę Boga, albo tworzę muzykę komercyjną. To było stosunkowo niedawno, około dwa lata temu. Zdecydowałam się w pełni poświęcić muzyce chrześcijańskiej.

fot. arch. anMari

To nie była łatwa decyzja?

– Absolutnie nie, choć wypływała z mojego serca. To było już kilka lat po nawróceniu – miałam autentyczną relację z Bogiem. Było dla mnie czymś naturalnym, żeby pójść za Nim. Bałam się jednak, że coś stracę. Ostatecznie jednak bardzo dużo zyskałam i nie mogę sobie wymarzyć piękniejszego życia. Na początku było to jednak bardzo trudne. Gdy zaczęłam dzielić się moją wiarą w internecie, publikować posty w mediach społecznościowych, w których mówiłam więcej o Bogu, zasięgi zaczęły spadać. Pojawiały się głosy, że może za dużo mówię o Jezusie. Była we mnie wewnętrzna walka. Jednak poczucie, że mogę być sobą, że nie udaję i że tworzę zgodnie z moimi wartościami, dawało mi ulgę i pozwalało trwać przy tej decyzji. Ta wytrwałość została pobłogosławiona i później przyniosła owoce.

W październiku 2023 roku wygrałaś konkurs stypendialny Matthew Knowles Scholarship Competition w London College of Contemporary Music. Miałaś zaszczyt zostać oceniona i wybrana jako zwyciężczyni przez Matthew Knowlesa – byłego menedżera Beyoncé, a zarazem też jej ojca. Jak się z tym czułaś?

– To był dla mnie niezwykle ważny moment, ponieważ poczułam, że ktoś dostrzegł tę ciężką pracę i wysiłek, który podejmowałam przez kilkanaście lat. Bardzo mnie to zbudowało jako człowieka. To był też moment przełomowy – jeśli chodzi o wybór muzyki chrześcijańskiej. Pojawiła się możliwość współpracy, zaczęto mnie promować w mediach i telewizji. Były głosy, żebym się nad tym zastanowiła. Wtedy zdałam sobie sprawę, że stoję przed wyborem. To właśnie ta sytuacja uświadomiła mi, że nie mogę robić wszystkiego jednocześnie. To tata Beyoncé uświadomił mi, że nie mogę robić tego, co wtedy chciałam. Nie mogę być trochę tu, trochę tam. Muszę podjąć decyzję. Ludzie zawsze wyczują, czy ktoś jest autentyczny. To doświadczenie pomogło mi wybrać drogę tworzenia dla Boga.

W swoich mediach mówisz, że „to nie żadna kariera”. Zauważasz: „To misja, którą traktuję bardzo poważnie. Misja, aby szerzyć miłość i piękno Dobrego Boga”.

– Dla mnie te słowa są wystarczające. Nie traktuję tego jako kariery. Jestem zwykłą dziewczyną, która kocha Jezusa i chce Go nieść innym. Człowiek, który został dotknięty przez miłość Boga, chce ją przekazywać dalej. To coś zupełnie innego niż w nurcie komercyjnym.

Aktualnie sporo jeździsz po Polsce. W ostatnim czasie, współpracując ze „Ślimakiem na Pustyni”, stworzyliście trasę uwielbieniową, podczas której odwiedziliście pięć miast – m.in. Poznań i Gdańsk. Dzielisz się swoim talentem i chcesz pomagać ludziom się modlić.

– Mam nadzieję, że Pan Bóg tak się mną posługuje.

fot. arch. anMari

Dla Ciebie te piosenki są modlitwą?

– Zdecydowanie. Każdy utwór jest dla mnie modlitwą. Staram się pisać je tak, aby ludzie mogli się nimi modlić, doświadczać głębi i zjednoczenia z Bogiem poprzez muzykę. Uważam, że muzyka ma niezwykłą moc – można dzięki niej przekazywać piękno i uwrażliwiać ludzi na Boga oraz na to, co może On nam dać.

Odeszłaś od tradycyjnej formy muzyki chrześcijańskiej na rzecz muzyki alternatywnej. Z jakimi spotykasz się opiniami?

– Z pozytywnymi. Uważam, że brakowało takiej świeżości w Kościele. Klasyczne piosenki uwielbieniowe są potrzebne, jednak myślę też o ludziach, którzy nie potrafili się w tym odnaleźć, którzy nie rozumieją, jak działa ten świat muzyki uwielbieniowej. To, co robię, jest zaproszeniem dla osób szukających Pana Boga, ale także dla tych, którzy potrzebują czegoś innego, świeżości. Nawet osoby niewierzące mogą słuchać mojej muzyki – i zdarzają się takie przypadki. To jest moja misja i mój cel. Piękno Boga zawsze będzie przyciągać. Cieszę się, że Bóg działa również przez muzykę, poruszając wiele serc. To jest dla mnie istota tego wszystkiego.

Dwa lata temu, w 2024 roku, wydałaś swój przełomowy singiel „Daj mi serce swe”. Obecnie ma już ponad milion wyświetleń na platformie YouTube. Spodziewałaś się, że osiągnie taki sukces i że „otworzy Ci drzwi” do szerzenia Dobrej Nowiny?

– Absolutnie nie. To jest w ogóle bardzo ciekawe w tworzeniu muzyki – nie tylko chrześcijańskiej – że artysta nigdy do końca nie wie, co się przyjmie bardziej, a co mniej. Pamiętam, że pomyślałam: „okej, nagram jakiś teledysk” i miałam nadzieję, ale nie spodziewałam się, że to aż tak się rozrośnie. To dla mnie coś niesamowitego.

fot. arch. anMari

Jesteś młodą osobą, z którą wiele osób może się utożsamić. Z czego Twoim zdaniem to wynika?

– Poruszasz ciekawy aspekt, który mogę odnieść do rozwoju mojej twórczości. On nie pojawił się bez przyczyny. Gdy promowałam tę piosenkę w internecie, podeszłam do tego bardzo analitycznie. Chciałam zrozumieć, dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła – dlaczego kiedyś byli, a teraz ich nie ma. Moim celem było pokazanie, że można być młodą, normalną osobą i jednocześnie być wierzącym. Że można być zakochanym w Jezusie i jednocześnie cieszyć się życiem.

Wydawało mi się też, że istnieje przekonanie, iż wiara wiąże się z wstydem czy niezręcznością, że lepiej się do niej nie przyznawać, a także że jest zarezerwowana dla osób, które oddają życie np. w zakonie. Chciałam pokazać, że można być młodym, pełnym życia człowiekiem, robić wiele wspaniałych rzeczy z Bogiem i że to nie ogranicza, ale daje pełnię i szczęście. Myślę, że to odegrało dużą rolę w odbiorze mojej muzyki.

Czy w kontaktach z ludźmi spotykasz się z tym, że mówią, iż w jakiś sposób ich inspirujesz?

– Spotykam się raczej z ogólnym stwierdzeniem, że ważne jest dla ludzi moje świadectwo w internecie, a także to, że moje utwory pozytywnie na nich wpływają. Niektórzy mówią, że dzięki temu mogą na nowo iść za Bogiem albo do Niego wrócić. To dla mnie ogromne owoce. Chwała Panu, że działa przez to.

Odejście od muzyki komercyjnej na rzecz muzyki chrześcijańskiej wydaje mi się także mocnym świadectwem. Z pewnością miałaś wielkie marzenia. Odeszłaś od jednego dobra na rzecz drugiego – większego.

– Tak, spotykam się z dużą ilością bardzo pozytywnego odzewu.

A jak wyglądała wiara w Kościele za granicą?

– Doświadczyłam autentycznej wiary i wolności. Myślę, że przez ogromne zróżnicowanie kulturowe ludzie byli po prostu sobą. Ponieważ katolicyzm jest w Londynie niszowy, organizowano wiele wydarzeń – konferencje, spotkania, integracje dla katolików. Można powiedzieć, że jeśli ktoś wybierał drogę wiary, to szedł nią w 100%. Nie było tam udawanej wiary.

Spotkałam wielu świadomych ludzi. Nie szli drogą wiary tylko dlatego, że zostali tak wychowani. To bardzo mnie poruszało i inspirowało. Młodzi ludzie studiujący, chodzący na imprezy, a jednocześnie żyjący zgodnie ze swoimi wartościami i z Bogiem. Te relacje były dla mnie bardzo ważne. Zobaczenie autentycznej wiary obecnej nie tylko w kościele, ale w codzienności, dało mi dużo siły. To doświadczenie mnie zmieniło i wierzę, że nadal będzie wydawać owoce.

fot. arch. anMari

anMari brała udział w licznych konkursach krajowych i międzynarodowych. Uczestniczyła także w wielu projektach, tworząc muzykę m.in. do „Making Theatre Green” w National Theatre w Londynie, „Semper” – filmu pokazywanego na festiwalu filmowym w Palmie w Polsce, oraz „Freedom” – projektu Miejskiego Centrum Kultury „Amfiteatr” w Radomiu. W styczniu 2025 roku wystąpiła w Carnegie Hall – jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych na świecie – jako laureatka drugiego miejsca w kategorii wokal i fortepian w Międzynarodowym Konkursie Muzycznym American Virtuoso.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze