Kuba. Wakacyjne pozdrowienia [MISYJNE DROGI]

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nawet gdy brakuje wszystkiego, parafianie stają na głowie, by zapewnić dzieciom dobre zajęcia, a osobom w potrzebie – choć minimalną pomoc. Ksiądz proboszcz współdziała z nimi na każdym polu.

Od jakiegoś czasu docierają do mnie wiadomości, że w czasie tych wakacji w Polsce notuje się iście afrykańskie temperatury, że regularnie przekraczają 30°C. Na Kubie jednak w lipcu i sierpniu mamy jeszcze cieplej, bo czasami i ponad 40°C. Dodatkowo daje się we znaki wysoka wilgotność, która oscyluje między 80, a 90% – trudno wtedy oddychać. Najlepiej siedzieć w domu przy wentylatorze i dużo pić. Nie bardzo można wówczas pracować, a nawet spacerować. Jednak trzeba jakoś sobie z tym radzić. Trudniejsze w ostatnich miesiącach są jednak braki nawet podstawowych produktów, w tym żywności. Kryzys w Wenezueli odbił się bardzo mocno na Kubie, która w dużej mierze uzależniona jest od dostaw z tego zaprzyjaźnionego kraju. Brak mięsa, oleju, a nawet ryżu, który jest podstawą wyżywienia, sprawia, że to, co było trudne, skomplikowało się jeszcze bardziej. Na ostatnim spotkaniu duszpasterskim odpowiedzialny za diecezjalną Caritas poinformował, że Caritas nie może kupić rzeczy, które zazwyczaj rozprowadzane są wśród najbardziej potrzebujących. Limitowane, obok żywności, jest nawet kupno mydła czy środków chemicznych, a to uniemożliwia zakup odpowiedniej ich liczby dla około 2500 osób, które korzystają z kościelnej pomocy. Pod znakiem zapytania stanęło organizowanie różnego rodzaju spotkań formacyjnych czy wakacyjnych wyjazdów dla dzieci i młodzieży. Bo gdzie kupić lub gdzie przechować odpowiednią ilość żywności dla kilkudziesięciu osób? Niemniej jednak, wraz z Radą Parafialną, robimy, co możemy. Skoro nie możemy organizować dużych spotkań, próbujemy robić kilka mniejszych; jeśli nie da się zapewnić obiadu, to przynajmniej kanapkę i coś do picia…

Foto: ks. Witold Lesner

W naszej parafii pw. św. Pawła w Jiguaní kościoły i kaplice mamy w sześciu miejscowościach i niemal w każdej organizowane są zajęcia dla dzieci. W centrum parafialnym mieliśmy już dwudniowe spotkanie nazwane „piyamada”, czyli „noc w piżamach” oraz tygodniowe półkolonie z warsztatami plastycznymi, katechezą, a nawet wyjazdem do parku rozrywki. W innej miejscowości, Cencerro, jednego dnia zdobywaliśmy najwyższy szczyt, podziwiając piękne widoki, a w kolejne dwa zorganizowane zostały gry i zabawy. Wakacje wciąż trwają, więc mam nadzieję, że wszędzie coś uda się zorganizować. Te wszystkie zajęcia przygotowujemy z pomocą rodziców oraz katechistów i animatorów. Oni to organizują posiłki i plan każdego dnia, bo najlepiej wiedzą, jak i co zrobić. Tutaj nie da się liczyć tylko na własne siły czy pomysłowość, a bez codziennej współpracy wszystkich nie dałoby się ruszyć z miejsca. Tu ksiądz nie organizuje czegoś „dla” parafian, ale „z” parafianami. Bez tego wzajemnego poszukiwania potrzeb i ich rozwiązywaniu buduje się wielkie rzeczy, a przede wszystkim wzajemne relacje i zaufanie, tak niezbędne dla wspólnego wzrastania. Proszę o codzienne wsparcie modlitewne, by Pan Bóg chciał mocno dotykać serc Kubańczyków i aby trudności ekonomiczne nie podcinały skrzydeł tak potrzebnych, by szybować w górę, do nieba.

 

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze