Fot. arch. o. Józef Trzebuniak SVD

Timor Wschodni. Misyjna podróż w okolice Indonezji

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Po sześciu miesiącach pobytu w Indonezji musiałem wyjechać za granicę, aby uzyskać nową wizę. Jest to normalny proces, który obowiązuje wszystkich misjonarzy i misjonarki. Obecnie nie można uzyskać zezwolenia na pracę misyjną w Indonezji, ale tylko pozwolenie na pobyt czasowy.  

Ze względu na to, że Timor Wschodni jest od prawie 20 lat niezależnym krajem, a odległość z wyspy Flores na Timor nie jest zbyt duża, poleciałem najpierw do Kupang, stolicy prowincji NTT (Wyspy Sundajskie). 

W mieście Kupang, które teraz szybko się rozwija i można tutaj znaleźć dobrze płatną pracę, oczekiwałem na samolot do Atambua, miasta przy granicy z Timorem Wschodnim. Mogłem odwiedzić przedszkole, szkołę średnią i klinikę prowadzone przez siostry służebnice Ducha Świętego. Dzieci i młodzież, jak zwykle, witały misjonarza z Europy z wielkim podziwem i radością. Mogłem też tutaj zrobić drobne zakupy, ponieważ supermarkety funkcjonują tak samo jak w krajach zachodnich. Po kilku dniach poleciałem do środkowej części wyspy, a stamtąd już samochodem do granicy z Timorem Wschodnim. 

Fot. arch. o. Józef Trzebuniak SVD

Timor Wschodni uzyskał niepodległość 20 maja 2002 r., dlatego ciągle boryka się z problemami organizacyjnymi. Ludzie żyją tutaj inaczej niż w sąsiedniej Indonezji. Zwierzęta gospodarcze i domowe poruszają się swobodnie po okolicy. Nikt ich nie trzyma w zagrodach. Jadąc samochodem, trzeba zatem uważać, aby przypadkowo nie wjechać w krowę, kozę, psa, świnię albo nie rozjechać przechodzących przez drogę kurczaków. Główna droga przez kraj ciągle jest remontowana, z powodu ulewnych deszczy i lawin błotnych. Ciągnie się to latami. Prace remontowe i większy biznes na Timorze prowadzą głównie Chińczycy. W kraju panuje bieda, a walutą miejscową jest nadal dolar amerykański. 

Do stolicy Dili przybyłem w piątek i czekałem na otrzymanie nowej wizy wjazdowej do Indonezji. W mieście jest tłoczno, a mieszkańcy posługują się swoim językiem tetum. Oprócz tego używany jest także język portugalski, czasem indonezyjski i angielski. Wiele jest nowych wspólnot zakonnych z całego świata, ale większość osób konsekrowanych pochodzi z Indonezji. Werbiści również są tutaj dobrze znani, ponieważ w czasie walk o niepodległość pomagali uciekinierom. Obecnie jest tu ponad 20 postulantów, którzy kształcą się w stolicy. Siostry służebnice Ducha Świętego mają dom nowicjacki w nieodległej miejscowości o nazwie Hera. Ponieważ jest do już poza miastem, temperatura i powietrze są o wiele przyjemniejsze niż w Dili. 

Fot. arch. o. Józef Trzebuniak SVD

W drodze powrotnej zatrzymałem się jeszcze na tydzień w mieście Kefamenanu. Jest to nieduże miasteczko, ale można w nim uzyskać pełne wykształcenie od przedszkola do uniwersytetu. Ludzie z Timoru są bardzo gościnni i sympatyczni. Ich wiara i przyjacielskie usposobienie zachęca do pobytu w tej części Indonezji. Pełno tutaj smacznych owoców, a krajobraz jest przepiękny. Trudno mi było opuścić Timor, ponieważ nawiązałem tutaj bardzo miłe relacje. Za pół roku znowu udam się w te strony, aby spotkać się z nowymi przyjaciółmi, a przy okazji odnowić wizę na kolejny okres pobytu w Indonezji. 

Zobacz także
Wasze komentarze