Fot. arch. prywatne

Powrót z misji

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Od niedawna jestem z powrotem w Polsce. Wciąż trudno mi w to uwierzyć. Zwłaszcza w to, że teraz to nie tylko kilkutygodniowy urlop, ale raczej dłuższy pobyt w kraju.

Etiopia stała się moim domem i spora część mojego serca została tam. Moje serce zdobyli tamtejsi ludzie, zwłaszcza ci najbiedniejsi, z którymi pracowałam. Ich uśmiechy mimo cierpienia, ich zaufanie, wspólne radosne, ale też często i trudne chwile, komunikowanie się językiem miłości, który jest uniwersalny (bo często innego wspólnego języka z pacjentami nie było), ich hojność do dzielenia się tą odrobiną, którą mieli… Tak wiele twarzy staje mi przed oczami, gdy tylko pomyślę o Etiopii (a zdarza mi się to wyjątkowo często). I też taka nadzieja, że się jeszcze kiedyś spotkamy, jak nie na tym świecie, to po śmierci. Etiopia wzmocniła moją wiarę w życie wieczne. Tak wielu ludzi, do których się tam przywiązałam, odeszło, zabranych przez nieuleczalną chorobę. Pojawiało się wtedy wiele pytań o sens cierpienia i śmierci, zwłaszcza że sporo z nich to byli młodzi ludzie, którzy mieli całe życie przed sobą… I odpowiedź Boga: że przecież to nie koniec, że teraz czeka ich coś lepszego. I że będziemy mieli okazję się spotkać za jakiś czas. To pomaga iść dalej.

Fot. arch. prywatne

Etiopia nauczyła mnie też doceniać to, jak wiele mam. Poczynając od tego, że mam kochającą rodzinę, przyjaciół, że miałam szansę na edukację i realizację swoich marzeń, że mam dach nad głową, że nie doświadczyłam głodu ani ciężkiej choroby… Tyle błogosławieństw! Bo wielu ludzi, z którymi pracowałam, nie miało ani jednej z tych rzeczy… Mimo to potrafili być wdzięczni Bogu za każdy drobiazg, który od niego otrzymywali, bardzo często używając zwrotu „Egzabiher yimezgen”, co znaczy „Niech Bogu będą dzięki”.

A teraz czas na kontynuowanie misji w Polsce – czyli animacje w szkołach i parafiach, a także życie w ten prosty sposób, którego nauczyłam się tam, gdzie relacje z Bogiem i drugim człowiekiem są najważniejsze.  

Zobacz także
Wasze komentarze