Tanzania: radość Ewangelii źródłem misyjnego zapału

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nasz przyjazd na wakacje do Polski zaplanowaliśmy prawie dwa lata temu. Nareszcie wypoczniemy, zrobimy badania kontrolne, a potem już tylko rodzinnie, z przyjaciółmi, takie błogie, spokojne spędzenie czasu. Zaraz po przybyciu dostaliśmy wstępny harmonogram spotkań w szkołach, parafiach, z różnymi wspólnotami.

Pierwsza myśl, to pytanie: czy damy fizycznie radę?, druga: „Tobie Panie ufam i bać się nie będę”. I ruszyliśmy w Polskę, jak kiedyś do Tanzanii, wierni nakazowi Chrystusa: „idźcie”. Spotkaliśmy fantastycznych ludzi, wspaniałych uczniów, tych młodszych i tych starszych. Ciekawych nie tylko afrykańskiej egzotyki, różnic kulturowych, społecznych, religijnych, ale przede wszystkim zainteresowanych tym, co sami mogą zrobić dla sprawy misyjnej, będąc tutaj w kraju. I to było najpiękniejsze: zapał misyjny, radość na twarzach. Niech nie będą chwilą, która przemija, niech pozostaną w tych sercach na długo, na zawsze.

Na każdym spotkaniu mówiliśmy o tym, że każdy ochrzczony ma obowiązek bycia misjonarzem, swoim życiem dawać świadectwo o Chrystusie. To takie oczywiste, ale dla wielu bywa trudne do realizacji. Może zacznijmy wszyscy od założenia krzyżyka na szyję, od mowy niezachwaszczonej złymi słowami, od szukania i mówienia prawdy. dzieci w trakcie spotkań zadawały liczne pytania, m.in. o afrykańskie domy, internet, prąd, swoich rówieśników, a nawet o wiek zamążpójścia tanzańskich dziewcząt. Większość osób mieszka w chatach krytych trzciną. Zamożniejsi ludzie budują domy z cegły, którą sami wypalają. To nie mężczyźni, lecz kobiety wznoszą domostwa, a ich architektura jest zależna od plemienia, do którego należą.

Spędziliśmy kilka dni na spotkaniu wakacyjnym misjonarzy oraz na IV Krajowym Kongresie Misyjnym w warszawie. Wtedy znowu poczuliśmy, jak nasza misyjna rodzina powiększa się z każdym dniem, z każdym nowo poznanym misjonarzem. Ze zdziwieniem dowiedzieliśmy się o tym, że nas znają, chociaż pracują na drugim końcu świata, my również o wielu z nich słyszeliśmy, czytaliśmy, a teraz mogliśmy wymieniać się doświadczeniami i radością, bo takie właśnie były te chwile. Spotkała nas wszystkich przemiła niespodzianka. Do misjonarzy przyjechał prezydent-elekt. Osobiście mogliśmy się przekonać o wielkiej kulturze osobistej i kulturze słowa tego człowieka. Został w sposób naturalny włączony do naszej rodziny misyjnej: jest bez wątpienia misjonarzem, który nie wstydzi się swojej wiary i pobożności. właśnie wtedy poczuliśmy wszyscy, rozrzuceni po całym misyjnym świecie, jedność, polskość, patriotyzm, które wołały z naszych serc: Boże błogosław Polskę, błogosław naszego Prezydenta. dziękujemy Bogu, za ks.  Franciszka Jabłońskiego, który zorganizował animacje misyjne, za wszystkie te spotkania oraz za ludzi, których postawił na naszej drodze.

Tanzania: radość Ewangelii źródłem misyjnego zapału
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze