Bóg Ojciec wybrał nas, zanim powstał świat. Co to tak naprawdę oznacza?

Niezależnie od tego, co się wydarzyło od naszego poczęcia, poczęliśmy się już wybrani, chciani, powołani, umiłowani przez odwiecznego Ojca. Jego wybór jest odwieczny i suwerenny, niezależny od tego, co uczynił z tym wyborem nasz grzech. Więcej o tym pisze w swojej najnowszej książce ks. Krzysztof Wons SDS.

Ojciec w Synu swoim wybrał nas (ekseleksato hemas) przed położeniem fundamentu (katabole), przed zapłodnieniem ludzkości, zanim jeszcze stworzył świat i uczynił go płodnym. Wezwał nas „świętym powołaniem (…) stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami” (2 Tm 1, 9).

„On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach objawił się ze względu na was” (1 P 1, 20). To oznacza, że zostaliśmy powołani i wybrani przez Ojca w Synu, zanim Syn pojawił się na ziemi. Pojawienie się Jezusa w naszej historii jest objawieniem naszego wybrania przed wiekami. Pojawił się, aby nam objawić, że jesteśmy wybrani przed założeniem świata! Ten wybór nie zależy od kogokolwiek czy czegokolwiek, co jest na ziemi. Na nasze wybranie i umiłowanie przez Ojca przed założeniem świata nie miało żadnego wpływu nic, co ziemskie i ludzkie. Niezależnie od tego, co się wydarzyło od naszego poczęcia, poczęliśmy się już wybrani, chciani, powołani, umiłowani przez odwiecznego Ojca. Jego wybór jest odwieczny i suwerenny, niezależny od tego, co uczynił z tym wyborem nasz grzech.

Jesteśmy wybrani przez Ojca od zawsze i na zawsze. Dlaczego nas wybrał? Jaki był Jego pierwotny zamysł, jakie odwieczne pragnienie? Jaki sens, cel? Po co nas wybrał? Paweł daje odpowiedź: abyśmy byli święci i bez skazy (hagius kai àmomus) przed Jego obliczem (katenopion), „przed oczyma Jego miłości” – przetłumaczył Jakub Wujek. Z góry przeznaczeni (proorizas), ustaleni od wieczności.

Ojciec w swoim Synu wybrał nas (ekseleksato hemas) dla siebie. Tłumacząc co do litery, oznacza to, że wybrał jednego spośród wielu, wybrał tego, którego uznał za godnego Jego łaski, i oddzielił od reszty ludzkości, aby był Jego szczególną własnością, aby towarzyszyło mu stale Jego łaskawe spojrzenie, Jego opieka. Jak rozumieć dosłowne znaczenie słowa eklegomai, którego Paweł użył w Liście do Efezjan? Może odnosi się do jakiejś wybranej grupy ludzi, wybranych przez Ojca w Chrystusie, a więc do chrześcijan, których oddzielił jako drogich sobie od bezbożnego tłumu. Jeśli tak jest, to czy nie rodzi się w nas pytanie o Boga Ojca, który jednych sobie wybiera, a innych nie? Czy można twierdzić, że jedni mają Ojca w niebie, a inni nie? Czy dla jednych jest Ojcem, a dla innych nie? Przecież czytamy w Biblii, że „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby” (Dz 10, 34). Nie kieruje się ludzkimi kryteriami. Jest Panem wszystkich (por. Dz 10, 36).

Musimy koniecznie wrócić do początku naszego zaistnienia. Jaki był nasz początek? Od kiedy się zaczął w Bogu? Czy w ogóle możemy mówić o początku, skoro Bóg Ojciec jest odwieczny i odwieczny jest Jego ojcowski zamiar? Bóg zwierza się nam, odsłaniając tajemnicę naszego początku: „Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31, 3).

My nie jesteśmy odwieczni. Odwieczny jest nasz Ojciec. Nasz początek jest sekretem Ojca. Nasz początek wymyka się zupełnie naszej percepcji. Owszem, Biblia mówi o początku stworzenia: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). W jednym z midraszy żydowskich czytamy, że „na początku” oznacza „na początku czasu”, gdyż czas nie istniał przed tym wydarzeniem.

To, co jest wcześniej przed wydarzeniem stworzenia, nie należy do sfery czasu. Raszi powie, że „Dzieło Stworzenia jest głęboką tajemnicą, której nie można zrozumieć ze zwykłego znaczenia wersetów”.

Kiedy więc czytamy „na początku” (bereszit), myślimy o czymś tajemniczym. Musimy pozostawić na boku myślenie kategoriami czasu. Autor natchniony pisze o czymś, co przekracza czas. Słowo bereszit odwołuje się do tajemniczej, wewnętrznej przestrzeni istnienia, która jest w Bogu Ojcu. Kiedy więc autor tekstu pisze „na początku”, chce powiedzieć: „w głębi”, która jest w Bogu Ojcu, „u samego korzenia”, u źródła istnienia.

Od pierwszej stronicy Biblii spotykamy Boga, który daje życie i błogosławi życiu. Jest miłośnikiem życia. Cieszy się życiem. Radość Jego sięga „apogeum”, gdy stwarza człowieka. Bóg błogosławi życiu – oznacza to także, że On jest źródłem życia. Hebrajski zwrot „błogosławić” (brk) odnosi się do płodności rozumianej właśnie jako Boże błogosławieństwo.

A więc Bóg błogosławi – to znaczy daje życie! Czasownik bara – „stwarzać” – odnosi się w Biblii wyłącznie do Boga. Nigdy nie jest używany do tworzenia czegoś przez ludzi. Skrywa się w nim tajemnica aktu miłosiernej dobroci Boga. Rdzeń bara oznacza „stworzyć pustą przestrzeń”, „stanąć na zewnątrz” (stąd łacińskie existere). Mistyka żydowska rozumie tajemnicze działanie Boga w następujący sposób: aby powołać nas do istnienia, Bóg niejako się „skurczył” – wielkodusznie wycofał i przygotował w sobie miejsce dla stworzenia, które inaczej nie mogłoby istnieć. Przygotował miejsce, aby Jego światło i siła życia mogły być przekazane stworzeniom. „Gdzie, jeśli nie w łonie Boga – który pomniejszył się, aby przyjąć świat, jak matka przyjmuje nowe życie w swoim łonie – mógłby zamieszkać świat”.

W „pomniejszeniu się” Boga objawia się miłość Ojca. Jest to miłość pełna szacunku i pokory wobec każdego z nas. Oto nasz rodowód. Poczęliśmy się w łonie mamy już przeniknięci miłością Boga Ojca. Przed poczęciem byliśmy już zamierzeni, umiłowani i chciani przez Ojca.

W łonie mamy „pojawiliśmy się” odwiecznie kochani i oczekiwani. A to znaczy, że każdy z nas może powiedzieć o sobie: zostałem umiłowany, zanim pokochali mnie lub zranili mój ojciec, matka, brat, siostra, Kościół.

Jestem umiłowany i tego nikt i nic nie może zmienić, ponieważ należę do Boga, który miłuje mnie miłością wieczną. Jezus przyszedł nam powiedzieć to, co Ojciec od wieków usiłował przekazać w Starym Przymierzu o naszym tajemniczym początku. Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał przez proroków (por. Hbr 1, 1): „Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31, 3); „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1, 5); „Oto wyryłem cię na obu dłoniach” (Iz 49, 16).

Pomyślmy o tym, że istnieliśmy w Ojcu już przed założeniem świata. Zanim ukształtował nas w łonie naszej mamy, istnieliśmy w Nim z całym potencjalnym bogactwem naszej osoby, z bogactwem psychicznej i duchowej niepowtarzalności.

Możemy powiedzieć, że całą wieczność należymy do Ojca. Każdy z nas jest sekretem Ojca. Wybrał nas w swoim sercu. Jego jedynym pragnieniem jest, aby każdy z nas odkrył, że jest miłowany przez Ojca, i abyśmy mogli przyjąć Jego miłość i odpowiedzieć na nią. Każdy z nas tę miłość przeżywa jako wyjątkową, jedyną, zwróconą osobiście do niego samego, bo miłość jest osobista i przekazywana Twarzą w twarz, tak jak Twarzą w Twarz Ojciec przekazuje miłość Synowi, który jest w Jego łonie. W Nim wybrał nas do relacji miłości z Nim samym.

Artykuł na podstawie fragmentu książki „Pokaż nam Ojca. Ojciec Jezusa i mój”, ks. Krzysztofa Wonsa SDS, wyd. Salwator.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze