ksiądz książka

Fot. cathopic

„Bóg sam nie wystarczy”. O depresji wśród księży [KOMENTARZ]

Duchowni mają prawo do przeżywania trudności. Mają prawo także do tego, aby głośno o tym mówić. Robią to coraz częściej. I wszystkim wychodzi to na dobre.

Sakrament święceń nie czyni z nikogo nadczłowieka. Nie uodparnia na choroby. Nie odsuwa trudności. Także tych dotyczących wiary. Monika Białkowska w książce „Bóg sam nie wystarczy” (Wydawnictwo PROMIC) porusza temat, który dla wielu może być gorszący. Ale nie powinien. Bo depresja, dokuczliwa samotność dopada także księży. Czynienie z tego tematu tabu prowadzi do tego, że duchowni obawiają się szukania pomocy. A przecież mają do niej takie samo prawo, jak każdy z nas.

Umieć przyjąć łaskę

Kiedy duchowny mówi o swoich problemach z samotnością czy z celibatem, nader często słyszy odpowiedź, że taki jest jego krzyż i musi go z dumą dźwigać. Fakt jest taki, że krzyż i cierpienie jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia i nigdy się go nie pozbędziemy. Bylibyśmy naiwni, gdybyśmy sądzili, że życie może być tylko przyjemne. Ale prawda jest też taka, że kiedy czujemy się przygnieceni życiowym ciężarem, powinniśmy szukać pomocy. Nie każdy problem da się rozwiązać samą modlitwą. Potrzebne jest jeszcze działanie.

>>> Księża porzuceni [REPORTAŻ]

„Nie ignoruję łaski. Przeciwnie: zadaję te pytania w trosce o życie duchowe i w trosce o człowieka, który nie umie już łaski przyjąć, bo tak wiele wcześniej przyjął ciosów” – pisze Monika Białkowska.

Książka „Bóg sam wystarcza” robi znakomitą robotę, bo z jednej strony daje dojść do głosu księżom, którzy przeżywają trudności. Podczas czytania na pewno niejeden ksiądz uzna, że jego sytuacja jest bardzo podobna i może się przejrzeć w stronicach niczym w lustrze. Z drugiej strony Monika Białkowska odczarowuje nieprawdziwy obraz księdza, który zawsze wszystko potrafi, zawsze jest do dyspozycji i nic go to nie kosztuje. A kosztuje emocjonalnie sporo. Czasem za dużo. I aby tworzyć zdrowe relacje w Kościele – powinniśmy o tym rozmawiać.

ksiądz
fot. Pixabay

Jak duchowni postrzegają świeckich

Podczas lektury książki rzuca się w oczy coś jeszcze – zupełnie mylne patrzenie duchownych na sposób życia świeckich. Przy niektórych fragmentach przecierałem oczy ze zdumienia. Jeden z księży w swoim świadectwie twierdzi, że „kiedy choruje ktoś świecki, to po pracy wraca do domu. Tam może się odciąć od świata zewnętrznego, który jest krzywdzący, nieznany, groźny, w którym trzeba podejmować decyzje i być sprawczym”. Tymczasem każdy, kto ma rodzinę i dzieci wie, że pierwszym odruchem, kiedy kogoś dopada choroba, jest szukanie rozwiązań logistycznych. Życie rodzinne musi się toczyć niezależnie od naszego samopoczucia. Dzieci trzeba odwieźć do przedszkola czy szkoły, zakupy trzeba zrobić, zobowiązania wypełnić. A dni choroby często pokrywa się urlopem wypoczynkowym, żeby nie odczuć choroby jeszcze bardziej po kieszeni. Nieco szokujące jest przekonanie, że osoba świecka może bardziej pozwolić sobie na chorowanie. Nie może, tym bardziej, że zależą od niej losy nie tylko jej samej, ale całej rodziny. Losy finansowe i organizacyjne.

Wizja księży, powielana w kilku miejscach książki, że świecki po pracy ma czas na relaks, odpoczynek i pasje jest – delikatnie mówiąc – mało realistyczna. Najczęściej przecież wolne chwile poświęca na dodatkową pracę lub czas dla innych.

„W świeckich zawodach pomocowych człowiek też bywa przeciążony, ale tam przychodzi jednak moment wyjścia z roli, powrotu do domu, odcięcia się” – czytamy.

Trudno mi zrozumieć, dlaczego porównuje się tu drogę powołania do pracy. Jeśli już, to powinniśmy rolę księdza porównywać do roli męża, matki, ojca, żony. Z niej także nie ma wyjścia. Od problemów z nimi związanych również nie ma „ucieczki”. To składa się niestety na obraz tego, że wielu księży nie ma problemów z depresją tylko z dojrzałością. I z tym, z jakim obciążeniem w codzienności się ona wiąże. To oczywiście nie przekreśla kwestii niesienia pomocy. Wręcz przeciwnie. Wskazuje to na sfery, w których ważne jest lepsze rozumienie we wspólnocie Kościoła jako takiej. Bo tych nieporozumień na linii duchowni-świeccy jest z pewnością znacznie więcej.

>>> Skompromitowany i piękny [REPORTAŻ]

Niezależnie od tego, jakie powołanie w życiu wybierzemy, napotkamy na trudności. Nie byłoby dobrze, gdybyśmy sprowadzili to do poziomu licytowania się, kto ma gorzej. Zamiast tego lepiej byłoby wspólnie zastanowić się nad tym, gdzie są przestrzenie do naprawy. Monika Białkowska i jej rozmówcy bardzo celnie diagnozują niektóre bolączki. Wierzę i mam nadzieję, że ta książka będzie pretekstem do rozmowy w niejednej kurii, na niejednej plebanii i w niejednym domu. Rozmowy trudnej, ale prowadzącej do czegoś dobrego.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze