fot. PAP/EPA/CLEMENS BILAN

Bp Witalij Krywycki: jesteśmy wdzięczni Polakom

O sytuacji humanitarnej w Ukrainie, nastrojach społecznych i pomocy niesionej przez Polaków opowiada bp Witalij Krywycki, ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej. Podczas wizyty w Rzymie hierarcha w rozmowie z polską sekcją Vatican News podkreślił szczególne znaczenie wsparcia polskich rodzin i Caritas Polska.

Bp Krywycki pochodzi z polskiej rodziny: jego ojciec wywodzi się z Krzywickich, a matka z Kamińskich. Papież Franciszek mianował go biskupem kijowsko-żytomierskim 30 kwietnia 2017 r.

Pytany o sytuację w Kijowie, gdzie rezyduje, mówi, że jest bardzo niebezpiecznie, ponieważ rosyjskich nalotów i bombardowań jest coraz więcej.

„Nasza obrona przeciwlotnicza nie daje sobie z tym rady. Ostatnio Rosjanie zaatakowali nas w Kijowie 20 rakietami balistycznymi i żadnej nie udało się strącić – mówi hierarcha. – Dzisiaj mogą więc uderzyć w nasze punkty strategiczne i sparaliżować energetykę czy wodociągi”.

Wyjaśnia, że oznacza to przerwy w dostawach prądu, brak wody i niedziałającą kanalizację. W rezultacie czteromilionowe miasto może stać się miejscem nienadającym się do życia.

„Oczywiście przede wszystkim całą nadzieję pokładamy w Bogu, ale też usiłujemy robić wszystko, żeby wytrwać. To dla nas czas wielkiej próby. Zeszłej zimy było ciężko, ale jakoś przetrzymaliśmy”.

Przyzwyczajenie do alarmów

Pytany, czy w takich warunkach można w ogóle w miarę normalnie żyć, wskazuje, że człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego.

„Na przykład do ciągłych alarmów i schodzenia do schronów ludzie się przyzwyczaili” – mówi, wyjaśniając, że Rosjanie nieustannie atakują, więc alarmy praktycznie się nie kończą.

„Ludzie żartują, że przerwa między alarmami jest tak krótka jak reklamy w telewizji. Można zaparzyć herbatę. Ale oczywiście jest ciężko. Ludzie są zmęczeni. Chyba ciężej przetrwać to ludziom niewierzącym. Nie mają takiego oparcia w Bogu jak wierzący” – ocenia.

Jak Ukraina przetrwała ostatnią zimę

„Była wyjątkowa. Temperatury około minus 30 stopni. Domy pozbawione ogrzewania, światła, wody i kanalizacji. Mróz na ulicy i mróz w domu. Nie ma się gdzie ogrzać, nie można zaparzyć gorącej herbaty – opowiada biskup. – Wtedy przy budynkach z niezależnym zasilaniem powstały tak zwane punkty niezłomności, najczęściej przy schronach i w samych schronach. Można się było ogrzać, podładować telefon i pobyć z innymi ludźmi”.

Takie miejsca powstawały również przy kościołach.

„Nazywaliśmy je punktami światła i nadziei. Ludzie mogli zrobić tam pranie, przespać się albo coś sobie ugotować. Widzieliśmy, jak pomagają sobie nawzajem. Uruchomiliśmy kuchnie społeczne w Kijowie i Żytomierzu, które stały się miejscami spotkań i wymiany praktycznych informacji”.

Potrzebują wysłuchania

Pytany o nastroje społeczne i wolę walki z agresorem, bp Krywycki przyznaje, że sytuacja jest zróżnicowana.

„Są ludzie, którzy codziennie znajdują nowe siły do walki, ale są i tacy, którzy się łamią, także żołnierze i weterani. Tutaj bardzo ważna jest nasza pomoc psychologiczna i duchowa”.

Żartuje, że księża mają tendencję do udzielania dobrych rad, dlatego przypomina im: „To są doświadczeni, dorośli ludzie. Oni naprawdę nie potrzebują rad. Potrzebują wysłuchania. Często potrzebują też miłości”.

Wskazuje, że każdy przeżywa wojnę na swój sposób: „Nagle silni stają się słabi, puszczają emocje i człowiek płacze. Nie widzi wyjścia”.

Bp Witalij Krywicki, fot. Wikimedia commons/Aeaktan

Wiara wystawiona na próbę

Proszony o ocenę, czy wojna sprawia, że ludzie bardziej zwracają się ku Bogu i Kościołowi, bp Krywycki przestrzega przed uproszczeniami.

„Czasem słyszymy, że na froncie nie ma ludzi niewierzących. To nieprawda. Są ludzie, którzy w czasie wojny stracili wiarę. Po tym, co przeszli, zadają pytanie: 'A może Boga nie ma?’. Są też inni, którzy właśnie w czasie wojny się nawrócili”.

Podaje przykład par, które przez lata żyły bez ślubu, a teraz licznie decydują się na zawarcie sakramentu małżeństwa.

„Przychodzą z dziećmi. W ten sposób całe rodziny przechodzą na stronę łaski uświęcającej, na stronę Boga”.

Przywołuje również świadectwo kobiety, która powiedziała mu, że nigdy nie modliła się tak jak wtedy, gdy szła przez pole minowe, ponieważ była to jedyna droga ratunku.

„Nic się jej nie stało. Wiele takich rzeczy widzimy w czasie wojny” – mówi hierarcha.

Pomoc, która daje nadzieję

Mówiąc o pomocy Kościoła, bp Krywycki podkreśla, że daje ona ludziom nadzieję i podtrzymuje ich na duchu. Wyraża wdzięczność za wsparcie, z którym jego diecezji pospieszyły archidiecezja katowicka i diecezja sosnowiecka. Skorzystały z niego między innymi dzieci zmuszone do nauki zdalnej, które otrzymały tablety.

Podkreśla również nieocenioną rolę Caritas Polska, szczególnie programu „Rodzina Rodzinie”, który objął liczne grono potrzebujących.

„Wiedzieliśmy, że ta pomoc przychodzi nie od wielkich organizacji, nie od państwa, ale od konkretnych polskich rodzin. A więc konkretni ludzie pomagają konkretnym ludziom” – zaznacza hierarcha.

Wdzięczność Polakom

„Za każdym razem, kiedy rozdajemy tę pomoc, prosimy: 'Na swój sposób, tak jak umiecie, podziękujcie Bogu za tych ludzi. Dziękujcie za tych dobrodziejów. Może oni mają teraz jakieś trudności? Modlitwą możecie się odwdzięczyć’. I oni się modlą. To jest naprawdę przykład ewangelizacyjny dla Kościoła” – ocenia bp Krywycki.

Dodaje, że wdzięczność wobec polskiego Kościoła i narodu za otwarte serca i domy była i pozostaje głęboko zakorzeniona w Ukraińcach – niezależnie od tego, o czym dzisiaj mówią politycy i media w obu krajach.

Podkreśla, że w czasie politycznych sporów zadaniem Kościoła jest budowanie we wspólnotach żywych relacji chrześcijańskich.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze