fot. PAP/Waldemar Deska

Celem pielgrzymki nie jest sanktuarium, tylko drugi człowiek

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Lato w pełni. Wakacje. Zasłużony odpoczynek. Dzieci nie chodzą do szkoły, dorośli biorą urlop i wypoczywają gdzieś w zagranicznych kurortach, nad polskim morzem, w górach albo w domowym zaciszu. Niektórzy jednak udają się na pieszą pielgrzymkę. W Polsce rokrocznie około 500 tys. osób pielgrzymuje pieszo do różnych sanktuariów.

Najczęściej i najchętniej Polacy wybierają się do sanktuariów maryjnych, w tym przede wszystkim na Jasną Górę. Zapisy trwają już od kilku tygodni. Wierni organizują się w grupy i za pomocą mediów społecznościowych dzielą się intencjami, które są dla nich najważniejsze. Czasem przyjmują je od innych i zanoszą przed jasnogórski obraz. – Mam oczywiście różne intencje z sercu, ale idę na pielgrzymkę przede wszystkim po to, żeby być blisko Boga i ludzi. Myślę, że jedno z drugim jest bardzo mocno związane – mówi Agnieszka, która od trzech lat pielgrzymuje pieszo do Częstochowy. – Oprócz tego, że poznaję ludzi, lepiej poznaję też samą siebie, bo mam czas, żeby nad wieloma sprawami się zastanowić. To, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, bardzo ważne – dodaje.

No właśnie. Pielgrzymka to coś więcej niż sama droga. – Pamiętaj, że pielgrzymowanie nie jest przechodzeniem z miasta do miasta czy z wioski do wioski, ale od osoby do Osoby. Jest drogą z Twojego „ja” do wspólnoty z Trójjedynym Bogiem – przypominają dominikanie na stronie organizowanej przez nich pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. – Najważniejszymi punktami odniesienia na drodze pielgrzymowania nie są takie czy inne postoje lub miejsca, ale właśnie osoby – inni ludzie. Bez nich i bez miłości bliźniego nie osiągniesz celu pielgrzymki, nawet jeśli dotrzesz do miejsca, gdzie kończy się marsz – czytamy.

I tu dochodzimy do sedna. Bo choć podróż odbywa się zawsze w jakiejś przestrzeni, zawsze do jakiegoś miejsca, to jednak jej realnym celem nie jest mniej lub bardziej religijny punkt na mapie, ale zawsze jest nim wspólnota z Bogiem, a przez to także z drugim człowiekiem. Fenomen pielgrzymek to efekt pogłębiającej się potrzeby poczucia wspólnoty. Jest ona tym bardziej niezaspokojona, im bardziej na co dzień skupiamy się na swoich sprawach i na budowaniu wyłącznie swojego szczęścia. W drodze się to zmienia. Rodzi się solidarność i odpowiedzialność jeden za drugiego.

Nie byłem nigdy wielkim fanem wspólnego maszerowania do Częstochowy lub do innego sanktuarium. Ale to, co widzę w oczach pielgrzymujących, zawsze mnie urzeka. Pomimo zmęczenia na ich twarzach widoczna jest radość. I co ciekawe, pielgrzymi nie idą jak przechodnie w polskich miastach, wpatrzeni w smartfony lub z słuchawkami na uszach. Oni idą razem. Razem w pełnym i najgłębszym znaczeniu tego słowa.  

 

 

Celem pielgrzymki nie jest sanktuarium, tylko drugi człowiek
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze