fot. arch. Patryka Bożemskiego/Karolina Binek/misyjne.pl

Ceremoniarz na TikToku: do Pierwszej Komunii najbardziej przygotowywała mnie babcia [ROZMOWA]

„To moja babcia nauczyła mnie modlitw, zabierała do kościoła i pilnowała wszystkich przygotowań” – wspomina Patryk Bożemski (Ceremoniarz na TikToku), wracając pamięcią do czasu Pierwszej Komunii Świętej. Choć od tamtych wydarzeń minęły lata, wciąż pamięta wieczory spędzone nad modlitwami, uśmiechy ludzi w kościele i poczucie, że uczestniczy w czymś naprawdę wyjątkowym.

Karolina Binek (misyjne.pl): Jak wyglądało Twoje dzieciństwo pod względem wiary?

Patryk Bożemski: – Wiara była obecna w moim domu od najmłodszych lat. Bardzo dużo rozmawiało się o Eucharystii, szczególnie w kontekście niedzielnej mszy świętej i jej znaczenia. Największą rolę odgrywała moja babcia. To ona była takim duchowym przewodnikiem dla mnie, mojego brata i kuzynki. Zabierała nas do kościoła, tłumaczyła różne kwestie związane z wiarą, uczyła modlitw i przygotowywała do sakramentów. Dzięki niej zostałem ministrantem, a wcześniej należałem też do scholi kościelnej.

Już jako dziecko interesowałeś się sprawami wiary?

– Tak, choć oczywiście byłem jeszcze bardzo mały. Pamiętam jednak, że tematy związane z wiarą mnie ciekawiły. Nie wszystko rozumiałem, bo druga klasa podstawówki to jednak nadal wiek dziecięcy, ale miałem dużą chęć poznawania tych rzeczy. Dlatego przygotowania do Komunii były dla mnie czymś interesującym, a nie przykrym obowiązkiem.

>>> Świeca, medalik i różaniec – jaka jest ich symbolika podczas pierwszej Komunii świętej? 

Jak zatem wyglądały Twoje przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej?

– Były bardzo intensywne. Przygotowywała nas siostra zakonna, która miała ogromną wiedzę i cierpliwość. Odpowiadała na każde pytanie, które zadawaliśmy. Z jednej strony dużo tłumaczyła, a z drugiej wymagała od nas konkretnego przygotowania. Musieliśmy nauczyć się modlitw, znać podstawowe prawdy wiary i być gotowi do różnych sprawdzianów.

Pamiętasz, jak reagowałeś na te wymagania? Dzieci przecież czasem się buntują albo narzekają na zbyt wiele nauki.

– Bardzo pozytywnie. Pamiętam, że wieczorami z ekscytacją powtarzałem modlitwy, żeby następnego dnia móc je bez problemu powiedzieć i zdobyć kolejne zaliczenie w książeczce. Dzisiaj patrzę na to z uśmiechem, bo wydaje się to trochę dziecięce, ale wtedy naprawdę sprawiało mi satysfakcję.

A jaka była rola Twojej babci w tym czasie?

– Ogromna. Ona właściwie czuwała nad całym moim przygotowaniem. Pilnowała terminów, przypominała o obowiązkach, sprawdzała, czy wszystko umiem. Wieczorami siadała ze mną i powtarzała materiał tak długo, aż byłem pewny, że wszystko pamiętam. Dzięki niej niczego nie zaniedbałem. Na szczęście nauka przychodziła mi całkiem łatwo. Myślę, że dlatego, że byłem zainteresowany tym tematem. Oczywiście nie wszystko rozumiałem od razu, ale z każdą lekcją i każdym spotkaniem coś stawało się bardziej jasne.

Jak wyglądał okres tuż przed samą uroczystością?

– Było bardzo dużo prób. Ćwiczyliśmy przebieg całej liturgii, sposób podchodzenia do Komunii, zachowanie podczas mszy. Wszystko miało być dobrze przygotowane, dlatego tych prób było naprawdę sporo.

fot. PAP/Mateusz Marek

Co najbardziej pamiętasz z samego dnia Komunii?

– Pamiętam wiele szczegółów. Pamiętam kazanie księdza proboszcza, wyjście z ławki, podejście do ołtarza i powrót na miejsce. Pamiętam też reakcje ludzi. W kościele było bardzo dużo osób. Wiele z nich uśmiechało się do nas, patrzyło z życzliwością i radością. Jako dzieci nie do końca rozumieliśmy, dlaczego wszyscy są tak wzruszeni i szczęśliwi, ale czuło się, że dzieje się coś bardzo ważnego.

A sam moment przyjęcia Komunii?

– To ciekawe, ale właśnie tego momentu nie pamiętam dokładnie. Pamiętam wszystko wokół, ale nie potrafię powiedzieć, co wtedy czułem. Myślę, że było to dla mnie tak ważne i podniosłe wydarzenie, że trochę wyłączyłem się z otoczenia. Zresztą do dziś mam podobnie podczas ważnych wydarzeń religijnych – często zamykam oczy i bardzo mocno przeżywam to wewnętrznie.

>>> Ks. prof. Piotr Tomasik: przygotowanie do pierwszej Komunii św. powinno być przygotowaniem całej rodziny

W tym dniu zdarzyło się coś zabawnego, co z pewnością zapamiętasz do końca życia?

– Tak, kilka rzeczy. Bardzo dobrze pamiętam kamerzystę, który chodził po kościele z ogromną kamerą i bardzo mocną lampą. Dla nas było to coś niezwykłego. Musieliśmy zachowywać się naturalnie, nie patrzeć w kamerę, ale większość dzieci i tak odruchowo się odwracała, żeby zobaczyć, kto nas nagrywa.

A jaka jest Twoja najzabawniejsza pamiątka z tego dnia?

– Zdjęcie zrobione przez mojego wujka. W pewnym momencie niespodziewanie wychylił się zza kolumny bardzo blisko mnie i krzyknął: „Patryk, uśmiechnij się!”. Odwróciłem się kompletnie zaskoczony, a on dokładnie wtedy zrobił zdjęcie. Ponieważ były to jeszcze czasy aparatów na kliszę, nie można było zrobić dziesięciu kolejnych ujęć. Zostało jedno, bardzo zabawne zdjęcie, które mam do dziś.

fot. arch. Patryka Bożemskiego

Jak oceniasz tamto przygotowanie z perspektywy dorosłego człowieka?

– Myślę, że było bardzo wartościowe. Oczywiście dziś zwróciłbym większą uwagę na głębsze zrozumienie znaczenia modlitw i Eucharystii, ale wtedy było to dostosowane do wieku dzieci. To był proces, który naprawdę otwierał nas na ten sakrament.

Uważasz, że dzisiejsze dzieci przeżywają to podobnie? Jakie masz zdanie na ten temat?

– Świat bardzo się zmienił. Kiedy ja się przygotowywałem, same przygotowania były czymś wyjątkowym, bo wyrywały nas z codziennej rutyny. Dzisiaj dzieci mają mnóstwo atrakcji, telefonów, internetu i różnych bodźców. Paradoksalnie to właśnie przygotowania do Komunii mogą być dziś chwilą wyciszenia i zatrzymania się.

Co powiedziałbyś dziecku przygotowującemu się obecnie do Pierwszej Komunii?

– Powiedziałbym, żeby zaangażowało się całym sercem. Żeby nie traktowało tego jako obowiązku ani czegoś, co trzeba po prostu odbębnić. Warto zaufać osobom, które przygotowują do tego sakramentu: katechetom, siostrom zakonnym, księżom. Warto wejść w ten proces w stu procentach, nie patrzeć ciągle na zegarek i nie myśleć tylko o końcu spotkania. Najważniejsze jest przygotowanie serca. Oczywiście ważne są piękne stroje, uroczystość, oprawa i wszystkie zewnętrzne elementy. One pokazują, że dzieje się coś wyjątkowego. Jednak najważniejsze jest to, co dzieje się wewnątrz człowieka. To właśnie serce trzeba przygotować na spotkanie z Panem Jezusem.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze