Fot. sbs.com.au

Chrześcijaństwo w Syrii ma szansę przetrwać  

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Na zachodzie Syrii, w pobliżu miasta Homs i granicy libańskiej, znajduje się Dolina Chrześcijan, po arabsku Wadi al-Nasara. Kilkadziesiąt wiosek zamieszkiwali głównie wyznawcy Kościoła grecko-prawosławnego, podczas wojny domowej znalazło tam schronienie wielu mieszkańców Homs. Takie miejsca to szansa na przetrwanie chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.  

Wojna domowa w Syrii rozpoczęła się w 2011 r. Od tego czasu życie straciły tysiące osób, a miliony zostały zmuszone do emigracji. Ci, którzy zostali, musieli opuścić swoje domy i szukać bezpieczniejszych miejsc w kraju ogarniętym wojną. Dolina Chrześcijan stała się schronieniem wielu mieszkańców pobliskiego Homs, którzy uciekali przed bombardowaniami. Życie w Dolinie nie było łatwe, wielokrotnie odcinane były prąd i woda, jednak było bezpieczniej. Kolejny raz potrzebującym przyszły z pomocą organizacje chrześcijańskie. To głównie dzięki nim do Syrii trafiła tak niezbędna pomoc.  

Uciekinierzy z Homs znaleźli schronienie 

Jedną z rodzin, które znalazły schronienie w Dolinie Chrześcijan, była chrześcijańska rodzina Marwana Mussy. Uciekli z Homs w obawie przed bombardowaniami i ostrzałem, widzieli śmierć sąsiadów i chcieli ocalić życie. W jednej z wiosek udało im się znaleźć małe mieszkanie. Mussa pracował przed wojną jako murarz, ale w Wadi al-Nasara pracuje jako pomocnik piekarza. Pensja nie wystarcza jednak do utrzymania całej rodziny. Z pomocą przychodzą chrześcijańskie organizacje charytatywne. Ponad 350 rodzin w Dolinie Chrześcijan otrzymuje pomoc z organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Centrum Pomocy Świętego Piotra w Melkite oraz katolickiej parafii pw. Świętego Piotra w Marmaricie. Mussa zawdzięcza katolickim organizacjom dużo więcej (sam mówi, że zawdzięcza im życie): kilka lat temu przeszedł rozległy zawał, a jego żona jest chora na nowotwór. Oboje są pod opieką medyczną i dostają leki dzięki pomocy organizacji katolickich. Nahila Murad, żona Mussy choruje na raka jelita grubego. Lekarze nie dawali jej zbyt dużo czasu, ona jednak cały czas walczy dzięki – jak sama mówi – ogromnej wierze, ale również pomocy finansowej. Rodzina Mussy doświadczyła wielu cierpień. Przez dwa lata nie mieli żadnych wiadomości o swoim synu, obawiali się, że zginął na froncie, ten jednak powrócił do domu. Rodzice uważają to za cud.  

Musimy pomóc przetrwać chrześcijaństwu na Bliskim Wschodzie 

Historia Mussy i jego rodziny pochodzi z raportu katolickiej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Bez pomocy tego papieskiego stowarzyszenia chrześcijanie w wielu miejscach świata (w tym na Bliskim Wschodzie), zostaliby pozostawieni sami sobie. Ważna jest tutaj nie tylko pomoc finansowa, ale również przypominanie światu, że wokół nas dzieje się zło i musimy pomóc poszkodowanym. Wojna w Syrii się już medialnie „znudziła”. Niby wszyscy wiedzą, że trwa, ale w mediach pojawiają się ewentualnie wzmianki o kolejnych rozmowach rosyjsko-turecko-irańskich.  

Pomoc poszkodowanym w tak okropnym konflikcie, jakim jest wolna domowa w Syrii, świadczy nie tylko o naszym chrześcijaństwie, ale po prostu o naszym człowieczeństwie. Dobrze, że chrześcijanie z Syrii znaleźli schronienie w takich miejscach jak Dolina Chrześcijan, ale bez naszej pomocy sobie nie poradzą. Przecież w Syrii brakuje wszystkiego, zniszczenia są ogromne, ludzie nie mają pracy. Jeśli nie dostaną pomocy na miejscu, będą zmuszeni emigrować, tylko dokąd? Do obozów dla uchodźców w Turcji czy Libanie, gdzie nie dość, że dalej będą cierpień biedę, będą również narażeni na szykany na tle religijnym? Nie zostawiajmy ich samych, oni potrzebują naszej pomocy – materialnej i duchowej. Tym bardziej że zbliża się zima, a wtedy warunki życia są jeszcze trudniejsze.  

Chrześcijaństwo w Syrii ma szansę przetrwać  
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze