fot. pixabay
Czy mamy wpływ na to, kim jesteśmy? [FELIETON]
Różne nurty chrześcijaństwa odmiennie przedstawiały kwestię wpływu człowieka na jego postępowanie, a więc i na zbawienie. Coraz częściej – także wśród katolików – można dostrzegać niezbyt katolickie przekonania na ten temat.
Jedni twierdzili, że los każdej osoby jest ustalony od początku, inni, że o zbawieniu decydują jedynie ludzkie wysiłki. Kościół katolicki przez wieki wypracował ortodoksję, która kwestionuje oba te stanowiska. Chociaż głosi, że zbawienie człowieka dokonuje się dzięki łasce Bożej, która do tego jest niezbędna, to nie zdejmuje jednak odpowiedzialności człowieka za popełniane przez niego czyny. Ostatecznie to człowiek dokonuje decyzji, czy przyjmuje łaskę Bożą i jak postępuje w swoim życiu.
Czy genetyka determinuje nasze życie?
Podczas dyskusji na portalu X na temat tego, czy Polak może mieć inny kolor skóry, pojawił się też komentarz, że „geny determinują zdecydowaną większość zachowań”. Podchodząc do komentującego życzliwie, możemy powiedzieć ewentualnie, że bardzo niezręcznie uprościł on fakty. Ostatecznie wyszedł z tego fałsz w perspektywie genetyki i herezja w perspektywie ortodoksji katolickiej. Owszem, geny wpływają w ok. połowie na naszą osobowość (poza pojedynczymi patologiami, na które ten wpływ jest niemal całkowity), lecz cała reszta to uwarunkowania środowiskowe, przeżycia i wychowanie. Poza tym określony typ osobowości w zdecydowanej większości wypadków nie determinuje podejmowanych przez nas decyzji i wyborów moralnych. Pozostajemy ludźmi wolnymi i bierzemy odpowiedzialność za to, co robimy – tak przynajmniej naucza Kościół katolicki.

W stwierdzeniu, że „geny determinują zdecydowaną większość zachowań” możemy doszukać się odbicia teologii niektórych nurtów protestanckich, które nauczają o predestynacji – los człowiek jest z góry ustalony. Skoro większość, ba – zdecydowana większość, zachowań wynika z genetyki, to znaczy, że nie posiadamy wolnej woli. Na nic też tradycyjne katolickie wychowanie o cnotach. W takiej wizji człowieka niemal wszystko zależy bowiem od tego, kim się rzekomo urodziliśmy. Bardzo smutna i mroczna to wizja, całkowicie pozbawiona chrześcijańskiej nadziei.
Przemoc symboliczna
Obie skrajności – nic lub prawie nic nie zależy ode mnie albo wszystko lub prawie wszystko zależy ode mnie – legitymizują przemoc symboliczną. Jest to forma narzucania interesów warstw dominujących klasom im podporządkowanym. Tak można było uważać, że pewne grupy ludzi są z natury niewolnikami lub potrzebują być zarządzanymi przez innych – z natury predestynowanymi do władzy i przywilejów. W skrajnej wersji, zakładając, że niektórzy są z góry potępieni przez Boga, można przecież uznawać ich za ludzi „niepełnych”.
Ten drugi błąd, który pomija aspekt społeczny i rodzinny danej osoby oraz tak wiele czynników i wydarzeń, na które wpływ mamy minimalny lub żaden, jest wykorzystywany obecnie przez niektórych uprzywilejowanych, przede wszystkim materialne, ludzi. Uważają oni, że jak ktoś jest biedny – to zawsze jest to jego wina. To też straszna wizja, która mogłaby doprowadzić do rozpaczy niemal każdego, komu nie wychodzą pewne rzeczy, choć bardzo się stara. Mogłyby pogrążyć w ciągłym lęku i nieopanowanym perfekcjonizmie.

Kościół katolicki potrafi dostrzegać wszelkie niuanse. Natomiast w kwestii decyzji stricte moralnych – to w zdecydowanej większości człowiek posiada wybór, czy popełnić zło, czy jednak pójść ścieżką dobra.
Ostatnim symptomem „protestantyzacji” katolicyzmu jest obecne czasami wśród niektórych katolików błędne przekonanie, że serce człowieka całkowicie jest zepsute przez grzech pierworodny. Zatem bez świadomego przyjęcia łaski Bożej, która to serce przemieni, nie można dokonywać wolnych wyborów moralnych. Z tego można wyciągnąć dwa całkowicie fałszywe wnioski. Po pierwsze: tylko „przemieniony” chrześcijanin może postępować dobrze. Po drugie: nasze wysiłki nie mają praktycznie żadnego wpływu na to, jacy jesteśmy. Być może dlatego niektórzy katolicy są dużo gorsi w swoim zachowaniu od osób niewierzących.
Chyba łatwo wywnioskować, jak błędne są to przekonania. Nie można czekać na magiczną przemianę serca. Bóg zaprasza nas do współpracy – tego naucza Kościół.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Nie rodzimy się, lecz stajemy się chrześcijanami – bp Czaja o nowym programie duszpasterskim Kościoła w Polsce
Gdy mężczyźni piją, konsekwencje ponoszą kobiety i dzieci
Wolność zaczyna się tam, gdzie stajemy w prawdzie [FELIETON]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny