Damian Dybała OMI, fot. oblaci.pl

Damian Dybała OMI o czasie kolędy: wiara ludzi, do których zapukaliśmy, jest wielka

O duszpasterstwie, radościach i obawach – rozmowa z proboszczem najmłodszej parafii oblackiej w Polsce. Z o. Damianem Dybałą OMI rozmawia o. Paweł Gomulak OMI.

Oblacka parafia w Opolu istnieje od czterech lat. Początkowo budowaniem parafii zajmowała się inna rodzina zakonna, która jednak się wycofała. Biskup opolski zwrócił się z prośbą do misjonarzy oblatów. Wspólnotę erygowano w Niedzielę Bożego Miłosierdzia 2019 roku. Pierwszym proboszczem parafii został o. Franciszek Bok OMI, po roku zastąpił go o. Damian Dybała OMI, który duszpasterzuje w Opolu już trzeci rok. Pierwsza wspólnota oblacka mieszkała w wynajmowanym prywatnym domu. Obecnie oblaci posiadają klasztor, trwa budowa kościoła. Wspólnotę tworzy sześciu misjonarzy Niepokalanej.

Paweł Gomulak OMI: Jaka jest obecnie sytuacja parafii?

Damian Dybała OMI: – Parafia liczy już ponad 3 tysiące wiernych. W porównaniu z zeszłym rokiem widzę znaczny wzrost uczestnictwa we Mszy świętej – można powiedzieć, że jest o 50% ludzi więcej. Mamy cztery Msze w niedzielę, najwięcej wiernych jest o 10.00 i 12.00, nieraz ludzie muszą stać. W parafii jest dużo rodzin i młodych małżeństw. Myślę, że to jest bardzo dobry kierunek, bo ci ludzie utożsamiają się z Kościołem, chcą kościoła i chcą się w jakiś sposób zaangażować w ten Kościół.

fot. Justyna Nowicka

Zakończyłeś wizytę duszpasterską, tzw. kolędę. Wiemy, że w tym roku jakoś szczególnie media świeckie komentowały, czy wręcz piętnowały tę formę duszpasterstwa i spotkania z wiernymi. Bałeś się?

Bardzo się bałem, wręcz się lękałem. Ale to znowu jest dla mnie znak, że muszę się nawracać. Pozytywne zaskoczenie, że ludzie otwierali – ci, którzy chcieli. Są takie ulice, nazywam je europejskie [osiedle z europejskimi nazwami ulic- przyp. red.], kolędę przyjęło ponad 80% i to młode małżeństwa, które są pełne inicjatyw, niektórzy już się angażują, a inni – z różnych przyczyn – powiedzieli, że za jakiś czas się zaangażują. Myślę, że to jest ten strzał w dziesiątkę, że ta parafia ma jakąś konkretną przyszłość. Oczywiście nie pomijamy osób starszych, osób, które już są w podeszłym wieku, bo oni też na kolędzie często mówili: „Wybudujcie ten kościół, bo jeszcze przed śmiercią chcemy uczestniczyć we Mszy świętej”. I to nie dotyczy jednostkowych wypowiedzi, ale wiele osób starszych tak mówiło.

Głównym pytaniem na kolędzie było: „Dlaczego tak blisko budują bloki?” Myślę, że ewangelicznie trzeba odpowiedzieć: „Bo Pan Jezus ma być blisko człowieka”. Jak jestem tu prawie trzeci rok, to nigdy nie spotkałem się z żadnym takim negatywnym odniesieniem, że tu jest kościół, tu jest klasztor. Nie, wręcz przeciwnie, ludzie są jak najbardziej otwarci i jak najbardziej za kościołem.

>>> Kolęda – cienie i blaski, szansa czy przeżytek? [PODKAST]

fot. cathopic.com/Julio Insfran

Niektórzy ludzie oczekiwali tej kolędy. Wykładowcy w białych koszulach ze swoimi dziećmi. Nie traktowali księdza jak jakiegoś człowieka z Marsa, który nie wiadomo po co przychodzi, tylko czekali, że przychodzi proboszcz czy inny ojciec z błogosławieństwem. Naprawdę wiara tych ludzi, do których zapukaliśmy, jest wielka i na tym trzeba budować.

Parafia jest młoda. To praktycznie cztery lata. Wiem, że jest tutaj wiele grup parafialnych. Czy są jakieś inicjatywy, grupy, które dla Ciebie są szczególnym zaskoczeniem?

Każda grupa jest na wagę złota, każda grupa jest potrzebna, ale na pewno takie inicjatywy powstały, zobaczymy, jak nam to wyjdzie. Na przykład ma powstać tutaj wspólnota wspierająca ludzi z różnymi nałogami, chociażby AA [Anonimowi Alkoholicy – przyp. red.]. Inicjatywa świeckich, że chcą w pierwsze czwartki miesiąca prowadzić adorację Najświętszego Sakramentu z myślą o kapłanach, modlić się za kapłanów oraz o powołania kapłańskie i zakonne. Chcemy stworzyć, bo już mamy scholkę, chór – i to jest wszystko pokłosie kolędy – chcemy stworzyć taki zespół muzyczny, który będzie uwielbiał Pana Boga. I też była taka myśl kolędowa, że jest wiele osób, które chciałyby być wolontariuszami: raz na półtora miesiąca, raz na dwa miesiące, żeby tacy wolontariusze się zaopiekowali dziećmi trzy, cztery godziny w sobotę, może w niedzielę – a małżonkowie, rodzice idą sobie do teatru, do kina, na kolację przy świecy, aby przeprowadzić dialog małżeński. I to jest pokłosie tej kolędy.

fot. PAP/Magdalena Gronek

Jakie plany na najbliższą przyszłość?

Zbawienie…

To chyba dalsza perspektywa?

Kto wie, ale w każdym razie chcemy położyć dach, zakryć kościół, postawić w surowym stanie – nie wiem, czy to nam się uda. Trzeba by w totolotka grać [śmiech]. Ale i tak myślę, że nie najważniejsze są mury, ale najważniejsze jest to, żeby się budowała wspólnota – myślę, że idziemy w dobrym kierunku. Jest to zasługa oblatów, którzy tu byli i oblatów, którzy są, tutejszych ludzi oraz w ogóle całego naszego Zgromadzenia i też diecezji, bo gdyby Zgromadzenie nie chciało tej parafii, czy diecezja, gdyby nie było błogosławieństwa, to by nie było też owoców.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze