fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Dla niektórych to drugi dom. W świetlicy sióstr szarytek w Bydgoszczy [REPORTAŻ] 

Na bydgoskim Fordonie przy ulicy Piekary, w domu prowadzonym przez siostry ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, codziennie po południu rozlega się gwar – dziecięce śmiechy, odgłosy gry, rozmowy przy stole, wspólny śpiew i modlitwa. Tak wygląda zwykły dzień w świetlicy „Kącik”. 

Jeszcze przed wojną działała tu ochronka dla dzieci prowadzona przez szarytki. Dostawały one posiłek, opiekę i namiastkę bezpieczeństwa w trudnych czasach. Po wojnie komunistyczne władze odebrały zgromadzeniom zakonnym miejsce, budynek zamieniono na mieszkania. 

Świetlica wróciła dopiero po niemal pół wieku. W 1997 roku rozpoczęła działalność na nowo: – To był bardzo trudny początek. Pomieszczenia były zniszczone, brakowało wszystkiego: mebli, okien, sprzętu – wspomina siostra Barbara, która dziś prowadzi „Kącik”. – Ale ludzie pomagali – parafia, darczyńcy. Krok po kroku udało się stworzyć miejsce dla dzieci. 

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Dla wielu to jak dom 

Dziś do świetlicy „Kącik” przychodzi około piętnaścioro dzieci. Nie jest to placówka terapeutyczna, lecz środowiskowa. Dzieci przychodzą po szkole – u sióstr są zwykle po trzynastej do siedemnastej. Odrabiają lekcje, jedzą podwieczorek, bawią się, rozmawiają. Dla wielu to drugi dom: – Jak pani widzi, one tutaj czują się jak u siebie – mówi siostra Barbara, obserwując grupę dzieci siedzących przy stole. Jedni wycinają papierowe dekoracje, inni szykują gry.  

>>> Szarytki: jeśli nie ma ubogich, to trzeba pójść ich poszukać [REPORTAŻ]

Zapytałam też dzieci, dlaczego lubią tu przychodzić. Zuzia od razu odpowiada bez wątpliwości: – Bo tutaj jest fajnie. I lubię, jak gdzieś razem idziemy – rzuca dziewczynka – Najbardziej  do biblioteki – opowiada, tworząc z plasteliny słoik prezentowy na Dzień Matki. 

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Coś więcej niż własne podwórko 

Wyjścia i wycieczki są ważną częścią życia świetlicy. Dzieci ze Świetlicy były w Krakowie, Częstochowie czy Wadowicach, ale odwiedzają bydgoskie instytucje kultury, biblioteki, parki trampolin. W planach jest także spacer po Starym Fordonie z przewodnikiem: – Nie wszystkie dzieci znają nawet dobrze Bydgoszcz – opowiada siostra Barbara, przełożona domu i świetlicy. – Chcemy im pokazywać świat trochę szerzej. Żeby zobaczyły coś więcej niż własne podwórko. 

Warto zauważyć, że wiele z dzieci uczęszczających do świetlicy dorasta w trudnych warunkach – Stary Fordon to obrzeża Bydgoszczy. Środowisko przedmieścia sprzyja brakom wychowawczym, finansowym, oraz – jak podkreśla s. Barbara: brakom duchowym. 

Siostry nie ukrywają, że wiele rodzin przeżywa trudności. Często są to domy wielodzietne, z problemami materialnymi albo wychowawczymi: – Myślę, że dziewięćdziesiąt procent rodziców tych dzieci nie chodzi do kościoła – mówi siostra Barbara. – Ale dzieci przychodzą. Modlimy się krótko w naszej kaplicy, uczestniczymy w życiu parafii. Niektóre wyjeżdżają później na rekolekcje albo wakacje organizowane przez zgromadzenie. 

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Niewidzialna praca 

W świetlicy wiele rzeczy robi się wspólnie. Raz w tygodniu odbywają się „kuchenne rewolucje”. Dzieci przygotowują proste potrawy, pieką pierniki albo naleśniki: – Staramy się je angażować. Nawet podwieczorki często robimy razem – mówi siostra. – Są wspólne urodziny miesiąca, przygotowania do kiermaszów, jasełka. 

Trwają przygotowania do Dnia Rodziny, który odbędzie się za kilka tygodni, przed Bożym Ciałem: – To będzie czas dla mamy, taty i dla dzieci – wspólne świętowanie – tłumaczy siostra Barbara. 

W prowadzenie świetlicy „Kącik” oprócz sióstr szarytek angażują się także wolontariusze. Jedną z wolontariuszek jest pani Barbara, na co dzień pracująca w przedszkolu. W rozmowie zwraca uwagę na wartość spędzanego z dziećmi czasu: – Dzieci potrzebują uwagi. Czasem zwykłej rozmowy, wspólnej zabawy, obecności dorosłego – mówi, zwracając uwagę na kreatywność i różnorodność zajęć dla dzieci, z którymi  nigdy nie jest nudno. 

W świetlicy pomagają też starsi uczniowie: – Dla młodszych dzieci to zawsze wydarzenie, kiedy przychodzą nastolatkowie – opowiada siostra Barbara. – To dla nich ważne, że ktoś starszy chce poświęcić im czas. 

W codziennym biegu trudno czasem dostrzec skalę tego, co dzieje się w „Kąciku”. Dopiero gdy siostry przeglądają kroniki i zdjęcia w telefonie, okazuje się, ile wydarzeń udało się zorganizować przez rok: – Człowiek sobie wtedy myśli: „naprawdę dużo zrobiliśmy” – mówi siostra Barbara z uśmiechem. 

Galeria (7 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze