Proces beatyfikacyjny ks. Aleksandra Zienkiewicza „Wujka” PAP/Maciej Kulczyński

Dlaczego „cicha” Msza św. też jest potrzebna?

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Lubimy, cenimy Msze święte, które mają piękną oprawę liturgiczną. Gra na organach nas zachwyca, śpiew organisty wzrusza, gra scholi muzycznej zachęca do wspólnego śpiewania. Naszą uwagę zwracają też dzwony, dzwoneczki. To wszystko ma nie tylko pięknie wyglądać i brzmieć, ale ma też głębokie teologiczne uzasadnienie. 

To uzasadnienie sprowadza się do znanych wszystkim słów świętego Augustyna: „kto śpiewa, dwa razy się modli”. I trudno się z nimi nie zgodzić. Śpiew to wzmocnienie naszego wielbienia Boga. Ja jednak doceniam też Msze św., podczas których nie ma organisty, a części stałe są recytowane, nie śpiewane. Zdarzają się one przeważnie wtedy, gdy Msza św. jest krótka, wcześnie rano lub właśnie teraz, w czasie wakacyjnym, gdy w mniejszych parafiach jest jeden organista i ma urlop. 

Bo Słowo jest najważniejsze  

Dlaczego doceniam? Przede wszystkim za SŁOWO, bo to jednak Ono, przypomnijmy, jest w Eucharystii najważniejsze. To Słowo z czytań i z przeistoczenia przypominające słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy stanowi o istocie naszej wiary. Msza św. bez muzyki i bez śpiewu pozwala się na tym skupić. Doświadczyłem tego w ostatnim czasie kilka razy. Uświadomiłem sobie, że gdy nie ma muzyki, bardziej skupiam się (siłą rzeczy) na słowie, bo tylko ono brzmi w kościele, tylko ono zostaje.  

Ta Msza św. pozwala też na wyciszenie. Muzyka jest oczywiście potrzebna, szczególnie niedziele i święta. To najlepsza forma uwielbienia za dar zbawienia. Sam zachwycam się piękną grą organów w warszawskim akademickim kościele Świętej Anny. Mam wtedy i dreszcze na plecach i wrażenie, że cały kościół unosi się kilka metrów nad ziemią. W historii śpiew postrzegano jako część liturgii „kosmicznej”, jako wspólny śpiew z aniołami. Poprzedni papież Benedykt XVI opisywał liturgię jako element łączący charakterystyczne właściwości nieba i głębin: śpiew i ciszę. „Do zadań muzyków kościelnych należy takie wykonywanie i dobór muzyki, aby jak najbardziej oddawała ona piękno muzyki wykonywanej przez chóry anielskie” – pisał kardynał Ratzinger. Dokumenty Kościoła wskazywały, że muzyka jest integralną częścią uroczystej liturgii, a również ma się odznaczać świętością i doskonałością formy. I tak przecież zostało do dziś.  

Wyrwać się ze świata  

Jednak w tygodniu, często w bardzo zabieganym i napiętym czasie, kiedy wszystko krzyczy, „cicha” Msza pozwala na zatrzymanie, wyciszenie, uporządkowanie myśli. Ona nie musi być ani krótsza, ani mniej głęboka. W czasie takiej Mszy św. chłonę każde słowo, zarówno z Liturgii Słowa jak i Liturgii Eucharystycznej. Na co dzień jesteśmy otoczeni dźwiękami: telefonów, klaksonów, komputerów. Taka Msza św. pozwala wyrwać się z tego świata, oddać temu, co do potęgi i mocy nie potrzebuje hałasu.  

Doceńmy takie nabożeństwa, nie zniechęcajmy się do nich. A już pod żadnym pozorem nie traktujmy ich jako „gorsze”, „mniej piękne”. Każda Eucharystia, chociażby w najmniejszym kościele, z kilkoma dosłownie wiernymi i bez śpiewu jest tak samo ważna i tak samo piękna. A czasami w ciszy można lepiej usłyszeć głos Boga. Skorzystajmy z tej przepięknej okazji.  

Dlaczego „cicha” Msza św. też jest potrzebna?
6 (100%) 4 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze