myślenie

fot. pixabay.com

Duch czy litera? Gdy post traci sens… [FELIETON]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Piątkowy post. Większość z nas trzyma się tej praktyki – niektórzy z przekonania, inni z przyzwyczajenia. Bywają jednak sytuacje, w których kurczowe trzymanie się piątkowego postu przypomina parodię wiary, a nie prawdziwą wiarę.

Tę anegdotkę usłyszałem kilka miesięcy temu od znajomego księdza. Jakiś wakacyjny czy feryjny wyjazd młodzieżowy. Biorą w nim udział młodzi z dwóch parafii wraz z wikariuszami. Wyjazd kończy się w piątek. Trzeba wracać do domu. W programie nie było już obiadu, więc trzeba było zorganizować jakiś posiłek po drodze. A jak wiemy, przy trasach dominują stacje benzynowe z hot-dogami oraz restauracje z burgerami i smażonymi kurczakami. Wikariusze, zgodnie z przepisami, dzwonią do swoich proboszczów, by otrzymać dyspensę od piątkowej wstrzemięźliwości. Młodym, jako parafianom, takiej dyspensy może udzielić właśnie ksiądz proboszcz. Logiczne, racjonalne zachowanie księży wikariuszy. Spodziewacie się, że zaraz przeczytacie o tym, że proboszczowie wydali zgodę na dyspensę? Otóż, tak, jeden z proboszczów udzielił młodym dyspensy. Drugi nie. Pół autokaru nie musiało więc myśleć już o szukaniu posiłku. Chciałbym wiedzieć, co czuło i co zrobiło drugie pół…

>>> #DwieNawy: czy piątkowy post ma sens? 

Brak wrażliwości

Ta krótka anegdotka pokazuje, co się dzieje, gdy kurczowo trzymamy się litery prawa (w tym wypadku przykazań kościelnych obowiązujących na terytorium Polski), a zapominamy o duchu prawa. Przede wszystkim – celem postu nie jest utrudnianie nam życia. A w przywołanej sytuacji taką właśnie odegrał rolę. Przestał być praktyka pokutną – a stał się kłodą rzuconą pod nogi młodzieży wracającej z wakacji. Brak udzielenia dyspensy w takiej sytuacji jest po prostu brakiem wrażliwości. Co mieli zjeść młodzi bez dyspensy? Przy trasie ciężko o jakiś bezmięsny konkret. Może powinni zjeść potrójną porcję frytek? Albo kupić sobie kilka paczek chipsów lub innych „zdrowych” przekąsek? Owszem, hot-dogi, burgery czy smażone w głębokim tłuszczu kurczaki do najzdrowszych dań także nie należą. Ale przynajmniej zaspokajają jakoś głód i są konkretnym posiłkiem. W przywołanej sytuacji nie zastosowano jednej reguły, którą powinniśmy kierować się w życiu: zasady zdrowego rozsądku.

mięso hamburger

Fot. pixabay

Z przekonania czy z przyzwyczajenia?

Dyskusja o sensie piątkowego postu toczy się nie od dziś. Wiele już napisano o formie postu, która obowiązuje w Polsce (bo przecież wystarczy przekroczyć granicę i okazuje się, że żadnej dyspensy nie potrzebujemy). Podkreślano, że postny posiłek może być czasem bardziej pożądany od tego mięsnego (krewetki, filet z łososia czy kanapki z kawiorem?). Podkreślano więc, że post utracił swój pokutny charakter i tak… chyba rzeczywiście tak właśnie jest. Wciąż oczywiście nie brakuje ludzi, którzy w piątek poszczą z przekonania. Ale wielu z nas pości też z przyzwyczajenia. Dziś piątek? A, to zrobię sobie kanapki z serem. I z tą decyzją może nie wiązać się żadna praktyka pokutna – bo dla wielu z nas mięso nie jest już żadnym wybitnym, luksusowym artykułem. Dlatego tym bardziej – gdy zachodzi sytuacja podobna do tej, którą opisałem – nie warto szukać dziury w całym i po prostu udzielić dyspensy.

>>> Czy papież łamie piątkowy post? 

Trudne słowo: roztropność

Myślę, że w naszym życiu duchowym często brakuje po prostu cnoty roztropności. Z jej braku wynikają potem różne dziwne zachowania, przez które wiara zaczyna przypominać parodię wiary. Czasem mogą utrudniać nam zwykłe, codzienne funkcjonowanie – jak opisana powyżej sytuacja. Przypomina mi się koleżanka ze studiów, która przyznała kiedyś, że zdarza jej się zjeść w piątek np. parówki. Na weekend jeździła do domu i po prostu nie chciała, by jedzenie w lodówce zepsuło się, zmarnowało się. Według mnie to zachowanie było klasycznym zastosowaniem roztropności w życiu codziennym. Roztropność to bowiem po prostu umiejętność korzystania z rozumu – który jest wszak darem od Boga. Nie ukrywam, że np. moje zdumienie co roku budzi brak decyzji o dyspensie w większości polskich diecezji w czasie oktawy Bożego Narodzenia. Nasze lodówki pełne są wtedy jeszcze świątecznego jedzenia, które nagle narażamy na zepsucie, bo pojawia się przeszkoda w postaci piątkowego postu. To kolejny przykład braku roztropności. Piątkowy post, jeżeli ma wciąż mieć jakikolwiek sens, nie może być pustym nie-jedzeniem mięsa, ale sensownym działaniem duchowym. Ale żeby to mogło mieć miejsce – trzeba uruchomić rozum. Wtedy nie tylko litera, ale tez duch prawa zacznie mieć znaczenie.

Zobacz także
Wasze komentarze