Fot. EPA/ABIR SULTAN

Hubert Piechocki: Duchowa Amazonia. Wzbudźmy w sobie tęsknotę

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nieobecność na niedzielnej, a czasem i na codziennej, mszy świętej to, dla wielu z nas, sytuacja nowa. Niełatwo nam się w niej odnaleźć. Tymczasem są miejsca na świecie, w których katolicy nie tylko teraz – ale i w ogóle – nie mają możliwości uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii.

Przez minione pół roku, a nawet jeszcze dłużej, uwaga Kościoła skupiona była wokół Amazonii i synodu poświęconego temu rejonowi świata. Zastanawialiśmy się, jakie rozwiązania duszpasterskie warto zastosować właśnie w tej części naszej planety. Z punktu widzenia Europy – a tym bardziej Polski – dyskusja ta wydawała się trochę absurdalna, jakby nierzeczywista. „Od zawsze” żyjemy w tej części świata, w której kościół jest prawie na każdym rogu, na Eucharystię możemy pójść o każdej godzinie, a jeśli nie odpowiadają nam kazania jakiegoś księdza, to wybieramy mszę, której przewodniczy inny kapłan. Bo mszy jest wiele. Tak wygląda z reguły nasza rzeczywistość. Z reguły – bo chwilowo duchowo doświadczamy Amazonii. 

Doświadczenie braku Eucharystii 

To dość prorocze, że przed trwającą pandemią oczy całego katolickiego świata zwrócone były na Amazonię. Każdy wierny próbował być specjalistą od tamtego regionu – choć pewnie nigdy tam nie był i nie zna tamtej rzeczywistości. Mam wrażenie, że najmniej chcieliśmy słuchać samych tubylców. Potraktujmy więc obecną sytuację, jak lekcję. Jest nam bardzo trudno w tych dniach – choć wiemy, że ta sytuacja za kilka czy kilkanaście tygodni zmieni się. Za jakiś czas wróci normalność – na różnych poziomach naszego życia. Tymczasem, nasi bracia z Amazonii stale zmagają się z sytuacją, w której dostęp do liturgii jest utrudniony. A czasem niemożliwy. Jesteśmy mistrzami teoretyzowania – a nagle musieliśmy stać się praktykami. Oczywiście, że to nie jest taka sama sytuacja. Wciąż nie żyjemy w dżungli, nie zmagamy się z problemem dostępności do kapłanów. Księża w tych dniach są dla nas nawet bardziej niż zazwyczaj.

>>> W kościele nie chodzi o robienie show [ROZMOWA] 

Zdjęcie: uczestnicy otwarcia Synodu, fot. CLAUDIO PERI, PAP/EPA.

Są gotowi o każdej porze dnia służyć rozmową czy sakramentem spowiedzi. W Amazonii problemem jest to, że księży nie ma. Wioski są od siebie mocno oddalone, misjonarze mogą czasem raz w roku odwiedzić jakąś wspólnotę. Odprawiają wtedy Eucharystię, spowiadają… I takie doświadczenie sakramentalne często musi wystarczyć tym ludziom na wiele miesięcy. Musi dać siłę na czas bez Eucharystii sakramentalnej, bez liturgii mszy świętej. A poza wizytami misjonarza – pozostaje duszpasterstwo organizowane przez świeckich. Może liturgia słowa, wspólna modlitwa, ale na pewno nie msza święta. Do sprawowania Eucharystii potrzebny jest kapłan. 

Jak wybrać? 

U nas kapłanów wciąż nie brakuje. Ale przez względy sanitarne właściwie nie mogą odprawiać mszy świętej z udziałem wiernych. Bo ograniczenie udziału w Eucharystii do pięciu osób właściwie wyklucza możliwość udziału wiernych w liturgii (poprzednie ograniczenie do 50 osób jeszcze pozwalało na celebrację mszy świętej z ludem). Bo jak dokonać selekcji i wybrać tych pięciu? Dlatego uważam, że poza osobą, która złożyła intencję na daną mszę właściwie nie powinno się wpuszczać innych osób na liturgię. Z prostego powodu – żeby nikogo nie wykluczać. To smutne, ale najrozsądniejszym rozwiązaniem jest teraz zamknięcie drzwi kościołów na czas sprawowania mszy świętej. To bardzo boli. Mnie to osobiście bardzo boli, bo kocham Eucharystię – taką codzienną. I wiem, że teraz nie mogę z niej korzystać. Nie mogę z innymi wiernymi brać udziału w liturgii i karmić się Ciałem i Krwią Chrystusa.

Radość i tęsknota

Co roku, gdy kończy się wigilia paschalna, odczuwam jednocześnie radość i tęsknotę. Radość, bo ta liturgia przepełnia mnie radością. Tęsknotę, bo wiem, że to już koniec Triduum Paschalnego. Koniec czasu, na który czekam cały rok. I odczuwam też nadzieję – że przecież za rok znów wezmę udział w tej liturgii. Taką nadzieję miałem też rok temu. Wiedziałem, że przecież za rok też będzie Pascha – a więc radosna, kilkugodzinna liturgia… Ale ten rok przyniósł zmianę… Okazuje się, że tego, na co czekam cały rok, nie będzie. Że nie mogę wziąć w tym udziału. Że muszę czekać kolejny rok. To niesamowicie trudne uczucie. Nie umiem w tym momencie powiedzieć, co zrobić, by mimo wszystko dało się w tym roku żyć paschalną radością.


>>> Zasnąłem na kazaniu. Nie raz [FELIETON]

Nie wiem, co zrobić. Parę dni temu pomyślałem nawet: „W tym roku właściwie Wielkanocy nie ma”. To głupie myślenie, które jednak towarzyszy pewnie niejednemu z nas. To wyjątkowe, wymagające od nas dużo więcej niż zazwyczaj święta. W Triduum będziemy mogli uczestniczyć tylko online. To smutne. Ale ta Wielkanoc będzie, ona się zadzieje właśnie mimo tych trudności. Jezus nie wybierał sobie warunków, w których zmartwychwstał. Tak samo i my – musimy przeżyć Paschę w warunkach, które akurat mamy. Nie zmienimy ich, trzeba się wiec przystosować. Trzeba je przyjąć.

Chodzi o tęsknotę?

Może w tym Wielkim Poście chodzi właśnie o tęsknotę? Cały rok tęsknię za wigilią paschalną, a Wielki Post to zawsze apogeum tej tęsknoty. A w tym roku to uczucie się nie spełni, pozostanie ze mną także w czasie paschalnym. Myślę, że ta sytuacja ma nas nauczyć zdrowej tęsknoty. Choć możemy tego bardzo nie chcieć – to jest to uczucie, które pojawia się w życiu każdego. Tęsknimy za miejscami, wydarzeniami, ludźmi… Nie wiemy, jak potoczą się nasze losy. Nie wiemy, czy zawsze będziemy mogli zrealizować swoje rytuały, zrobić to, na co czekamy cały rok. I to nie dotyczy tylko wiary – ale wszelkich płaszczyzn naszego życia. Bo przecież tak wielu z nas czekało na Igrzyska Olimpijskie w Tokio, które zostały przełożone; bo tak wielu z nas miało bilet na koncert ukochanej kapeli, który się nie odbędzie; bo tak wielu z nas czekało na urodziny przyjaciela, na które nie możemy pójść. Tęskniliśmy za tym – i nie doszło do spełnienia tęsknoty… Musimy nauczyć się tęsknić, ale za życiem wiecznym. Ta tęsknota na pewno będzie kiedyś zrealizowana. A tęsknoty ziemskie – często też, ale – jak pokazuje ten rok – nie zawsze.

krzyż wielki post

Fot. cathopic

Odnowa

Ludy Amazonii muszą tęsknić za Eucharystią, liturgią, obecnością kapłana… Muszą sobie radzić w tej tęsknocie. Owszem, czas pewnie nauczył ich poruszania się w takiej rzeczywistości. Ale pewnie, gdyby mieli możliwość, to korzystaliby z sakramentów częściej. Ale nie mogą i pewnie dlatego, gdy pojawia się ksiądz i odprawia mszę świętą – tak gorliwie w niej uczestniczą. Zatęsknijmy za uczestnictwem w Eucharystii. Żeby ponowne przyjście na mszę świętą – gdy już to będzie możliwe – było dla naszego serca prawdziwą radością, a nie tylko coniedzielnym rytuałem. To czas na odnowę naszej wiary. Na tym polega ta wiosna. 

Zobacz także
Wasze komentarze