Maryja

fot. Pixabay

Joanna Kaźmierczyk: 2 konkurencyjne Maryje

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Odprawia się w mojej wiosce majowe nabożeństwo. Odprawia od pokoleń, bez potrzeby jakiejś oficjalnej, kościelnej organizacji. Ludzie przychodzą sami. Każdego roku, w maju, o tej samej porze, odprawia się w mojej wiosce majowe nabożeństwo. A nawet dwa.

Co tu zrobić? Zawsze wszystko odbywało się przy starej, przedwojennej jeszcze figurze Maryi. Ale w ubiegłym roku, na drugim końcu wioski, ustawiono drugą, całkiem nową Maryję, kopię cudownej figury z parafialnego sanktuarium. I gdzie teraz to majowe ma się odbywać, skoro przy tamtej figurze modliły się pokolenia, przetrwała wojnę i komunistów, a i tą nową głupio tak zostawić, skoro jednak słynąca cudami i cała wioska się na nią złożyła (a sołtys postawił cokół). Racje były po obu stronach, więc lud Boży się podzielił. I teraz każdy chodzi tam, gdzie mu bliżej – realnie albo mentalnie. Mamy więc dwa konkurencyjne nabożeństwa. Dwie konkurencyjne Maryje. Mamy wybór i każdy może go dokonać zgodnie z własną wrażliwością. Nie mamy za to wspólnoty.

>>> Zofia Kędziora: Maryja. Medalik, ikona a może osoba? 

Myślę o tym wszystkim w dniu, w którym Kościół czyta Ewangelię, w której Jezus prosi Ojca o jedność swoich uczniów. Ciekawe, że nie prosi, żeby nigdy się nie pomylili. Albo żeby zawsze mieli rację. Prosi, żeby byli jedno. Żeby byli wspólnotą.

fot. cathopic

Świat pełen jest ludzi, którzy mają rację. Organizujących się wokół tej czy innej zawsze (a nawet jedynie) słusznej idei, a jeszcze częściej przeciw jakiejś niesłusznej. Sama wiele razy do nich należę. Moja wrażliwość jest najbardziej ewangeliczna, a moja pobożność bardziej katolicka od tej nie mojej… I modlitwa Jezusa dzisiaj mnie zawstydza. On nie chciał, żebyśmy budowali między sobą podziały. Chciał, żebyśmy byli znakiem, opowieścią o tym, że możliwe jest bycie razem, że On może to sprawić. Ale chyba my nie zawsze tego chcemy. Łatwiej nam dzielić się na konserwatystów i liberałów, charyzmatyków i tradycjonalistów, opowiadać się za tą czy inną kościelną opcją. I dziwimy się potem, że reszta świata nie traktuje naszego chrześcijaństwa poważnie. A może warto czasem posłuchać Jezusa? Próbować, mimo wielu różnic, być razem? Razem się modlić, życzliwie odnosić się do drugiego, zrezygnować czasem ze swoich racji. Może wtedy i Jezus stałby się widoczny. Na razie jednak wychodzi nam dość słabo.

>>> Jak Maryja przekazuje nasze modlitwy Bogu? Tłumaczy św. Ludwik Grignion de Montfort

I majowe nabożeństwa w mojej wiosce odbywają się nadal dwa. Trochę to jednak smutne.

Zobacz także
Wasze komentarze