fot. JUAN CARLOS LEVA/Pexels

Zofia Kędziora: Maryja. Medalik, ikona a może osoba? 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Maryja. Matka i Córka Boga, Dziewica i Pośredniczka. Kobieta, która jest patronką największych świątyń, a jednocześnie skromna dziewczyna, która zaszła w nieoczekiwany sposób w ciążę. Katolicka maryjność tak pełna jest przecież paradoksów. W maju, gdy odmawiamy niesamowitą „Litanię loretańską”, warto się w to jeszcze raz zagłębić.  

Jakiś czas temu na łamach „Więzi” ukazała się niezwykle interesująca rozmowa Olgi Tokarczuk i Elżbiety Adamiak (moderowana przez Katarzynę Jabłońską) na temat kobiecości w katolicyzmie. W dyskusji przewinął się dosyć wyraźnie motyw roli figury kobiety w religiach świata. Olga Tokarczuk powiedziała w tej rozmowie takie słowa: 

W wielu religiach widać tę ludzką potrzebę, żeby bóstwo było »pełne«. W przypadku religii monoteistycznych żeński aspekt Boga zawsze był heterodoksyjny i co najwyżej, w lepszych czasach, mistyczniał i znajdował tam sobie małą przystań w niedomówieniach i symbolach. W judaizmie – który stając się monoteistyczny, porzucił na pustyni swoje stare nomadyczne boginie lub zamienił je w złe demony – wciąż ten temat powracał w dywagacjach wokół Szechiny, czyli widocznej obecności Boga. Podobnie w chrześcijaństwie, czego przykładem może być spór o płeć Ducha Świętego, który toczył się w średniowieczu. Dla religii Zachodu ten brak kobiety jest znamienny i bolesny. To choroba, która trwa już tak długo, że bierzemy ją za normę”.  

>>> Twórczość Olgi Tokarczuk to wołanie o nową duchowość [ROZMOWA] 

Olga Tokarczuk wyraziła ogólny pogląd, według którego brakuje jej kobiecości w religii katolickiej. Stwierdziła nawet, że „kobiety nigdy nie staną się w pełni sobą, dopóki nie będą miały „reprezentacji” w sacrum”. To interesujący punkt wyjścia do krótkiej refleksji na temat maryjności w Kościele. Mamy maj, miesiąc, w którym codziennie zachęca się do odmawiania znanej litanii, w której określamy Maryję jako „Matkę przedziwną”, „Dom złoty”, „Gwiazdę zaranną”, „Wieżę z kości słoniowej” i tak dalej. Maryja jest Bożą Rodzicielką, odegrała istotną rolę w historii zbawienia. Katolicy i prawosławni czczą Ją jako najważniejszą kobietę w swojej wierze. Niektórzy jednak (sądząc po reakcji Franciszka) oddają Jej cześć jakowspółodkupicielce. „Maryja nigdy nie chciała dla siebie niczego, co jest jej Syna. Nigdy nie przedstawiała siebie jako współodkupicielki. Nie. [Była] uczennicą” – uczy nas papież Franciszek.  

>>> Litania do Królowej blokowisk, „bo tu mieszka dziś Maryja” [WIDEO] 
 
Kard. Ratzinger, jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary w wywiadzie z dziennikarzem Peterem Seewaldem powiedział, że tytuł „współodkupicielka” jest „zbyt odległy od języka Pisma Świętego oraz od nauczania Ojców Kościoła i mógłby prowadzić do poważnych nieporozumień”. „Wszystko pochodzi od Niego, jak mówi nam List do Efezjan oraz List do Kolosan” – stwierdził. „Także Maryja jest wszystkim, czym jest, poprzez Niego” – dodał. „Słowo »współodkupicielka« zamazałoby to pochodzenie. Właściwa intencja byłaby wyrażona w błędny sposób” – ocenił. 

W Polsce religijność jest mocno skupiona na postaci Maryi. Sama historia zawierzenia naszego państwa Matce Bożej jest długa. Najpierw śluby lwowskie (jeszcze w 1656 r.) króla Jana Kazimierza potem zawierzenia Polski Matce Bożej na Jasnej Górze przez prymasa Wyszyńskiego. Mamy w historii także wiele cudownych wydarzeń, poczynając od oblężenia Jasnej Góry, aż po Cud nad Wisłą. Z punktu widzenia antropologii kultury czy etnografii jest to kulturowy fenomen.  

krzyż

pexels

Ale czy nie jest tak, że ten katolicyzm kulturowy trochę nam obraz Maryi zawłaszczył? Czy widzimy mało wyraźny Jej obraz w naszym konkretnym życiu? Czy możemy Ją jeszcze dostrzec poprzez te wszystkie przymiotniki używane w litaniach? Pisałam kiedyś o obrazie Aldo Sergio, który stworzył obraz Maryi, która była… zamazana i niewyraźna. Być może takie postrzeganie Matki Boga jest bliskie niejednemu z nas.  

>>> Bez tego nie dokonałoby się zbawienie 

Może teraz, w maju, jest dobry moment, by odmówić choć raz „Litanię loretańską, trochę dłużej, może własnymi słowami, opisami jej działania w naszym życiu, jak zrobili to chociażby autorzy genialnej „Litanii do Królowej blokowisk”. Może w ten sposób warto budować z Nią relację, a przez to relację z Chrystusem? Ona zna bardzo dobrze tę drogę. Może nam pomóc, zmniejszyć ten dystans 

Zobacz także
Wasze komentarze