fot. Łukasz Tadyszak

fot. Łukasz Tadyszak

Dziennikarz to sługa. Sługa informacji

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Aby zostać świętym wystarczy mało teorii, ale potrzeba dużo praktyki” – tak mówił św. Franciszek Salezy, który jest patronem dziennikarzy. Dziś wspominamy jego życie i drogę do świętości. Dziennikarstwo to właśnie działanie. Można wiele mówić, dużo o dziennikarstwie teoretyzować, ale jego sens realizuje się tylko i wyłącznie w praktyce.  

Ja, do rady św. Franciszka, w kontekście dobrego dziennikarstwa dodałbym jeszcze słowo „służba”. Swoją drogą – praktyka i służba – jedno wynika z drugiego, jedno z drugim się uzupełnia. Służba przecież realizuje się nie w teorii, a w praktyce. Służba czemu? Komu? Informacji i ludziom. W tym widzę sens i radość z wykonywania tego zawodu.  

>>> Krótka modlitwa do św. Franciszka Salezego – patrona dziennikarzy, którego dziś wspominamy 

Wolny sługa  

Służba, jeśli realizowana jest w wolności, czyni człowieka szczęśliwym. Przysłowie mówi przecież: „z niewolnika nie ma pracownika”. Również teksty z Pisma Świętego wiele razy przypominają nam, że służba, która wypływa z woli serca, a nie z odgórnego nakazu czyni człowieka pięknym i szczęśliwym (z czynnością umycia nóg przez Jezusa apostołom na czele).

fot. youtube

Wolność tę rozumiem na dwóch poziomach: brak przymusu w służeniu (służenie z własnej woli). Ten poziom nie dotyczy li tylko dziennikarskiej misji, może określać wszelkie relacje, które w takiej roli podejmujemy. Drugi poziom dotyczy wszystkiego, co stanowi otoczenie dla wykonywania tego zawodu. To przede wszystkim wolność myśli, wolność podejmowanych tematów, wolność od nacisków. Jedyne od czego wolnym dziennikarz być nie powinien, to być wolnym od zasad etycznych i standardów. One z grubsza sprowadzają się do docierania i przekazywania prawdy. Zawierają też pośrednie wartości, takie jak poszanowanie prywatności (z małym i ściśle uzasadnionymi wyjątkami), ochrona małoletnich, szacunek do rozmówców i opisywanych bohaterów, przedkładanie interesu społecznego nad potrzebę znalezienia sensacji. Tych wartości można by wymieniać wiele. Życie (i ciągle zmieniające się dziennikarstwo) podaje nam co chwilę sytuacje, w których warto zastanowić się, czy aby te wartości są realizowane, czy może się im sprzeniewierzamy. Z tą wolnością bywa różnie. Mam jednak przeświadczenie, że jeśli w centrum postawi się służbę drugiemu człowiekowi, to te inne czynniki niejako naturalnie ustawią się we właściwej kolejności i spełniają się „same przez się”.  

Użyteczność, jakość, wartość  

W tej pracy doceniam właśnie to, że jest ona służbą. W ostatnim roku wiele razy się o tym przekonałem. To, że z daną informacją, relacją, reportażem, komentarzem czy refleksją docieram do innych ludzi, sprawia, że sam każdego dnia chcę dowiadywać się więcej. Chcę starać się, by finalny produkt, który przekazuję Czytelnikom był dobrej jakości, miał wartościową treść. Jak wielka jest radość, gdy dowiaduję się, że tekst był dla kogoś ważny, a jeszcze bardziej – gdy był użyteczny (np. gdy relacjonuję wydarzenie, w którym ktoś nie mógł uczestniczyć albo gdy pokazuję osobę czy historię, którymi można się zainspirować).  

Źródłem i fundamentem pracy dziennikarskiej jest służba informacji. Informacji rozumianej wąsko, jako news: „Kolejne spotkanie ze znany kaznodzieją”, „Przesłanie papieża na Dzień Migranta”, „Biskupia nominacja”. Informację można i trzeba też rozumieć szerzej, jako pakiet wiadomości, który służy poznawaniu świata i drugiego człowieka. W tym właśnie najbardziej realizuje się służba drugiemu człowiekowi – gdy wiemy i rozumiemy więcej, zmniejsza się ryzyko niezrozumienia, podejrzliwości i wrogości.

misyjne pl Maciej Kluczka

Zdjęcie: redaktor misyjne.pl Maciej Kluczka

Wrócić do korzeni  

Niestety, w dzisiejszych realiach te jakże ważne wartości często gdzieś się gubi. Niekiedy przez natłok obowiązków, mnogość zadań, tempo pracy i jej automatyzację. Warto jednak wrócić do podstaw – tak, by nie zatracić tego, co najważniejsze. W innym przypadku szybko możemy stracić zaufanie do siebie, a inni stracą zaufanie do nas. A wtedy bardzo szybko przychodzi zniechęcenie i utrata sensu. Historia tego zawodu zna wiele przypadków, gdy informacja schodziła na dalszy (niekiedy bardzo daleki) plan. Jej miejsce zajmował interes polityczny, ekonomiczny, wygoda, koniunkturalizm. Gdy nawet na początku taka strategia może przynosić pewne korzyści, to na dłuższą metę prowadzi ona do katastrofy. I co ważne – nawet jeśli nie jest to katastrofa redakcyjna, to zawsze rodzi problemy i cierpienie człowieka (dziennikarza czy jego odbiorcy). Nie zawsze też musi dojść do tak skrajnych i niebezpiecznych sytuacji, by informacja została zdeptana albo zabrudzona. Warto pamiętać też o takich, chciałoby się powiedzieć, „fundamentalnych szczegółach”, jak oddzielenie informacji od komentarza, newsa od publicystyki. Czystość przekazu (nawet jeśli wolna od szkodliwych nacisków) też jest ważna.

>>> Jest niewidomy, skończył szkołę muzyczną i jeździ na nartach. Adam Jamróz udowadnia, że niemożliwe nie istnieje! [ROZMOWA]  

Dziennikarze są sługami informacji. Są też usługodawcami – ich usługą (nie towarem, to ważna różnica) jest dostarczenie informacji. Gdy to będzie na pierwszym miejscu, to wszystko inne też będzie na swoim miejscu. 

Zobacz także
Wasze komentarze