fot. EPA/NUNO VEIGA

Elżbietanki z Czarnomorska: ludzie są wdzięczni, że zostałyśmy

Wprowadzona w wielu miastach Ukrainy godzina policyjna sprawia, że obchody Wielkiego Tygodnia muszą być zmodyfikowane. Tak było m.in. w Czarnomorsku koło Odessy, gdzie obchody Niedzieli Palmowej odbyły się już w sobotę. Liturgii przewodniczył kapłan, który pod bombami ewakuował się z Charkowa. Parafia, w której pracował praktycznie już nie istnieje.

W tym czasie wojny ludzie bardzo potrzebują schronić się w Bogu – mówią Radiu Watykańskiemu siostry Jonasza Bukowska i Anna Wownenko, polska i ukraińska elżbietanka, które zostały w Czarnomorsku. Zgodnie podkreślają, że liczy się niesiona przez nie pomoc, jednak ludzie najbardziej są wdzięczni za to, że z nimi zostały.

>>> Dominikanin z Ukrainy: każdy dzień to dla nas Zmartwychwstanie

Ludzie nie wytrzymują napięcia

„Sytuacja cały czas jest napięta, syreny alarmowe nie dają nam spać, w dzień i w nocy wojska rosyjskie próbują ostrzeliwać Odessę i okolicę” – mówi siostra Jonasza. Wskazuje, że Niedziela Palmowa była zupełnie inna niż zazwyczaj, dlatego że były podejrzenia co do silnego ataku rakietowego i przedłużono godzinę policyjną. Całą niedzielę nikt nie mógł wyjść z domu, dlatego też liturgia była już poprzedniego popołudnia. „Zrobiłyśmy dla wiernych palmy, ludzie składali za nie ofiary, które przeznaczymy na chleb dla biednych. Ludzie okazali wielkie serca, każdy dawał ile mógł” – mówi siostra Anna. Do drzwi domu elżbietanek codziennie pukają biedni. Dostają gorącą zupę, herbatę i chleb.

fot. EPA/ROMAN PILIPEY

Siostra Jonasza wskazuje, że elżbietanki starają się pomagać w każdy możliwy sposób. Sama jest właśnie trzeci raz w drodze do Polski z rodzinami, które chciały się ewakuować. „Ludzie nie wytrzymywali tego napięcia, ciągłych syren alarmowych. Boją się bardzo o swoje życie i życie swoich dzieci. Jedna z tych rodzin mieszka w tej chwili u mojego taty, druga znalazła schronienie w mojej rodzinnej parafii. W drodze powrotnej zabieram jak największą pomoc humanitarną, ładując do samochodu, ile tylko się da” – mówi papieskiej rozgłośni.

Wielu ludzi poszło do spowiedzi

„Myślę, że ludzie cenią to, że jesteśmy. Przychodzą na modlitwę, różaniec, koronkę do Bożego Miłosierdzia. Czerpią siłę od Pana Boga. Nic takiego dużego nie robimy, ale liczy się to, że jesteśmy” – mówi siostra Anna. Elżbietanki pomagają wszystkim niezależnie na wyznawaną wiarę. Na tym terenie większość mieszkańców to osoby prawosławne albo niewierzące. Ktokolwiek przychodzi do domu sióstr otrzymuje pomoc. Nie pytają, kto jakiego jest wyznania, czy z jakiego środowiska pochodzi. Dużo ludzi też wyjeżdża. Z Odessy codziennie odchodzą pociągi ewakuacyjne. W tym mieście mieszka też bardzo dużo przesiedleńców z okolic Chersonia i Mikołajewa. Prowadzona jest pomoc humanitarna dla tych osób, które tymczasowo zatrzymały się w Odessie i uciekają do Mołdawii, albo jeszcze dalej do Polski. „Nasi parafianie bardzo doceniają to, że nie uciekłyśmy, że między nimi jesteśmy, że staramy się im pomagać. Wierzymy też, że nasza obecność w czasie Wielkiego Tygodnia i Triduum Paschalnego też jest dla nich ważna; że możemy się z nimi modlić, że możemy z nimi być, umacniać ich duchowo a dzięki temu, że im pomagamy, to umacniamy też samych siebie” – mówi siostra Jonasza.

fot. EPA/ROMAN PILIPEY

Misjonarki podkreślają, że sił w tym trudnym czasie dodaje im płynąca z całego świata modlitwa. „Ludzie dzwonią, pytają, jak się mamy, zapewniają o modlitwie” – mówi siostra Anna. Siostra Jonasza wspomina liturgię Niedzieli Palmowej, która ze względu na godzinę policyjną sprawowana była dzień wcześniej. „Przyjechał do nas kapłan, który pod bombami uciekł z Charkowa, powiedział nam, że nie ma praktycznie do czego wracać. Dwie parafie, jakie tam obsługiwał praktycznie już nie istnieją. Z bólem serca opowiadał o ludziach, którzy tam jeszcze zostali, bo nie udało im się ewakuować, i dzwonią do niego żałując, że nie udało im się wyspowiadać, a to jest bardzo ważna rzecz w tej sytuacji” – mówi elżbietanka. Kapłan mówił też o tym, jak przeżyć Wielki Tydzień i jak ustosunkować się do tego wszystkiego, co się dzieje, jak w sercu przeżyć okrucieństwo wroga, to w jaki sposób traktują niewinnych ludzi. Siostra Jonasza dodaje, że o tym, jak świadectwo księdza z Charkowa było mocne i ważne dla mieszkańców Czarnomorska świadczy fakt, że wielu ludzi poszło do spowiedzi.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze