W Internecie Jezusa nie spotkasz

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

O ewangelizacji w Internecie z o. Leonardem Bieleckim rozmawia Michał Jóźwiak. 

Od dziesięciu lat współtworzy Ojciec kanał YouTube „Bez sloganu”. 

To dla mnie zaskoczenie, że działamy przez tyle lat. Ostatnio uświadomiłem sobie, jak wielki kawał materiału stanowią te wszystkie odcinki. To spory kawał teologii. Ojciec Franciszek jest dogmatykiem, zna się na rzeczy, więc to, co staramy się przekazać internautom, to czyste nauczanie Kościoła.

Byli ojcowie jednymi z pierwszych, którzy w ten sposób zaczęli w Polsce ewangelizować.

Zgadza się. Zaczęło się od tego, że chcieliśmy urozmaicić naszą stronę internetową. Ojciec Jakub wpadł na pomysł nagrywania krótkich komentarzy i tak się to potoczyło. Chcieliśmy się podzielić tym, czym żyjemy. Nagrywaliśmy starym aparatem – ciągle kończyły nam się baterie albo miejsce na karcie pamięci. Nagle okazało się, że mamy stałych widzów na całym świecie. Przez jakiś czas nasze filmy były publikowane na Onecie.

Zdobyliście nawet nagrodę Bloga Roku. 

To akurat nie ma dla mnie większego znaczenia. Jasne, cieszę się, że ktoś nas docenia. Najważniejsze jest jednak dla mnie to, jak przychodzi do mnie człowiek i mówi: ojcze, po waszym odcinku coś się we mnie zmieniło, poszedłem w końcu do kościoła. To jest sens tego, co robimy.

Tematy filmów pojawiły się od razu? 

Tak, spływa do nas dużo maili, ale zazwyczaj dotyczą zaledwie kilku kwestii: sakramentu pokuty, spraw dotyczących końca świata, wiary, sakramentu kapłaństwa, seksualności i modlitwy.

Na czym powinna polegać ewangelizacja w Internecie? 

Nie jestem zwolennikiem prowadzenia Kościoła w Internecie. Jest to jakaś forma duszpasterstwa, ale Kościół musi istnieć przede wszystkim w świecie realnym. Celem naszego działania w Internecie jest zawsze sprowadzenie ludzi do kościoła, bo tylko tu można się realnie spotkać z Bogiem w sakramentach. W Internecie Jezusa nie spotkasz. Patrzę na księży, którzy mnóstwo czasu poświęcają na działania w Internecie i zastanawiam się, jak znajdują czas na spotkania z ludźmi. Ważne jest, żeby znaleźć rozsądne proporcje. Internetowe działania „Bez sloganu” to margines mojej działalności. Miałbym wyrzuty sumienia, gdybym poświęcał temu za dużo czasu. Ludzie czekają na mnie jako duszpasterza przede wszystkim w realnym świecie.

Czyli działalność w Internecie to tylko dodatek? 

Dokładnie. Nie można mówić, że jak ktoś posłucha kilkuminutowych rekolekcji na YouTube to odbył rekolekcje. To nieporozumienie. Co innego oczywiście, jeśli ktoś nie może pojawić się kościele. Internet daje wiele możliwości, ale człowiek jest przeznaczony do życia w świecie realnym, a nie wirtualnym. Jeszcze raz powtórzę: chodzi o to, aby sprowadzać ludzi do kościoła, a nie dawać internautom kościół na ekranie komputera czy telefonu.

To w jaki sposób ewangelizować, żeby przyciągać do Kościoła? 

Odpowiem bardzo obrazowo. Chłopak powinien woleć spotkać się z dziewczyną, chwycić ją za rękę, zrobić herbatę, pogłaskać po głowie, a nie pisać z nią na fejsie. Identycznie jest z Kościołem. Chodzi o to, aby pokazać ludziom, że to, co dzieje się w świecie realnym jest o wiele pełniejsze niż to, co jest w Internecie. A co ludzie wybierają, to już kwestia uformowania sumienia. I człowieczeństwa.

Może szukamy treści religijnych w Internecie, bo nie podobają nam się kazania w naszych parafiach? 

To pewnie jest jeden z powodów i nie ma w tym nic złego. Dobre słowo porusza. To akurat mnie nie dziwi. Wierni szukają jednak przede wszystkim dobrze sprawowanej liturgii – to ich przyciąga duchowo, ale też estetycznie. Najważniejsze jest oczywiście spotkanie z Chrystusem, ale kazanie też jest ważne. Nie dziwi mnie to, że ludzie tego szukają.

Jak Ojciec ocenia działalność świeckich, którzy starają się ewangelizować w Internecie? Pojawia się sporo takich osób. 

To dobra forma. Fajnie posłuchać ludzi, którzy dzielą się swoją wiarą. Tym bardziej że często robią to z pomysłem i w bardzo przyjemnej dla oka formie. To też pokazuje, jaka jest różnorodność w Kościele – to fenomenalne! Inaczej przeżywa swoją wiarę Hipsterkatoliczka, inaczej Mikołaj Kapusta, a ktoś inny jeszcze inaczej. Pozostaje mieć nadzieję, że dzięki takim osobom ludzie odkryją Boga w Kościele.

Z naszej rozmowy wynika, że Internet może być bardzo pożyteczny, ale może też sprowadzić na manowce. 

Internet to miejsce. Jest jednak tak pojemne, że znajdziemy tam wszystko – zarówno dobro, jak i zło. Dla mnie Internet jest neutralny.

W Internecie Jezusa nie spotkasz
6 (100%) 8 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze