fot. Adis Resic/pexels

fot. Adis Resic/pexels

Interstellar i tajemnica czasu. Gdzie kończy się fizyka, a zaczyna teologia?

W filmie Interstellar zawarta jest koncepcja czasu, która aż się prosi o katolicką interpretację. Pewnie bliżej jej do imaginacji teologicznej niż do sprecyzowanej doktryny, ale czasem warto puścić wodze fantazji. Bo kto wie, może jest w tej interpretacji ziarno prawdy?

Film dotyka z jednej strony tematu głębokiego kryzysu gospodarczo-ekologicznego Ziemi, jak i tematów z zakresu astronomii. W produkcji przedstawiona jest też koncepcja pojęcia, które jest wyjątkowo trudno definiowalne – czasu. Nie chcę jakoś bardzo spoilerować filmu tym, którzy go jeszcze nie widzieli (choć premiera filmu miała miejsce w 2014 roku), ale kilka istotnych faktów wymaga szerszego objaśnienia.

>>> Ks. Michał Heller: wszechświat powstał z Miłości

Koncepcja czasu w Interstellar

Cooper, główny bohater, decyduje się zostawić swoich bliskich na Ziemi i zaangażować się w program poszukiwania nowej planety, która nadawałaby się do zamieszkania. Misja oczywiście wiąże się z ryzykiem. Dodatkowym czynnikiem komplikującym sprawę jest kwestia czasu – odległości do planet, które ludzie mogliby potencjalnie zamieszkać, są tak duże, że kiedy Cooper wróci na Ziemię, jego dzieci mogą już nie żyć lub być w podeszłym wieku. Cooper się waha – chce przyczynić się do uratowania ludzkości, ale jednocześnie obawia się, że jego misja oznacza ostateczne pożegnanie się z najbliższymi. W końcu podejmuje decyzję. Zakłada, że misja nie potrwa długo. Chce zaryzykować kilka straconych lat, żeby ocalić przyszłość swoich dzieci.

STAY

Jego córka Murph nie może pogodzić się z tą decyzją. Próbuje przekonać swojego ojca, żeby nie brał udziału w misji. W tym samym czasie w jej pokoju dochodzi do dziwnych wydarzeń. Z regału spadają książki. Murph zaczyna podejrzewać, że nie dzieje się to przypadkowo, i próbuje odczytać ukryty w tym zjawisku komunikat. W końcu rozpoznaje zapisane alfabetem Morse’a słowo STAY, czyli zostań. Próbuje przekonać Coopera, że to nie może być zbieg okoliczności. Ten jednak pozostaje przy swojej decyzji i wyrusza na ekspedycję.

Poza czasem

Ostatecznie okazało się, że za przesyłaniem niekonwencjonalnych wiadomości stał sam Cooper. Cooper, który po wpadnięciu do czarnej dziury Gargantua trafia do niezwykłej struktury przypominającej tesserakt, uzyskuje dostęp do różnych momentów z życia Murph i może poprzez grawitację oddziaływać na jej pokój. Tesserakt nie jest obrazem Boga, ale może być intelektualną pomocą w wyobrażeniu sobie, dlaczego dla Boga nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie muszą wyglądać tak jak dla nas.

Interstellar okazuje się pomocne w rozumieniu tego, jak potencjalnie może wyglądać punkt widzenia Stwórcy w kontekście istnienia czasu. Bo co to oznacza, że Bóg istnieje poza czasem? To zagadnienie może dotyczyć także nas, którzy po śmierci będziemy (zachowując swoją tożsamość) wszczepieni w Niego, a zatem także w tę rzeczywistość, która wymyka się kategorii czasu. Nie możemy zatem wykluczyć scenariusza, w którym jesteśmy po tamtej stronie i przez drobne sygnały staramy się przenikać do doczesności. Wierzymy przecież w obcowanie świętych. Trudno nie dostrzec analogii między nauczaniem Kościoła a tym, że Cooper jest oddzielony od Murph wymiarem, którego ona nie potrafi przekroczyć. Jest niewidoczny, ale nie jest nieobecny. Widzi ją i próbuje jej pomóc, choć ona początkowo nie rozumie znaków jego obecności. Katechizm mówi, że zbawieni są zjednoczeni z Chrystusem, a święci uczestniczą w Bożym działaniu poprzez wstawiennictwo i troskę o żyjących. Choć film posługuje się oczywiście obrazem nienawiązującym do chrześcijaństwa, to osobie wierzącej trudno byłoby nie dostrzec w tym chociaż podobieństwa.

fot. Gaëtan Othenin-Girard/unsplash
fot. Gaëtan Othenin-Girard/unsplash

Nieskończony szereg dni?

Sama kwestia postrzegania czasu, choć nie jest priorytetowa w nauczaniu Kościoła, to jednak pojawia się w papieskich dokumentach. Choćby Benedykt XVI mocno podkreślał, że życia wiecznego nie należy sobie wyobrażać jako nieskończonego szeregu kolejnych dni. W Spe salvi opisuje je raczej jako stan, w którym znane nam „przed” i „po” przestają określać ludzką egzystencję w dotychczasowy sposób. To określenie enigmatyczne, tak samo jak niepoznawalna jest dla nas sfera, która wykracza poza doczesność.

„Bóg nie przewiduje zdarzeń przyszłych, i nie wspomina minionych, lecz kontempluje je jako nigdy nie przemijające” – pisze ks. prof. Michał Heller.

>>> Ks. prof. M. Heller: gdy wiara nie jest oparta na nauce, łatwo przeobraża się w zabobon albo w bajkę [ROZMOWA]

To oczywiście puszczenie wodzy teologicznej fantazji, ale film Interstellar przypomina, jak trudnym do zdefiniowania pojęciem jest czas. Nie wiemy, jak on dokładnie działa, na czym polega i ile jego wersji istnieje. Zgłębiając jego naturę, próbujemy jednocześnie odkrywać naturę Boga – Stwórcy wszystkiego, a zatem także czasu. Śmierć to niewątpliwie wejście w sferę poza naszym poznaniem. A wieczność rządzi się swoimi prawami. Pytanie tylko – jakimi?

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze