Jak Jezus przeżywałby adwent

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jezus jest już w łonie Maryi. Maryja wyrusza pośpiechem w góry, do swojej krewnej Elżbiety. Być może była pełna obaw, przerażona tym, co się dzieje. Być może chciała dzielić radość z kimś bliskim. Jakkolwiek by nie było, to spotkanie z Elżbietą upewniło ją w słowach Anioła Gabriela. Reakcja Elżbiety i małego Jana Chrzciciela upewniły Ją w tym, że nosi w sobie Mesjasza. 

Maryja zawsze była zasłuchana w Słowo Boga. Teraz jest bliżej Niego niż kiedykolwiek. I słucha tych poruszeń, które On chce Jej przekazać. I z pośpiechem wyrusza, aby je wykonać. Ewangelista Łukasz pisze, że Maryja wyruszyła do miejsca horeinos, co dosłownie oznacza miejsce górzyste, ale też niedostępne i zarośnięte, gdzie dociera się z trudnością. Nie jest łatwo dotrzeć do człowieka. Maryja jest Tą, która czasami dociera tam, gdzie serca są zamknięte dla Chrystusa, gdzie On sam ma trudność z dotarciem. 

Okazuje się więc, że nie tylko my mamy potrzebę, by się spotkać z Bogiem, ale On też tego pragnie. Możemy powiedzieć, że Jezus w łonie Maryi przeżywa swój adwent. I co wtedy robi? Biegnie na spotkanie z człowiekiem, by już teraz wywołać w nim radosne poruszenie. By podzielić się radosną nowiną, że spełnia się to wszystko, co obiecał Ojciec. Że On jest z nami. Że nie może się doczekać, kiedy ujawni się Jego obecność.  

Pewnie do wielu z nas Jezus nie przemówił osobiście. Ale możemy robić to, co Maryja – czuwać przy Jego Słowie. Czuwać przy Eucharystii i przy sakramencie pojednania. Pozwolić, by Jego słowa w nas przemawiały. By nas poruszały do tego, by nieść innym radość i słowa o tym wszystkim dobrym, co Bóg uczynił w naszym życiu. O wielkich rzeczach, które uczynił nam Wszechmocny. O światłości, która zwycięża ciemność. 

Nie zapomnijmy zaprosić do tego Maryi. Ona pomoże nam spotkać Jezusa szybciej niż możemy się tego spodziewać. 

Jak Jezus przeżywałby adwent
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze