Jak nie przestrzegamy przykazania „nie zabijaj”

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Te wakacje były rekordowe. Z co najmniej trzech powodów. I z co najmniej jednego niechlubnego.

Rekordowe pod względem upałów. Na pogodę naprawdę nie możemy narzekać. Były i rekordowe pod względem liczby wyjazdów. Według badań, które publikuje piątkowa „Rzeczpospolita” – w tym roku aż 75% więcej Polaków niż rok temu wybrało się na wakacje (i mamy tu na myśli wakacje krajowe). Nic, tylko się cieszyć. Każda rodzina, przynamniej raz w roku, powinna mieć możliwość spędzenia czasu razem, poza domem. Był jednak i trzeci rekord. I akurat jego nie chcielibyśmy bić… Do pierwszej połowy sierpnia (od początku roku) liczba utonięć dobiła do tragicznego pułapu ponad 350 osób. To oczywiście wakacje sprawiają, że ten bilans bardzo szybko rośnie. Więcej czasu spędzamy nad wodą. Co roku na każde sto tysięcy Polaków, dwóch umiera w wyniku utonięcia. W roku 2010 utonęło 295 osób, trzy lata później w wodzie zginęło aż 709 Polaków. Wprawdzie potem ta liczba spadała – w 2017 roku utonęło 471 osób, to obecny rok może być jednym z najtragiczniejszych od lat. 

Siła żywiołu, z którą nie należy igrać

Najbardziej donośną tragedią (która poruszyła wielu w kraju) była ta, która wydarzyła się w Darłowie. W wodzie zginęła siostra i brat, gdy na chwilę z oczu spuściła ich ich matka i z młodszym dzieckiem poszła do toalety. Gdy wróciła, dzieci już nie było. Ich ciała wyłowili ratownicy. Do dziś, gdy o tym pomyślę, o tym, co mogła czuć i co nadal przeżywa ta kobieta, ciarki przechodzą mi przez ciało. Często powierzam ją w modlitwach.

Trudna tę kobietę za to winić. Tak po ludzku. Oczywiście sprawę bada policja i prokuratura. Jednak na kanwie tego dramatu i mając z tyły głowę te tragiczne i zatrważające statystyki, pomyślmy czy podchodzimy do życia zawsze z takim szacunkiem, z jakim powinniśmy. Czy przestrzegamy piątego przykazania. Bo łatwo pomyśleć…, że „nie zabijaj” to znaczy przecież to, by nie pozbawić kogoś życia. Strzelając do niego, bijąc go, czy w jakikolwiek inny sposób. W stosunku do siebie? Nie popełniając samobójstwa, nie niszcząc swojego organizmu używkami. No, ale czy niewinna kąpiel w morzu, może bez ratownika, może po jednym małym piwie to od razu grzech? I to tak poważy jak grzech wynikający z łamania piątego przykazania?

Piąte przykazanie nie jest zarezerowane tylko dla bandytów

Otóż, tak! Nie trzeba od razu być wielkim złoczyńcą i chodzić z bronią za pazuchą (i jej używać), by mieć problem z wypełnieniem tego przykazania. Chodzi też o narażanie życia na niebezpieczeństwo, co oznacza brak szacunku do tego największego daru. Niestety to lato pokazało, że narażanie życia może przybierać nie tylko tak drastyczną formę jak nadużywanie alkoholu czy porachunki między zwaśnionymi grupami. To też niewinny (by się wyglądało) spacer po falochronie czy wypłynięcie poza boję pływacką.

Na wakacjach może wydawać się nam, że można trochę więcej, że przecież nic się nie stanie. Decydujmy się wtedy na ryzykowne kroki. I nawet jeśli nic złego się nie stanie, to nas to w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwia. Jeśli idziesz po falochronie, co jest zabronione – grzeszysz. Jeśli wchodzisz do wody na niestrzeżonej plaży – grzeszysz. Jeśli robisz to mimo wywieszonej czerwonej flagi – grzeszysz. Gdy idziesz pływać po wypiciu alkoholu albo bez przygotowania ciała do zmiany temperatury – grzeszysz. Gdy przyzwalasz, by ktoś z twoich bliskich tak robił – grzeszysz. Dajesz zły przykład dzieciom, narażasz innych na konsekwencje nierozsądnego zachowania. Potrafimy dbać o nasze ciało, zdrowo się odżywiać, ćwiczyć, a potrafimy jednoczenie narazić się na szwank trwałego uszkodzenia ciała lub śmierci.

Nie wystawiaj życia na próbę

Może niektórzy z Was – Drodzy Czytelnicy – powiecie, że przesadzam. Otóż nie. To lato pokazało, że woda potrafi być śmiertelnie niebezpieczna. A pomyślmy o tym, że te 350 śmiertelnych ofiar, to jeszcze więcej tragedii i rozpaczy rodzin, bliskich znajomych. Zasady korzystania z wody nie wymyślono po to, by nam życie (także to wakacyjne) uprzykrzyć, tylko by je chronić. I jako katolicy nie możemy tego bagatelizować. Czym bowiem się różni np. skakanie na główkę do wody bez sprawdzenia podłoża i nie na przeznaczonym do tego basenie chociażby od upijania się, prowadzenia samochodu pod wpływem czy przyjmowania narkotyków? Tak naprawdę niczym. Należy to sobie dobrze uświadomić. Tak, jak zabiegamy o życie od poczęcia do naturalnej śmierci, tak musimy o nie dbać i je szanować, między tymi dwoma punktami w naszym życiu. Życie swoje i innych. Oby te mijające wakacje nam to uwiadomiły i kolejne nie były już pod tym względem tak smutne i bolesne.  

Jak nie przestrzegamy przykazania „nie zabijaj”
6 (100%) 4 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze