Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Jak w Polsce chowano wyznawców prawosławia? Odwiedzamy historyczny cmentarz [FOTOREPORTAŻ]

11 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W tych dniach odwiedzamy groby bliskich, zatrzymujemy się też przy mogiłach tych, których nikt bliski nie odwiedza. My, z modlitwą w sercu i z aparatem w ręku, wybraliśmy się na zabytkową nekropolię przy ul. Wolskiej w Warszawie – na cmentarz prawosławny. 

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Cmentarz ten jest jedyną warszawską nekropolią przeznaczoną dla wyznawców prawosławia, od lat 70. XX wieku możliwe są na niej również pochówki katolickie. W osobnej kwaterze znajdują się przeniesione w latach 60. XX stulecia z cmentarza na Kamionku nagrobki staroobrzędowców. Nekropolię założono w 1834 r. ukazem carskim na terenach reduty wolskiej. Wybór miejsca na cmentarz był podyktowany polityką – o redutę toczone były walki w czasie obławy wojska rosyjskiego na Warszawę, ostatniej bitwy powstania listopadowego. To właśnie to powstanie i te wydarzenia stały się fundamentem tej nekropolii. Liczba pochowanych na nim osób, z powodu zniszczenia lub zaginięcia dokumentacji nekropolii, nie jest możliwa do ustalenia. Spośród kilku tysięcy nagrobków kilkaset posiada znaczną wartość artystyczną. 

>>> Skąd wziął się Dzień Zaduszny? [WIDEO]

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Cmentarz – historia  

To cmentarz dla wiernych prawosławia, choć można go określić cmentarzem ekumenicznym Są tu bowiem pochowani także katolicy i ewangelicy. Nie brakuje tez ateistów. Cmentarz powstał w XIX wieku, a na początku XX (w 1903 r.) zaprojektowano przy nim cerkiew p.w. Jana Klimaka To cerkiew jednonawowa na planie krzyża greckiego. Na początku była – jak na warunki prawosławne – dość skromna. Pierwsze witraże pojawiają się w niej w latach 60-tych. Cerkiew została uszkodzona w czasie II wojny światowej, a podczas rzezi Woli hitlerowcy zamordowali służących w niej kapłanów, ich rodziny oraz dzieci z prawosławnego przytułku dla sierot prowadzonego przy parafii. Budowla została wzniesiona według projektu Władimira Pokrowskiego, naśladuje XVII-wieczne budownictwo sakralne regionu rostowskiego.  

Parafia Prawosławna św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Na cmentarzu pochowani są nie tylko ci, którzy stracili życie na polu bitwy, ale także ci, których życie związane było z Warszawą, a byli wyznania prawosławnego. Niektórzy jednak nadal byli chowani na cmentarzu ewangelickim, ponieważ był położony bliżej miasta (cmentarz prawosławny w tamtych czasach był położony daleko od miasta). Groby związane z wojskowymi mają charakterystyczne elementy: to szable, armaty, panoplia. A na górze makówka – czyli symbol snu wiecznego. Często spotkać można kapliczki (to charakterystyczne dla stylu bizantyjskiego). Te nowsze albo odnowione mają niebieski dach. Spotkamy jednak też antyk, czy neogotyk (w mniejszości). 

>>> Czy brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o śmierci? [WYWIAD]

Zdjęcie: Cmentarz Prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Cmentarz ekumeniczny  

Warto zatrzymać się przy niektórych nagrobkach, bo ich nazwiska to historia – Polski i Warszawy. Długa historia i koleje naszych dziejów sprawiły, że dziś (2009 r.) cmentarz ma charakter bardzo… międzynarodowy. Na przestrzeni 18 ha spoczywają Rosjanie, Ukraińcy, Tatarzy, Cyganie (m.in. ich król Rudolf Kwiek), żołnierze Armii Czerwonej oraz budowniczowie Pałacu Kultury i Nauki.  We wrześniu 2009 r. niedaleko kwater ukraińskich żołnierzy odsłonięto krzyż – pomnik ofiar wielkiego głodu z lat 1932-1933 wywołanego przez Stalina.

>>> W Bogu wszyscy będziemy żyć na wieki

Zdjęcie: Cmentarz Prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Na cmentarzu pochowany jest Marko Bezruczko – generał armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, który szlify wojskowe zdobył w najlepszej szkole wojskowej w Imperium Rosyjskim (w Mikołajewskiej Akademii Sztabu Generalnego). Razem z Polakami walczył z bolszewikami w 1920 roku (jako dowódca 6. Siczowej Dywizji Strzelców Armii URL). W maju 1920 dowodzona przez niego dywizja zajęła Kijów. W latach 30. był przewodniczącym Ukraińskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego w Warszawie. Na jego nagrobku zauważyć warto trójząb, czyli godło Ukrainy. Jest też tablica poświęcona ofiarom wielkiego głodu.

Zdjęcie: Cmentarz Prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Tytoń i herbata – zakazane  

Niezwykle interesująca jest część cmentarza, w której pochowani są starowiercy, staroobrzędowcy. W latach 60. zostali przeniesieni na Wolę z innego warszawskiego cmentarza. To charakterystyczne nagrobki – mają kształt trumien. Warto zaznaczyć, że te trumienki to rodzaj nagrobku, sama tumba grobowa jest usytuowana poniżej, w ziemi. Starowiercy powstali w połowie XVII wieku jako reakcja części rosyjskich wiernych i duchowieństwa na reformę liturgiczną.  Wtedy to reformowane pisma tak zmieniały usytuowanie religii w państwie, że car otrzymał niemal nieograniczoną kontrolę nad prawosławiem. Część wiernych sprzeciwiła się temu i chciała żyć według starych zasad. I tak jest od tamtego czasu. Wśród zasad, którymi żyją starowiercy jest zakaz palenia tytoniu, picia alkoholu, ale także… herbaty. Wierzą oni, że gdy Chrystus umarł na krzyżu to wszystkie rośliny umarły razem z nim, a jedynymi, które przetrwały były tytoń i herbata. Uważają więc je za rośliny szatańskiego pochodzenia.

Zdjęcie: Cmentarz Prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Starowiercy nie golą bród i nie służą w wojsku. W czasie carskiej Rosji byli okrutnie prześladowani, dlatego wędrowali na granice imperiów i na tych granicach żyli przez lata. Nie ma u nich kościelnej hierarchii, ważną rolę pełni starzec, tzw. nastawnik. Kieruje on modlitwami, przyjmuje dzieci na świat. Starowiercy przywędrowali głównie na tereny Suwalszczyzny, w okolice Augustowa. Przed II wojną światową było ich sporo, dziś to mała grupa. Byli uważani za dobrych gospodarzy, sumiennych usługodawców (wielu z nich było cieślami). Przed niedzielnym nabożeństwem dokonywali kąpieli, bardzo charakterystycznej – bo w  bani. Do dzisiaj ten zwyczaj jest znany i praktykowany. U staroobrzędowców ceremonia pogrzebowa to ściśle określona procedura. Pochówek wygląda inaczej w różnych częściach roku liturgicznego, inaczej chowa się kapłana, inaczej biskupa, inaczej dziecko (pochówki tych do 7. roku życia są bardzo skromne). Pogrzeb nie może się odbyć wcześniej niż trzeciego dnia po śmierci – do tej pory duchowny modli się za zmarłego. 

Zdjęcie: Cmentarz Prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Król kawioru  

Obok historii społeczeństw, grup religijnych i konkretnych ludzi, cmentarz prezentuje też ciekawy „przegląd” cerkiewnej architektury. Widzimy charakterystyczne kopuły, baldachimy, kokoszniki, ale też proste krzyże żeliwne. Jednym z ciekawszych i najbardziej rozbudowanych jest nagrobek Mikołaja Szelechowa, został zbudowany w formie kaplicy. Sam Szelechow był nazywany królem kawioru (sprowadzał go znad Morza Kaspijskiego, a nawet zza Bajkału). Ryby (i kawior) sprzedawał w sklepie przy ul. Senatorskiej, przy Pałacu Biskupów Krakowskich. Warszawa, przed I wojną światową, była zresztą nazywana „królestwem kawioru”. Angażował się w życie społeczne, był darczyńcą instytucji dobroczynnych. Dziś jego nagrobek – jak zresztą wiele innych – nadaje się do renowacji.

Zdjęcie: grobowiec rodzinny, fot. Maciej Kluczka

>>> Cmentarz mnie uspokaja [FELIETON]

Obok stoi kaplica rodziny Nipaniczów, której członkowie przy Granicznej 16 prowadzili sklep z galanterią norymberską. To jedna z bardziej znanych rodzin zajmujących się handlem w ówczesnej Warszawie. Żona była katoliczką (dlatego spoczywa na Powązkach), a jej mąż prawosławnym – spoczął z rodziną właśnie tu, przy ul. Wolskiej. Kapliczka ma styl neorenesansowy (co jest w mniejszości na tym cmentarzu) z ażurową kartą (warto na nią zwrócić uwagę, bo prezentują wysoki poziom kowalstwa). 

Zdjęcie: grób Mikołaja Szelechowa, fot. Maciej Kluczka

Odpady stały się nagrobkami  

Dla mnie bardzo duże wrażenie wywarła kwatera budowniczych Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Jego budowę rozpoczęto 2 maja 1958 roku. By budowa szła szybko i sprawnie, z Rosji sprowadzono 3,5 tysiąca robotników. To dla nich zbudowano osiedle na Jelonkach – specjalną osadę, która miała przypominać rosyjską wieś. Były to domy zbiorowe, w pojedynczych mieszkali inżynierowie radzieccy. Robotnicy się wymieniali, jeśli jedna grupa kończyła pracę, to wracała do Rosji, a pracę w Warszawie rozpoczynała kolejna. Osiedle było otoczone drutem kolczastym. Na cmentarzu spotkamy grób 15 robotników, którzy pracowali przy budowie Pałacu. Na budowie pracowali całą dobę, niekiedy nawet przy minus 30 stopniach. Ginęli, gdy niefortunnie zahaczali o konstrukcje metalowe albo… spadali prosto do masy betonu. Według kronik z tamtych czasów jeden robotnik został wmurowany w ściany Pałacu (nikt go z tego betonu nie wyciągnął). Jak podkreślają warszawscy przewodnicy – to nie są miejskie legendy, ale prawdziwe historie. Według niektórych w pałacu zamurowanych zostało nawet więcej robotników niż tylko ten jeden. Co ciekawe, nagrobki na tym cmentarzu to odrzuty z płyt, które były wykorzystywane przy budowie PKiN. 

Groby budowniczych Pałacu Kultury i Nauki, fot. domena publiczna

Mogiła świadectwem tragicznej i romantycznej miłości  

Nagrobki na cmentarzach warszawskich były podyktowane modą, epoką, a także możliwościami artystów. Niektóre wyróżniają się bizantyjską architekturą, ale są też żeliwne krzyże, groby skromne, klasycystyczne i z elementami secesji, ale i romantyczne – jak na przykład ten:  

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

To wspólna mogiła kochanków, Wiery Władymirownej Onacewicz i Gieorgija Władymirowicza Jacuna. Niektórzy nazywają ich „rosyjskimi Romeem i Julią w Warszawie”. Wiera Władymirowna miała lat 18 i była córką wysokiego oficera rosyjskiego stacjonującego w Warszawie. Gieorgij Władymirowicz był niewiele starszy. Był podporucznikiem Lejb-Gwardyjskiego Keksholmskiego Pułku Piechoty im. Cesarza Austriackiego stacjonującego za Rondem Mokotowskim (dziś Unii Lubelskiej). Grobowiec zdobi płaskorzeźbiony portret: on w mundurze, pod wąsem i z orderem na piersi. Dla ojca dziewczyny małżeństwo byłoby upokarzającym mezaliansem. Młodzi, porywczy, targani namiętnościami tego samego, listopadowego dnia w 1906 r. popełnili samobójstwo. Na ulicy Pięknej, w remizie, wynajęli lando, czyli dorożkę, którą pojechali w stronę Zamku Królewskiego.

>>> Odpust zupełny: zobacz, jak to zrobić

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

W pewnym momencie wojskowi kazali im zawrócić, pojechali więc w stronę dzisiejszego Placu Unii Lubelskiej (może żołnierze odkryli kto był w środku i kazali jechać dorożkarzowi do ojca młodzieńca?). Dorożkarz w pewnym momencie usłyszał dwa strzały z rewolweru. Gdy obejrzał się za siebie, zobaczył dwa ciała postrzelone od strzałów z rewolwerów… Razem z policją pojechali do Szpitala Ujazdowskiego, w którym lekarze stwierdzili śmierć tych młodych ludzi. Historia opisywana była przez warszawską prasę – pochowano ich razem, choć formalnie w związku nie byli.  

>>> Odwiedzin cmentarzy nie traktujmy jak sentymentalnego spaceru

Dzieła małej architektury  

Na cmentarzu prawosławnych przy ul. Wolskiej spotkamy też groby w formie usypisk głazów, często oplecione wyrzeźbionym bluszczem, który jest symbolem nieśmiertelności. Plecione są też rzeźbionymi linami, a do nich z kolei często przymocowane jest gorejące serce czy kotwice – to symbol nadziei. Zwłaszcza, gdy śmierć nastąpiła w sposób tragiczny. Przy wielu grobach warto spojrzeć na ich szczyt – można tam zobaczyć m.in. alegorię wiary, która trzyma tablicę z 10 przykazaniami. Na dłuższą chwilę warto zatrzymać się przy grobowcu rodziny Istomin.

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Głowa rodziny to człowiek, który wierzył w możliwość pojednania polsko – rosyjskiego. Za przykład stawiał przyjaźń Puszkina i Mickiewicza. Był to człowiek majętny, więc gdy zamówił kamienicę przy Alejach Jerozolimskich (między Nowym Światem a ulicą Bracką) , to chciał, by w niszach kamienicy były dwa popiersia: właśnie Puszkina i Mickiewicza. Na kamienicach zarabiał, ale prowadził też herbaciarnię. To było znane i lubiane miejsce w stolicy (przy Krakowskim Przedmieściu 7). Picie herbaty w Polsce było spopularyzowane właśnie przez Rosjan, między innymi dzięki nim poznaliśmy samowar. Jego nagrobek architektonicznie może nawet samowar przypominać. W tamtym okresie wśród warszawiaków często można było usłyszeć opinię, że jedynymi dobrymi rzeczami, które przynieśli ze sobą Rosjanie, były samowar i picie herbaty. Tej samej, której nie piją wspomniani wyżej starowiercy. 

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Bardziej kochał Warszawę niż cara  

Nieopodal znajduje się grób Sokratesa Starynkiewicza. To znany i ceniony prezydent Warszawy, choć de facto nie był jej prezydentem, a komisarzem. Miał stopień generała, służył w armii carskiej, podczas powstania styczniowego brał udział w tłumieniu buntu chłopskiego na Lubelszczyźnie. Warszawiakom jednak nie kojarzy się z carskim i rosyjskim buntem, ale z rozbudową i modernizacją miasta. Starynkiewicz pracował w Warszawie i darzył to miasto szacunkiem. Stolica pozbawiona była wodociągów, służby zdrowia, był problem ze śmieciami. Warszawa miała bardzo niski przychód w budżecie. Sokrates wszystko to uporządkował. Budżet, który na początku jego rządów liczył 1mln rubli, udało mu się zwiększyć do 3mln, dzięki niemu powstała sieć wodociągów. Gdy dowiedziała się o tym Moskwa i Petersburg, musiał jechać i tłumaczyć się przed samym carem, dlaczego w prowincjonalnym mieście na rubieżach Imperium on dokonuje tak wielu zmian i ulepszeń. Powiedział wtedy, że szanse na powodzenie prac nie są duże, a jak zaczniemy budować w Moskwie czy Petersburgu i się nie uda, to będzie wielka wtopa.

>>> Zaduszki w sztuce 

Zdjęcie: grobowiec w formie baldachimu, fot. Maciej Kluczka

Oczywiście wiedział, że prace w Warszawie się powiodą. Zamówił kostkę brukową, która zastąpiła kocie łby. Dzięki niemu powstaje Park Ujazdowski, Cmentarz Bródnowski, pierwszy tramwaj konny (w 1881 roku), hale targowe (Koszyki czy Mirowska). Jego spryt i konsekwencja sprawiła, że warszawiacy widzieli w nim dobrego i oddanego gospodarza. Czarę goryczy przelało zlecenie postawienia Kolumny Zygmunta. To jedyny Rosjanin, któremu Warszawiacy sami z siebie postawili pomnik – statua stoi na terenie Filtrów i też one opiekują się jego grobem.

>>> Cmentarz Stare Powązki: modlitwa i historia [ZDJĘCIA]

Zdjęcie: cmentarz prawosławny w Warszawie, fot. Maciej Kluczka

Cmentarz prawosławny w Warszawie to nekropolia, która łączy wiele historii: narodów, wyznań, miasta. Warto je poznać, warto się zatrzymać i przenieść w czasie. Warto wspomnieć tych wszystkich ludzi, pomodlić się za nich, modlitwami każdego wyznania i myślami każdego serca.  

 

Galeria (8 zdjęć)
Zobacz także
Wasze komentarze