Jezuicka miłość do Maryi

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Uroczystość Niepokopanego Poczęcia NMP, którą niedawno obchodziliśmy, jest dobrą okazją, by spojrzeć na kult maryjny także z historycznego punktu widzenia. A ta historia bardzo długa i bogata. Zróbmy to dziś, przyglądając się jezuitom, sprawdźmy jak kult maryjny u nich się narodził, jak wzrastał i pogłębiał się przez lata. Jest to historia oczywiście bardzo długa i niezwykle fascynująca i wszystkiego, z oczywistych względów, nie damy rady opowiedzieć.  

Zdjęcie: Matka Boża Pocieszenia. fot. www.dworzak.jezuici.pl

 

Kult maryjny w pobożności jezuickiej  
Wszystko zaczęło się oczywiście od św. Ignacego z Loyoli. To jedno z najbardziej spektakularnych nawróceń w historii Kościoła. Pokazał to dobrze film „Człowiek, który nie planował być świętym”. Co ciekawe, jeszcze przed nawróceniem Ignacy odznaczał się pobożnością maryjną. W tych czasach to był po prostu standard. Wszyscy czcili Matkę Bożę. Można powiedzieć: „to było modne”. Nawrócił się około 30. roku życia, a sam o sobie mówił, że przedtem wiódł życie światowe – popełniał wszystkie grzechy oprócz dwóch, których najbardziej się wstydził: nie kradł i nie lżył Matki Bożej. Wynikało to między innymi z tego, że od początku odznaczał się duchem rycerskim. Wcześniej był rycerzem, który chciał służyć królom na zamkach i zabiegać o względy kobiet. Później stał się rycerzem Chrystusa, który dużo uczynił dla kultu maryjnego.  

Po pewnej walce, gdy został ciężko ranny, gdy leżał przykuty do łózka, w czasie modlitwy, która była szczera i dynamiczna (jak zresztą wszystko, co robił) widział Matkę Bożą z Dzieciątkiem Jezus. W wyniku tego objawienia zerwał z grzesznym życiem. Obecność i znaczenie Maryi widać w duchowości i kulcie maryjnym jezuitów szczególnie – kult maryjny stanowić ma dla osoby wierzącej najlepszą tarczę ochronną. Dla Loyoli to był dar czystości. Pod koniec życia, kiedy na prośbę współbraci pisał swoją autobiografię, stwierdził, że właśnie pod wpływem objawienia maryjnego nie wrócił do grzechów nieczystych. Po wyleczeniu rozpoczyna szlak maryjny. Oddaje się modlitwie w różnych sanktuariach, odbywa dalsze pokuty i odzyskuje pieniądze, które należały mu się od dłużników. Przeznacza je na ozdobienie i odnowienie obrazu Matki Bożej. Jego kult maryjny objawia się w konkretach.  

Zdjęcie: Ignacy Loyola, fot. kard filmu

Zapał ewangelizacyjny oparty na oddaniu się Maryi  
Święty Ignacy swój zapał ewangelizacyjny zamienia w ubóstwo, czuwanie i modlitwę. Układa najważniejsze dzieło: „Ćwiczenia duchowe”. To podręcznik dla prowadzących rekolekcje i katechezy. „Metoda św. Ignacego” tak się przyjęła, że została zaaprobowana przez 21 różnych papieży. To nie są wykłady, ale ćwiczenia. To odczytywanie Biblii w kluczu osobistej historii zbawienia. Przechodzimy przez całą historię biblijną, stając się jej uczestnikami. Nie jesteśmy więc tylko biernymi, ale czynnymi odbiorcami Słowa Bożego. Ignacjańskie ćwiczenia prowadzą nas (mają prowadzić nas) do rozmowy z Bogiem. Ich autor prowadzi do tego celu stopniowo. Każe najpierw rozmawiać z Matką Bożą, później prosi, by pośredniczyła w rozmowie z Synem Bożym, a potem Ignacy już sam na sam rozmawia z Bogiem Ojcem. On na każdym etapie tych ćwiczeń wprowadza do nich Matkę Bożą.  

Klucz do relacji z Bogiem  
Ćwiczenia ignacjańskie pokazują nam właściwą relację z Bogiem. To serce i klucz tej duchowości. I tu jest ważna rola Maryi. Matka Najświętsza przede wszystkim słucha Słowa Bożego, uniża się, jest pokorną służebnicą i mówi: „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Te ćwiczenia prowadzą więc do przyjmowania woli Boga na wzór Maryi. Święty Ignacy na każdym etapie ćwiczeń przewiduje dla Maryi szczególną i doniosłą rolę. Ignacy dał podwaliny temu, co po setkach lat Jan Paweł II nazwie „Totus tuus”. Matka Najświętsza jest tą, która rodzi do nowego życia. Na tym polega dynamika ćwiczeń. Ignacy mówi o ukazaniu się Dziewicy Maryi. To już nie „tylko” Matka Pana. On odkrywa w znaku jej dziewictwa znak nadprzyrodzonego macierzyństwa. I dzięki temu, dzięki wprowadzaniu nas do kontemplacji ewangelicznej podlegamy pod pośrednictwo Maryi, a ostatecznie, gdy przyjmiemy ją całym sercem, staniemy się nowonarodzonymi do życia w Chrystusie.  

Benedykt XVI o duchowości ignacjańskiej  
Benedykt XVI, kiedy przemawiał do jezuitów w czasie ich 35. kongregacji generalnej, dokonał pewnego pogłębienia duchowości ignacjańskiej. Ta obecność w ćwiczeniach, modlitwie i kontemplacji – zdaniem Benedykta – sprowadza się do tego, że chcemy „uczyć się z Kościołem”. To reguły trzymania z Kościołem, które układał św. Ignacy w ćwiczeniach. Benedykt, który sam odprawił te ćwiczenia, idzie krok dalej: „waszym zadaniem jest nie tylko bycie z Kościołem, ale też czucie ducha Kościoła. Nie tylko z Kościołem, ale w środku Kościoła” – mówił papież Benedykt.  

 

Zdjęcie: kard. Wojtyła i prymas Polski kard. Wyszyński, fot. arch, Centrum Myśli JP2

Sodalicje mariańskie  
Mówiąc o jezuitach i ich kulcie maryjnym, nie sposób nie wspomnień o największym dziele apostolskim Towarzystwa Jezusowego, jakim były sodalicje mariańskie. Była to kongregacja świeckich. Bardzo ważny był w nich wymiar społeczny. Kult maryjny jezuicki ma zawsze wymiar społeczny. To było nieodłączne. Na początku była to organizacja stanowa. Nauczyciele spotykali się w gronie nauczycieli, krawcowie z krawcami, a piekarze z piekarzami. Patrząc na dynamikę tego ruchu, można bez dwóch zdań powiedzieć, że było to środowisko bardzo wpływowe. Spotykała się także sodalicja królewska, w której uczestniczył Zygmunt III Waza. Były one centralnie „zarządzane” przez generała zakonu jezuitów. Te wpływy i zasięg irytowały niektórych, głównie masonerię. Sodalicja została skasowana wraz z zakonem jezuitów przez Klemensa XIII. Wybitnym sodalitą był św. Stanisław Kostka. To był ruch elitarny, który łączył się z codziennymi dobrowolnymi praktykami religijnymi: to codzienne msze św., różaniec w niedziele, a w święta odwiedzanie chorych.  


Moc duchowości maryjnej 
Ta moc – co dobitnie widać u Ignacego – sprowadza się do pokory. Niektórzy mylą pokorę ze służalczością. Wspomniany św. Stanisław tak nie robił. Pokorę rozumiał jak Ignacy i Matka Boża – to posłuszeństwo woli Bożej. Jak Bóg czegoś chce, to należy to wypełnić. To właśnie istota postawy jezuickiej. Taka jest też droga Stanisława, którą wielu z nas pewnie dobrze zna: dążąc do celu, którym było wypełnianie woli Bożej, musiał sprzeciwić się nie tylko rodzicom, ale nawet spowiednikowi. Droga w duchu pokory sprowadza się do maryjnego „niech mi się stanie według słowa Twego”. Przedmiotem czci sodalicji mariańskich było Niepokalane Poczęcie. To tajemnica, która właśnie mówi o posłuszeństwie Bogu i byciu odkupionym. Bóg może wybaczyć nam grzechy, ale może też pomóc nam ich uniknąć. Jezuici odkryli tę tajemnicę i czcili ją już sto lat przed zatwierdzeniem tego dogmatu przez Watykan. Jezuici dobrze ją „wyczuli”, bo ona wyjątkowo zgadza się z ich duchowością i ćwiczeniami ułożonymi przez św. Ignacego. I jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, który znają jezuici, ale bardzo dobrze tez my – wierni w Polsce. Wymiar kultu maryjnego miał u nich zawsze wymiar społeczny. To już było widać we wspominanych wyżej sodalicjach. Kult maryjny nie może być zamknięty, ma przyciągać i włączać. Po latach ten temat dobrze znali i wdrażali w życie wielcy polscy czccielie Maryi: kardynał Wyszyński i Papież Jan Paweł II.  

I tak od Ignacego Loyoli dobiliśmy do prymasa i papieża Polaka. Ach, jak piękny jest kult maryjny!  

Zdjęcie: logo sodalicji mariańskich

***  

Tekst oparłem na wykładzie ojca Mariusz Bigiela (SJ), który wygłosił w ramach dominikańskich spotkań na Służewcu w Warszawie. Spotkanie odbyło się pod hasłem: „Kult maryjny w tradycji jezuickiej – syntetyczne ujęcie Tradycji”. 

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze