fot. Titien/wikimedia
Kapelan więzienny: historia Dobrego Łotra dowodzi, że niebo można zdobyć rzutem na taśmę
Historia Dobrego Łotra dowodzi, że niebo można zdobyć rzutem na taśmę, a więźniowie są bliscy Jezusowi – powiedział PAP diecezjalny kapelan więzienny ks. Tomasz Sękowski. Jego urodziny przypadają 26 marca, w liturgiczne wspomnienie św. Dyzmy, patrona skazańców i kapelanów więziennych.
PAP: Jak to się stało, że został ksiądz kapelanem więziennym?
Ks. Tomasz Sękowski: Jestem księdzem od 32 lat i kiedy byłem w seminarium, nigdy nie przypuszczałem, że będę pracował w więzieniu. Tak się jednak złożyło, że biskup skierował mnie do parafii w Tarnowskich Górach, gdzie zaraz obok kościoła mieści się areszt śledczy. Przejąłem wszystkie obowiązki poprzedniego wikarego, w tym obowiązek chodzenia do aresztu z posługą. To było w 1993 r. Przez sześć lat pracowałem w areszcie w Tarnowskich Górach, a w 1999 r. zostałem przeniesiony do Zabrza, gdzie były wtedy dwie jednostki: areszt śledczy i zakład karny. Teraz pracuję w zabrzańskim Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Bytomiu.
PAP: Nie bał się ksiądz tej pracy, tego, jak przyjmą księdza więźniowie i funkcjonariusze, jak się ksiądz w tym odnajdzie?
Ks. T.S.: Na początku trochę się obawiałem, ale nie należę do ludzi strachliwych. Stwierdziłem, że skoro biskup mnie posyła, to widocznie Pan Bóg ma w tym swój plan. Tym bardziej że z roku na rok coraz wyraźniej dostrzegałem, że ci ludzie – zarówno więźniowie, jak i funkcjonariusze – bardzo potrzebują kontaktu z księdzem, z sakramentami i ze Słowem Bożym. W przekonaniu, że nie znalazłem się tu przypadkiem, utwierdziło mnie jeszcze odkrycie, że 26 marca, czyli w dniu moich urodzin, przypada liturgiczne wspomnienie św. Dyzmy, czyli Dobrego Łotra – przestępcy ukrzyżowanego wraz z Chrystusem, któremu Pan Jezus powiedział: „Dziś ze Mną będziesz w raju”. Św. Dyzma jest przecież patronem więźniów, skazańców, pokutujących grzeszników oraz kapelanów więziennych. A ponieważ w życiu człowieka wierzącego nie ma przypadków, potraktowałem to jako znak, że właśnie tu, w zakładzie karnym, jest moje miejsce.

PAP: Św. Dyzma jest nie tylko pierwszym świętym Kościoła katolickiego, ale właściwie jedyną osobą, którą kanonizował osobiście Jezus Chrystus. Jak ksiądz sądzi, dlaczego Pan Jezus wyróżnił w ten sposób nie kogoś z apostołów, tylko Dobrego Łotra – przestępcę skazanego na śmierć?
Ks. T.S.: Historia św. Dyzmy jest dowodem na to, że można zdobyć niebo rzutem na taśmę i na to, jak bardzo Pan Bóg jest miłosierny. Dla mnie to także opowieść o tym, że właśnie takie osoby, jak więźniowie, którzy idą do Pana Boga krętą i wyboistą ścieżką, są szczególnie bliskie sercu Pana Jezusa.
Praca w więzieniu uświadomiła mi, jak mocno sposób, w jaki zostaliśmy wychowani, rzutuje później na nasze przeżywanie wiary i nasz obraz Boga. Widzę, jak wielu osadzonych ma potężny problem z modlitwą „Ojcze nasz”. Wielu z nich słowo „ojciec” kompletnie nie kojarzy się z miłością, z dobrocią, z wybaczeniem. Kojarzy się raczej z oschłością, z porzuceniem, z brakiem, czasem także z przemocą i z nadużywaniem alkoholu. Zwyczajnie dlatego, że ich ojcowie tacy właśnie byli, z takich rodzin się wywodzą. Więc moją rolą jako kapelana więziennego, ale także rolą psychologa więziennego, jest przede wszystkim to, żeby trochę zmienić ich myślenie.
>>> Warszawa: w piątek Droga krzyżowa i rekolekcje w byłym więzieniu przy ul. Rakowieckiej
PAP: Udaje się to księdzu?
Ks. T.S.: Czasem tak, czasem nie. Często te przekonania wyniesione z domu, przywiązanie do pewnego stylu życia, siedzą w człowieku bardzo głęboko i naprawdę ciężko to zmienić. Ale się nie poddaję. Jestem, czekam i cały czas mam nadzieję, że do tych osadzonych też jakoś Pan Bóg dotrze.
PAP: Jak wygląda praca kapelana w więzieniu?
Ks. T.S.: Wszystko zależy od tego, jaki to jest typ jednostki. W areszcie śledczym wygląda to w ten sposób, że kapelan ma kontakt z dwoma rodzajami osadzonych: po pierwsze z tymczasowo aresztowanymi, którzy są w areszcie śledczym ze względu na postanowienie sądu. Oni są bardzo mocno izolowani, więc tym bardziej potrzebują wsparcia i dobrego słowa. W aresztach śledczych są też osoby, które są już po wyroku i odbywają karę pozbawienia wolności. Oni potrzebują tego, co Pan Jezus w Ewangelii wg św. Mateusza opisał słowami: „byłem w więzieniu, a odwiedziliście Mnie”.
Teraz pracuję w zakładzie karnym typu półotwartego, gdzie panują łagodniejsze zasady. Więźniowie mogą chodzić po terenie zakładu, mogą sami przyjść do kaplicy właściwie przez cały dzień. Codziennie w kaplicy sprawuję mszę świętą i głoszę kazania. Raz w tygodniu spotykamy się przy stole i wtedy głoszę katechezy. Poza tym ja zwyczajnie jestem między nimi, chodzę po tych samych korytarzach, zagaduję. Oni doskonale wiedzą, że jestem księdzem i jeśli ktoś potrzebuje rozmowy czy spowiedzi, to jestem zawsze do dyspozycji.
Jako kapelan więzienny jestem posłany nie tylko do osadzonych, ale także do funkcjonariuszy. Oni mają bardzo specyficzną, trudną pracę i nie zawsze mogą uzyskać wsparcie w swojej parafii, której proboszcz może zwyczajnie nie rozumieć tej specyfiki. Jako kapelan rozumiem ich zdecydowanie lepiej.

PAP: Z jakimi sprawami więźniowie zwracają się do księdza?
Ks. T.S.: Najczęściej rozmawiamy o życiu, o problemach dnia codziennego. Dla mnie nie ma różnicy, czy ktoś przychodzi na mszę do kaplicy, czy nie przychodzi. Z każdym rozmawiam tak samo. To są często ludzie, którzy wychowali się w rodzinach dysfunkcyjnych, ale jest w nich silna tęsknota za głębią, za spokojnym życiem i normalną rodziną. Przychodzą, żeby porozmawiać o problemach rodzinnych, o tym, że mieli takie, a nie inne wzorce i nie potrafią sobie z tym poradzić.
PAP: Zdarza się, że ktoś przychodzi na mszę św. czy katechezę z nudów, a później odkrywa w tym coś głębszego?
Ks. T.S.: Takie sytuacje zdarzają się raczej w zakładach typu zamkniętego, w których każde wyjście z celi jest dla osadzonego atrakcją. Wtedy faktycznie czasem ktoś przychodzi na katechezę po prostu po to, by z kimś pogadać czy napić się kawy. W jednostce, w której pracuję, jeżeli ktoś przychodzi na mszę czy do spowiedzi, to raczej dlatego, że chce coś zmienić, czegoś szuka w życiu.
PAP: Czy zdaniem księdza pobyt w więzieniu jest dla osadzonych szansą na zmianę życia na lepsze?
Ks. T.S.: Wszystko zależy od konkretnego człowieka. Jeżeli ktoś chce się zmienić, to ma ku temu możliwości. W zakładach są różnego rodzaju programy resocjalizacyjne, jest biblioteka, jest praca. W ciągu tych 32 lat spotkałem wielu osadzonych, którzy w więzieniu przemyśleli swoje życie, zmienili sposób myślenia, sposób wartościowania i teraz prowadzą uczciwe życie. Z niektórymi utrzymuję kontakt i wspieram ich na wolności. Pamiętam jednego z osadzonych, który w więzieniu się nawrócił i jeszcze w trakcie odbywania kary składał świadectwo podczas rekolekcji, które głosiłem w jednej z parafii pod Gliwicami.
PAP: Czy zdarza się, że ktoś w więzieniu prosi księdza o spowiedź po raz pierwszy po wielu latach?
Ks. T.S.: Tak, zdarza się. Ze względu na tajemnicę spowiedzi nie mogę na ten temat za dużo mówić. Powiem więc tylko, że rekordzistą w spowiedzi był osadzony, który przystąpił do sakramentu pokuty po raz pierwszy od 46 lat. Pan Bóg działa na różne sposoby, także w zakładach karnych i kaplicach więziennych.
Rozmawiała Iwona Żurek
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Bp Damian Bryl: życie jest wielkim darem
Rzecznik Watykanu: Leon XIV skieruje w Monako słowa do Europejczyków
Książe Albert o sobotniej wizycie papieża w Monako: „to prawdziwe błogosławieństwo”





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny