fot. PAP/Marian Zubrzycki

Kard. Krajewski: chcę robić dokładnie to, co robił Jezus i nie mam żadnych innych planów [ROZMOWA]

Chcę robić dokładnie to, co robił Jezus i nie mam żadnych innych planów – powiedział PAP metropolita łódzki kard. Konrad Krajewski. Chcę Go naśladować w pełni, to znaczy być z tymi, którzy potrzebują, z tymi, którzy są obolali, z tymi, którzy nie wiedzą, co ze sobą zrobić.

Ma już ksiądz kardynał plan, który chciałby zrealizować jako metropolita łódzki?

Kard. Konrad Krajewski: Od początku mojego kapłaństwa realizuję ten sam plan i on się nie zmienił, kiedy przyjechałem do Łodzi. Ten plan to życie Ewangelią. Chcę robić dokładnie to, co robił Jezus, i nie mam żadnych innych planów.

Jezus wychodził rano i szukał ludzi, którym należy pomóc. Oczywiście, to musi być jakoś zorganizowane. Nie chodzi o to, że będę codziennie wychodził na ulicę Piotrkowską w Łodzi i pytał przechodniów, czy czegoś nie potrzebują. Chcę Go naśladować w pełni, to znaczy być z tymi, którzy potrzebują, z tymi, którzy są obolali, z tymi, którzy nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Być z tymi, którzy są blisko Boga, ale też z tymi, którzy Go nie poznali.

Chcę być po prostu obecny. Tak jak Kościół powinien być obecny tam, gdzie żyją ludzie. W Ewangelii Jezus powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. Wszyscy! Nie stawiał żadnych granic, żadnych barier. Tu nie chodzi o jakiś Kościół liberalny, o rozmywanie zasad; tu w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że Kościół ma być jak szpital polowy – jak to mówił papież Franciszek. A do szpitala przychodzą ludzie chorzy, ludzie, którzy sobie nie radzą. W tym sensie Kościół jest dla wszystkich.

PAP/Marian Zubrzycki

Archidiecezja łódzka ma jeden z najniższych w Polsce wskaźników dominicantes, czyli osób przychodzących na niedzielną mszę św. Jak dotrzeć do osób, które Kościołowi nie ufają i są do niego uprzedzone?

Do Jezusa wielu Jemu współczesnych też było uprzedzonych. Jego bliscy mówili, że postradał zmysły, a inni byli uprzedzeni do tego stopnia, że uważali, że jest opętany.

Chciałbym, żeby kościoły w Łodzi były zawsze otwarte, a księża byli zawsze do dyspozycji ludzi. Chciałbym, żeby było jak najwięcej kaplic, w których Pan Jezus będzie adorowany w Najświętszym Sakramencie przez cały dzień. Mamy już jedną kaplicę całodobową. Pojechałem tam któregoś wieczoru tuż przed północą. I ta kaplica była pełna ludzi! Więc to nie jest do końca tak, że ludzi nie ma w kościołach. Ale chodzi o to, żebyśmy my, kapłani, tam byli dla nich.

Kiedy obserwujemy dzieci bawiące się w domu, to one co chwila wołają: mamo, jesteś? Obecność mamy daje im poczucie bezpieczeństwa. One wiedzą, że gdyby cokolwiek złego się wydarzyło, to mama im pomoże. Myślę, że takie też jest zadanie Kościoła.

Papież Franciszek powiedział kiedyś, że czasami nasza obecność w kancelarii parafialnej jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza, jak przy ołtarzu. To stwierdzenie może się wydawać szokujące. A papieżowi chodziło o to, że do ołtarza przychodzą ci, którzy są świadomi, czym jest ołtarz i liturgia. A do kancelarii przychodzą wszyscy. Także ci, którzy nie wierzą, ale chcą np. pochować swoich bliskich zmarłych. W kancelarii mamy możliwość, żeby z nimi porozmawiać o życiu i śmierci, zapytać, kim był ten zmarły, którego żegnają, i co mają w sercu po jego odejściu.

Kard. Krajewski i papież Franciszek, fot. EPA/ Vatican Media

Do kancelarii przychodzą także ludzie, którzy chcą się z Kościoła wypisać. Wtedy mamy możliwość wysłuchania ich wątpliwości. Czasem trzeba przyjąć także ich złość. Ale czasem jest to okazja do opowiedzenia im o swojej wierze i o tym, dlaczego ja bym się nigdy z Kościoła nie wypisał.

Kancelaria to wspaniałe miejsce ewangelizacji. Dlatego my, księża, musimy bardzo się starać, żeby nikt nie wyszedł z niej zniechęcony. Bo to może być pierwszy i zarazem ostatni kontakt z księdzem w czyimś życiu. Liturgia to już jest kolejny etap naszego chodzenia razem. Natomiast w kancelarii może wszystko się zacząć albo może wszystko się pogmatwać.

W okresie pracy w Rzymie media nadały księdzu kardynałowi przydomek: „Robin Hood papieża Franciszka”, ponieważ robił ksiądz rzeczy szalone. Na przykład udostępnił swoje mieszkanie koło Placu św. Piotra rodzinie uchodźców. Skąd brał ksiądz te pomysły i odwagę, by je realizować?

Kard. Krajewski: Nie wiem, czy można tu mówić o odwadze. Po prostu starałem się robić to, co robił Jezus. On rzeczy nie odwlekał. Kiedy spotykał ludzi w potrzebie, to nie mówił: przyjdźcie do mnie za dwa tygodnie, najpierw porozmawiajcie z Marią Magdaleną, potem z Piotrem, a potem może coś ustalimy. Jego pomoc była tu i teraz.

„Wczoraj” to już jest historia naszego życia, której nie możemy zmienić, „jutro” jest niepewne. Tak naprawdę mamy tylko „dzisiaj”. Ja uchodźców spotykałem „dzisiaj” i trzeba było się nimi zaopiekować „dzisiaj”. Nie interesowały mnie sprawy polityczne, dlaczego oni przyjechali i gdzie chcieli się dostać dalej. „Dzisiaj” byli głodni, potrzebowali schronienia lub leczenia.

W tamtym okresie przybywało do wybrzeża Włoch 800 tys. uchodźców rocznie. To były olbrzymie liczby. Papież Franciszek poprosił, żeby każda włoska parafia przyjęła do siebie chociaż jedną rodzinę. W Watykanie mamy dwie parafie: Świętego Piotra i Świętej Anny. Więc poprosiłem o dwa mieszkania dla uchodźców, zgodnie z życzeniem papieża. Jedno otrzymałem od razu, o drugim mi powiedziano, że będzie gotowe za miesiąc, może dwa. Więc powiedziałem sobie: skoro w Watykanie nie ma mieszkań dla uchodźców, to ja oddam im swoje – i poszedłem mieszkać do biura. I rzeczywiście, od razu wprowadziła się do mnie jedna rodzina z kilkorgiem dzieci.

fot. Vatican Media

Dlaczego zdjął ksiądz kardynał pieczęcie z licznika w kamienicy, w której wyłączono prąd z powodu zadłużenia?

Dotarła do mnie informacja, że w samym centrum Rzymu jest kamienica, w której mieszka około pięciuset osób, w tym ponad setka dzieci, i w której nie ma prądu ani wody. Pojechałem tam i najpierw zadzwoniłem w kilka miejsc: do prefekta Rzymu, do prezydenta miasta. Wszędzie słyszałem: mamy to na uwadze.

Nie wiedziałem, co zrobić, więc wróciłem do Watykanu. Tuż przed Bramą Świętej Anny uderzyła mnie myśl: czyli co? Ja sobie tak po prostu wrócę do domu, wezmę prysznic, obejrzę wieczorny dziennik, zjem dobrą kolację, a tam w ciemności będzie siedzieć pięćset osób?

Natychmiast zawróciłem. Poprosiłem, żeby mi pokazali, gdzie tu się włącza prąd. Tam była taka olbrzymia studzienka, a w niej pełno kabli. Nie bardzo wiedziałem, co robić, coś tam poprzekręcałem. Po chwili usłyszałem brawa i wiwaty – prąd wrócił. Zostawiłem w tej studzience swoją wizytówkę, żeby w razie czego było wiadomo, kto spowodował całe to zamieszanie, i spokojnie wróciłem do Watykanu. Od razu sprostuję, że tam nie było żadnych pieczęci, tylko dużo kabli i pokręteł. Informację o pieczęciach dodali dziennikarze i taka wersja poszła w świat.

Oczywiście zaraz rozpętała się straszna awantura, przyjechała policja, a następnego dnia mówili o tym we wszystkich mediach. Aż papież do mnie zadzwonił i powiedział: co ty znowu narobiłeś? Wszystkie gazety piszą o tobie, a przecież to ja jestem papieżem. Szum wokół tej sprawy trwał może trzy tygodnie. Ostatecznie sąd zdecydował, że to była wyższa konieczność, ponieważ pozbawiając tych ludzi prądu, de facto pozbawiono ich środków koniecznych do życia. Natomiast kiedy policja na miejscu pytała ludzi, kto to zrobił, to wszyscy mieszkańcy zgodnie mówili: to my. To jest siła jedności, siła bycia razem.

To prawda, że spał ksiądz kardynał kiedyś razem z bezdomnymi w noclegowni?

Kiedyś papież Franciszek powiedział: jak chcesz wiedzieć, jakie potrzeby mają bezdomni, to najpierw sprzedaj swoje biurko i wyjdź z Watykanu, a potem idź, zjedz z nimi posiłek i się z nimi prześpij. Dokładnie tak zrobiłem. Spędziłem noc w noclegowni dla 80 mężczyzn, którą prowadzą w Krakowie niedaleko Skałki bracia albertyni. Spałem tam w pokoju czteroosobowym, w którym były dwa łóżka piętrowe.

fot. Vatican Media

Oczywiście dla tych, którzy tam spali, było to bardzo dziwne, że kardynał śpi z nimi. Kiedy poszedłem się umyć, oni już leżeli w łóżkach. Kiedy wróciłem, jeden pan nagle usiadł na łóżku – od stóp po szyję był cały wytatuowany – i powiedział: muszę powiedzieć, że ja jeszcze nigdy nie spałem z żadnym kardynałem. Ja mu na to odpowiedziałem: ja też nigdy z żadnym kardynałem nie spałem. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem i tak zasnęliśmy.

W wielu homiliach powtarza ksiądz kardynał wezwanie do radykalnego życia Ewangelią. Co to oznacza w praktyce w dzisiejszym świecie? I dlaczego w swojej książce napisał ksiądz kardynał, że miłość jest „stuknięta”?

Życie Ewangelią jest życiem bardzo radykalnym, a jego sednem jest miłość. Nie ma miejsca na kompromisy, na kalkulacje: czy mi się to opłaca? Podam przykład: papież Franciszek zaraz po wyborze zauważył, że w Watykanie w sklepach sprzedawane są papierosy. Jedną z pierwszych jego decyzji było wycofanie ich ze sprzedaży. Nie możemy sprzedawać czegoś, co zabija ludzi – mówił. Otrzymał wtedy odpowiedź: Ojcze Święty, ale sprzedaż papierosów to jest dla Watykanu dwa miliony euro dochodu. Dla papieża to było nieistotne. Nie chciał zarabiać na tym, że ktoś zachoruje na raka.

A jak dziś działa świat? Czy mamy w Polsce zakaz sprzedaży i reklamy alkoholu? Wszyscy wiedzą, że to szkodzi, że przez uzależnienie od alkoholu rozpadają się rodziny, wzrasta przemoc domowa. Czy ktoś się przejmuje losem dziecka, które chodzi głodne, ponieważ rodzice ciągle są nietrzeźwi? Rozpijamy naród za cenę akcyzy. Czy to nie jest zarabianie na kulturze śmierci?

Albo inny przykład. W Łodzi osiemset dzieci czeka na adopcję. Te dzieci cierpią na chorobę sierocą, ponieważ nie mają kogoś, do kogo mogłyby się przytulić. Tymczasem coraz więcej osób świadomie podejmuje decyzję, że nie chce mieć dzieci. Zamiast tego decydują się na adopcję psa, którego później wożą w dziecięcym wózku i nazywają „synkiem”. W jakim kierunku zmierzamy?

Obawiamy się wojny, tego, że ktoś nas zaatakuje z zewnątrz. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy my sami nie idziemy w kierunku zagłady, zniszczenia swojego narodu? Czy nie jest samozagładą fakt, że jesteśmy jako naród coraz bardziej podzieleni? Że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, nie potrafimy nawzajem się słuchać? W debacie publicznej każdy chce udowodnić swoją rację i tylko czeka, żeby wytknąć błąd drugiej stronie.

EPA/STRINGER
Dostawca: PAP/EPA.

Czy zdaniem księdza kardynała w polskiej debacie publicznej możliwe jest jeszcze zbudowanie mostu porozumienia pomiędzy zwaśnionymi stronami? A jeśli tak, to jaką rolę w tym procesie może odegrać Kościół?

Uważam, że to jest możliwe, chociaż nie jest łatwe. Papież Franciszek również dostrzegł problem nieumiejętności słuchania w dzisiejszym świecie i dlatego zwołał synod o synodalności. Cel tego synodu był jeden: mamy się nauczyć słuchać. Papież zaproponował prostą metodę, którą stosowaliśmy podczas wszystkich spotkań w Rzymie: najpierw każdy miał czas, żeby spokojnie się wypowiedzieć na dany temat. Nie można było przerywać ani polemizować. Następnie każdy miał zastanowić się i powiedzieć, co pozytywnego dostrzegł w wypowiedzi drugiej osoby – nawet jeśli miał na dany temat inne zdanie. Na koniec mieliśmy spróbować odnaleźć to, co nas łączy i co możemy zrobić razem.

W Polsce debata wygląda dokładnie odwrotnie: szukamy tego, co nas dzieli, a nie tego, co nas łączy. Każdy twierdzi, że jest właścicielem całej prawdy, a druga strona się we wszystkim myli.

Papież Franciszek powiedział kiedyś do rodzin zgromadzonych na Placu św. Piotra: zapamiętajcie trzy słowa, które uratują wasze rodziny: proszę, dziękuję, przepraszam. Możecie się kłócić – mówił – możecie nawet rzucać talerzami, ale nie idźcie spać, dopóki się nie pogodzicie.

Czy potrafimy w debacie publicznej przebaczać? Czy umiemy powiedzieć: przepraszam? Czy tylko rozliczamy i oskarżamy? Czy to jest sprawiedliwość? Przypomnijmy sobie słowa orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich: „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”, cytowane często w formie „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Za te słowa spadła wtedy na biskupów fala krytyki. A to jedyna droga, by iść naprzód.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze