Metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz podczas spotkania opłatkowego senatorów w Senacie, fot. PAP/Leszek Szymański

Kard. Nycz: święta to dobry czas, by powiedzieć „przepraszam”

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Święta to dobra okazja, by powiedzieć „przepraszam” – powiedział metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Zachęcał, by podczas dyskusji swoje racje przedstawiać merytorycznie i spokojnie i pamiętać, że rzadko kiedy udaje się przekonać rozmówcę do swojego zdania.

Boże Narodzenie wielu osobom kojarzy się z natłokiem obowiązków podczas przygotowań: kupowaniem prezentów, gotowaniem 12 potraw, sprzątaniem. Jak dobrze przeżyć święta?

kard. Kazimierz Nycz: Trzeba by zastosować rady ojców Kościoła, którzy twierdzili, że jeżeli postawimy Boga na pierwszym miejscu, to wszystko inne znajdzie się na właściwym miejscu. Nie neguję ważności tych przyziemnych przygotowań, ale dla człowieka wierzącego w święta najważniejsze jest rzeczywiste, sakramentalne spotkanie z Jezusem, który się rodzi. W znaczeniu sakramentalnym Emmanuel – Bóg z nami – przychodzi w każdej mszy św., więc każda jest Bożym Narodzeniem, ale ta uroczysta msza św. – pasterka, jest nim w sposób wyjątkowy. I tam warto spotkać się z Jezusem. Święta i adwent przypominają nam też o innym spotkaniu, które jest celem naszego życia – o spotkaniu z Bogiem w niebie. Jeżeli potrafimy podporządkować temu celowi wszystkie nasze doraźne sprawy, to jesteśmy na właściwej drodze.

Nigdy nie przekreślam ludzi, którzy na danym etapie życia są w stanie zachować jedynie resztki zwyczajów świątecznych: ubierają choinkę, śpiewają kolędy, przygotowują wigilijny stół, ale już nie dostrzegają duchowego wymiaru świąt. A przecież te tradycja mają swój początek w prawdzie, że Bóg stał się człowiekiem, jednym z nas. Zawsze ufam, że dopóki człowiek potrafi pielęgnować te zwyczaje, to jest nadzieja, że one doprowadzą go odpowiedzi na zasadnicze pytania.

Bóg stał się niemowlęciem. Dlaczego zdecydował się na tak szalony krok?

Tak do końca nikt tego nie wie. Przecież mógł nas zbawić jednym swoim słowem. Dlaczego wybrał taką drogę? Chyba jedyną odpowiedź na to pytanie daje Ewangelia według św. Jana, która mówi „tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał”. Chrystus stał się człowiekiem i przeszedł wszystkie etapy ludzkiego życia. Nikt nie może powiedzieć, że Jezus nie był człowiekiem do końca. Był takim człowiekiem jak każdy z nas – od niemowlęctwa, aż po śmierć. A równocześnie był Bogiem i to jest wielka tajemnica wcielenia. Tak więc Boże Narodzenie to święta niepojętej i nie do końca zrozumiałej miłości Pana Boga do nas.

W wielu rodzinach bożonarodzeniową atmosferę mogą zepsuć głębokie różnice poglądów, które podzieliły Polaków w ostatnich latach. Czy widzi ksiądz kardynał szansę na „zawieszenie broni” w rodzinach, w Polsce, nie tylko na święta?

W kwestii podziałów rozróżniam dwie sytuacje. Polaków dzielą, po pierwsze, różnice w kwestiach politycznych i światopoglądowych. W tej dziedzinie zawsze będziemy się różnić i nie jest to nic niezwykłego. Jedność nie polega na jednolitości, która zresztą byłaby bardzo uciążliwa. Sedno leży w tym, żebyśmy o tych sprawach potrafili rozmawiać, uzasadniając swoje racje merytorycznie i ze spokojem, a ponadto byśmy potrafili zgodzić się na to, że nie każda rozmowa, a może nawet nie większość rozmów, skończy się tym, że przekonamy rozmówcę do swojego zdania. Najczęściej każdy pozostaje przy swoim zdaniu. Chodzi o to, żebyśmy to robili kulturalnie i bez obrażania się.

Istnieją też podziały innego rodzaju. W gronie rodzinnym w każdym roku nazbiera się trochę sytuacji, które nas poróżniły. Stół wigilijny jest wspaniałą okazją do tego, żeby – zanim podzielimy się opłatkiem – umieć wypowiedzieć słowo: przepraszam. Osobiście mile wspominam z czasów dzieciństwa, jak mój tata przy stole wigilijnym, po modlitwie, w sposób syntetyczny pokazywał nam, że mamy za co się przepraszać. Czy możemy poprosić o przykład takiego zdania lub zachowania? Była to jakaś wielka edukacja w kierunku tego, żebyśmy umieli uznać swoją winę i za nią przeprosić.

Co ksiądz kardynał uznaje za najważniejsze wydarzenie w Kościele w Polsce w 2017 r.?

Niezwykle ważną sprawą był rok św. Brata Alberta, który kończy się w Boże Narodzenie. Ten święty miał niezwykłą zdolność rozumienia tajemnicy wcielenia. Rozumiał, że z chwilą, kiedy Bóg stał się człowiekiem, to my możemy Chrystusa odnaleźć w każdym człowieku. W Kościele warszawskim bardzo ważnym wydarzeniem był Dzień Dziękczynienia, który obchodziliśmy w czerwcu. W wymiarze Kościoła powszechnego najważniejsza była oczywiście działalność papieża, jego wołanie o pomoc potrzebującym i jego nauczanie o rodzinie.

Wśród potrzebujących papież wymieniał m.in. uchodźców.

Ojciec Święty zaraz po swoim wyborze pojechał na wyspę Lampedusa i spotkał się tam z uchodźcami, którzy przeżyli podróż przez Morze Śródziemne. Potem w Roku Miłosierdzia kazał tam postawić Bramę Miłosierdzia. Dał w ten sposób sygnał, jaki – w kontekście tego tematu – będzie kierunek jego pontyfikatu. Papież jest tutaj bardzo konsekwentny. Wie, że nikt nie ucieka ze swojego kraju, jeśli nie musi – dlatego uchodźcy potrzebują naszej pomocy – chociaż papież rozróżnia między uchodźcami a innymi migrantami.

Bardzo mocnym znakiem tego, że jesteśmy otwarci, żeby przyjąć kogoś obcego, jest pusty talerz, który stawiamy na stole wigilijnym. W ten sposób wyrażamy całoroczną postawę otwarcia na ludzi potrzebujących i jednocześnie potrzebę ciągłego reflektowania nad naszym stosunkiem do ludzi potrzebujących, także uchodźców. Żebyśmy nie stawiali mechanicznie znaku równości między uchodźcą a terrorystą. Od tego, żeby nas zabezpieczyć przed tymi, którzy podszywają się pod uchodźców, a tak naprawdę są terrorystami, jest państwo. Oczywiście rozsądek każe nam w sposób bezpieczny kontrolować to wszystko, co się dzieje w związku z problemem migracji. To jednak nie znaczy, że mamy się całkowicie zamknąć na tych ludzi. Nie tego nas uczy ewangelia.

Czego ksiądz kardynał życzy Polakom na święta i nadchodzący rok?

Życzę, żeby święta były refleksyjne, pełne zadumy i modlitwy, a jednocześnie pełne nadziei i radości. A z drugiej strony, żebyśmy spojrzeli na nie jak na czas, w którym Bóg nas chce umocnić, żebyśmy podołali wszystkim zobowiązaniom i trudom, które nas czekają w nowym roku.

Kard. Nycz: święta to dobry czas, by powiedzieć „przepraszam”
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze