Fot. Patryk Olczyk

Katolickie memy mogą także ewangelizować [ROZMOWA] 

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

25 października odbyły się w Toruniu pierwsze polskie warsztaty „katolickiego designu”.  Prelegenci, wśród których była Dorota Paciorek – twórczyni polskiej przestrzeni memów katolickich (znanych na fanpejdżu „Dayenu – design for God”), dzielili się swoim doświadczeniem pracy w środowisku katolickim.  

Zofia Kędziora (misyjne.pl): Czym jest sfera „katomemów”? 

Dorota Paciorek (Dayenu): Katomemy pozwalają na mówienie nowym, prostym językiem o rzeczach, o których trudno mówić wprost. Humor czy ironia pomagają w zobrazowaniu jakichś zjawisk, pokazaniu czegoś, możemy się dzięki nim też zwyczajnie pośmiać. Jeśli jest jakiś problem, to dzięki humorowi wydaje nam się on trochę mniejszy. Katomemy skierowane są do ludzi wierzących, czyli są to takie inside joke (żart rozumiany tylko przez określoną grupę odbiorców). Zresztą, już w średniowieczu istniała tzw. karnawalizacja świata, a więc obśmiewanie trudnych tematów i danie sobie odrobiny dystansu. Tak samo zresztą jest w rodzinie. Żartujemy z sobie wzajemnie, takie drobne uszczypliwości. Znamy sięi możemy sobie na to pozwolić. Sama mam doświadczenie tego, że wśród moich bliskich, katomemy stworzyły inną perspektywę patrzenia na Kościół. Moja kuzynka, designerka, po poznaniu katomemów „Dayenu”  poszła ostatecznie do spowiedzi, po ponad 20 latach.  

Fot. Patryk Olczyk

Mogłoby się wydawać, że to „śmieszne obrazki”, a jednak zaraz za humorem, kryje się coś o wiele głębszego…  

Katomemy to nie tylko śmieszne obrazki, ale wynik analizowania Pisma Świętego. Cały mój pomysł tworzenia memów zaczął się od tego, że we wspólnocie robiliśmy lectio divina. To jest bardzo żmudna metoda poznawania Pisma Świętego i medytowania nad nim. Dla współczesnego człowieka ta metoda jest nudna, tak samo jak rekolekcje w ciszy. Więc dla mnie to też było wtedy bardzo nużące. Gdy analizowaliśmy fragment: „Pan jest pasterzem moim”, zaczęłam sobie malować na marginesie różne rzeczy, które były wynikiem tej mojej medytacji. Tak zaczęły powstawać pierwsze memy, które z początku nie zawsze były żartobliwe, czasami to był jakiś symbol. Protestanci mają coś takiego, jak rysunek proroczy. To rysunek, który powstaje podczas wielbienia i modlitwy. I on też ma w określonym momencie swoje bardzo konkretne znaczenie. 

 

>>> 7 naprawdę śmiesznych, katolickich memów

Z drugiej strony, memy katolickiepodobnie jak w średniowieczu obrazki biblijne, potrzebują tłumaczenia, kontekstu. To, co robimy, czyli memy i gadżety, służą ewangelizatorom do ewangelizacji. W Toruniu, podczas warsztatów dyskutowaliśmy trochę o tej kulturze wizualnej, tzn. o tym, że my dzisiaj bardziej patrzymy niż czytamy. Ludzie w średniowieczu nie potrafili czytać, Pismo Święte siłą rzeczy musiało być dla tych zwykłych ludzi w obrazkach. Dzisiaj ludziom nie chce się czytać, dlatego tak samo potrzebują… obrazkowych memów. Gdy projektujemy grafiki, nawet sam tekst musi być tak zaprojektowany, żeby nie męczyć mózgu odbiorcy. Po to jest ładnie, prosto i czytelnie ułożony, żeby wzbudzać pozytywne odczucia. Musi być także komunikatywny, czyli czytelny. Memy pozwalają łapać treść – bez wysiłku czytania.  

Fot. Patryk Olczyk

I przy okazji złapać trochę dystansu? 

Najpopularniejsze są żartobliwe memy. I nie wiem do końca dlaczego, ale nasza działalność nie ma prawie w ogóle hejterów. Może właśnie ten humor potrafi łączyć ze sobą różne „sfery” Kościoła? Mamy ich przecież trochę, to są tradycjonaliści, grupy związane z Odnową w Duchu św., neokatechumenat, grupy oazowe. Może właśnie tzw. katosfera jest potrzebna, żeby te różne, czasami skłócone, środowiska łączyć…

 To prawda. Potrzeba trochę takiej wolnej przestrzeni w Internecie. Kończąc, powiedz jaka jest przyszłość „Dayenu”? 

Rozeznajemy krótkoterminowy wyjazd na misje. Wiadomo przecież, że misje mogą mieć różny charakter, nie zawsze jest to kilkuletni wyjazd, czasami jest to po prostu jednorazowe doświadczenie misyjne. My z mężem chcielibyśmy wyjechać zimą, choć pewnie więcej konkretów ustalimy za jakiś czas. Mamy taki plan, żeby uczyć na misjach projektowania. Jak na razie padło na Kenię i myślę, że będziemy tam co najmniej miesiąc, choć ostatecznie może się to jeszcze zmienić. Musimy także wyczuć potrzeby, jakie mają ludzie, do których pojedziemy. Wiadomo, że to trochę inaczej wygląda niż tutaj, w Europie i Polsce.  

Zobacz także
Wasze komentarze