para w kościele

fot. cathopic.com

Katolicyzm kucany, czyli praktykujący niewierzący

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie zawsze traktujemy serio swoje chrześcijaństwo. Czasem już po naszym zachowaniu w kościele widać, jak traktujemy swoją relację z Bogiem.

Nie chcę nikomu niczego wytykać. Najlepiej bić się we własne piersi. Ale mamy w Polsce szczególny problem z poważnym traktowaniem wiary. Uczestnictwo we mszy św. traktujemy często jak cotygodniową rutynę, a nie spotkanie z Jezusem. Bardzo razi mnie taki katolicyzm, który wyzuty jest z relacji z Bogiem, a koncentruje się tylko na podtrzymaniu tradycji i rodzinnych przyzwyczajeń.

Symbolem takiego sztucznego katolicyzmu jest obraz, który pewnie każdy z nas zna ze mszy św. lub procesji Bożego Ciała, kiedy część wiernych zamiast klęczeć… kuca. Nie wiem, co nimi kieruje. Chęć zachowania czystych spodni? Wygoda? – Taki jest ten wasz katolicyzm, jakie jest to wasze klękanie – relacjonował słowa swojego niewierzącego ojca ks. Jan Kaczkowski. Szymon Hołownia sarkastycznie nazywa taka postawę „przysiadem liturgicznym”.

Pierwotnie klęczenie to postawa niewolników wyrażająca gotowość przyjęcia pokuty, postawa prośby o oszczędzenie. Jezus, klęcząc, umył nogi apostołom, wyrażając w ten sposób swoją postawę wobec człowieka. Prawdziwa miłość uniża się. Człowiek, klękając przed Bogiem, wyraża uznanie dla wielkości i niezmierzoności Boga, uznaje swoją małość.

No właśnie. Ten mały gest pokazuje, na ile serio traktujemy swoją wiarę. Możemy oczywiście kucać i udawać, że w zasadzie jest tak jak być powinno. Niestety jednak ten, kto przykuca zamiast uklęknąć, często również tylko „kuca” w życiu wewnętrznym, moralnym. Idzie na łatwiznę, żeby się za bardzo nie pobrudzić lub nie zmęczyć. Zachowujemy rytuały, ale w rzeczywistości są one puste.

Mamy w Polsce wiele osób, które określają się mianem wierzących, ale nie praktykujących. Niewiele mniejsza jest chyba grupa praktykujących, ale niewierzących. Bardzo łatwo wpaść w taką pułapkę. Możemy powtarzać praktyki religijne, chodzić na msze i nabożeństwa, ale jednocześnie przestać widzieć w Bogu Osobę, z którą budujemy relację.

Wielki Post to dobry czas, żeby zrobić rachunek sumienia. Spojrzeć, na ile nasza wiara wyraża się przyzwyczajeniami, a na ile wypływa z potrzeby serca i chęci przemiany życia. Niech nasza wiara będzie autentyczna i niech towarzyszą jej autentyczne gesty.

Katolicyzm kucany, czyli praktykujący niewierzący
6 (100%) 3 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze