fot. pixabay

Kebab za 9 gr i pieczywo za darmo. Tak restauratorzy pomagają polskiej służbie zdrowia

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Służbie zdrowia niemal na każdej konferencji dziękują polskie władze. Podziękowało też wielu Polaków w mediach społecznościowych i, podobnie jak we Włoszech, klaskając na swoich balkonach. Do tej akcji niedawno postanowili dołączyć też restauratorzy. 

Większość osób od kilku dni spędza czas tylko w domu. Niezależnie od tego, czy mają przymusową kwarantannę, czy też nie. Jednak są tacy, którzy pracy zdalnej nie zaczną dzisiaj, jutro ani za miesiąc. To ratownicy medyczni i lekarze.  

Kebab  

W minioną niedzielę Facebooka obiegło zdjęcie paragonu z zamówieniem na kilka kebabów. Jednak zamiast zapłacić za nie 90 zł – klienci zapłacili 9 gr. Byli nimi ratownicy medyczni. Ponadto na paragonie zostało też napisane przez właściciela podziękowanie: „Dzięki was. Ratujcie nasze życie od koronawirus”.

Wegański fast food 

Lekarze, ratownicy, pielęgniarki to nasi współcześni bohaterowie. Codziennie, ale dziś widać to najbardziej […]. Mamy pomysł na to, jak możemy Was wesprzeć!” – takie słowa można przeczytać na Facebooku Krowarzyw – warszawskiej restauracji ze zdrowym, wegańskim fast foodem. Akcja restauracji spotkała się z tak dobrym odbiorem wśród internautów, że właściciele Krowarzyw postanowili ją rozszerzyć. Dzięki temu teraz każdy pracownik służby zdrowia może otrzymać kupon na 50 zł do wykorzystania w restauracji. Ponadto, na jej facebookowym profilu można też znaleźć link do zrzutki, dzięki której jeszcze więcej polskich lekarzy będzie mogło otrzymać jedzenie za darmo od Krowarzyw.

>>> Warszawa: wymarłe miasto. Nagranie, które robi wrażenie [WIDEO]

Wypieki i desery 

Petit Paris to piekarnia z Poznania. Na jej Instagramie już od kilku dni można obserwować, jak pracownicy przygotowują śniadania i desery dostarczane później do szpitala znajdującego się przy ulicy Szwajcarskiej, w którym przebywają osoby zarażone koronawirusem. Za codzienne dowozy piekarni podziękowało już wielu lekarzy na Facebooku, podkreślając, że taka pomoc to dla nich naprawdę wiele.

>>> Harcerze w walce z wirusem i z pomocą dla seniorów

 Tylko teraz czy zawsze? 

Pisząc ten artykuł, skontaktowałam się także z Pawłem Kołatą – ratownikiem medycznym i bohaterem TEGO tekstu. Paweł pracuje w dwóch szpitalach znajdujących się w Wielkopolsce. Zapytałam go m.in. o to, co zmieniło się w jego pracy, odkąd wybuchła pandemia koronawirusa.  

Wywiad, jak zawsze, zbiera dyspozytor. Teraz jeszcze również my staramy się dzwonić do pacjenta i zebrać informacje dotyczące koronawirusa. Jeżeli jest podejrzenie – wtedy ubieramy się w specjalistyczny strój. Jednak nie brałem jeszcze udziału w takiej akcji, bo w siedmiu szpitalach w Wielkopolsce są koronabusy, które transportują wyłącznie osoby z podejrzeniem zakażenia. Warto też podkreślić, by osoby dzwoniące na 112 lub 999 mówiły o swoich wszystkich objawach i o tym, czy były ostatnio za granicą. W przeciwnym razie, gdy okaże się, że zwykłą karetką był przewożony pacjent zakażony koronawirusem, wtedy zostaje ona wyłączona z pracy na 48 godzin. Ponadto w takim przypadku narażeni są też ratownicy medyczyni i ich rodziny. 

EPA/GIUSEPPE LAMI

Paweł przyznaje również, że w jednym ze szpitali, w którym pracuje, lekarze i ratownicy też otrzymali posiłki z restauracji.  

To bardzo miłe, że tak wiele osób teraz o nas pamięta, pomagają nam i dziękują za wykonywaną pracę. Jednak mam wrażenie, że gdy doba koronawirusa minie – ludzie znów o nas zapomną. I zamiast klaskać nam na balkonie, kierowcy nie będą ustępowali miejsca karetce jadącej na sygnale, a bliscy pacjentów dalej będą krzyczeli, że za długo do nich jechaliśmy. 

Zobacz także
Wasze komentarze