Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Kielce: pożegnanie Jerzego Pilcha

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.
Uroczystości w kieleckim zborze ewangelicko – augsburskim oraz na cmentarzu komunalnym tylko w gronie najbliższych – rodziny i przyjaciół – taka była ostatnia droga zmarłego 29 maja Jerzego Pilcha – wybitnego pisarza, publicysty, felietonisty, dramaturga i scenarzysty. Prochy zmarłego, zgodnie z jego życzeniem, spoczęły na cmentarzu komunalnym w Kielcach, gdzie mieszkał w ostatnich miesiącach życia.

Uroczystości pogrzebowe sprawował pastor Wojciech Rutkowski, proboszcz parafii Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Kielcach-Radomiu. W rozmowie z KAI pastor podkreślał, że pisarz nie życzył sobie przemówień, kwiatów, zniczy, oficjalnych pożegnań i obecności mediów. Niemniej zjawiła się grupka przyjaciół, był także wieniec w biało-czerwonych barwach.

>>> Nie żyje Jerzy Pilch

Kazanie wygłosił pastor Rutkowski. Przyznał, że nie wolno mu „wychwalać zmarłego”, bo on by sobie tego nie życzył.

Zwykły człowiek

– Osiągnął sukces, sięgnął po sławę, ale wciąż był zwykłym człowiekiem. Nie stał się jakimś idolem, czy wzorcem. Nie wylansował żadnej nowej mody. Gdy czytałem jego felietony utkwił mi w pamięci pewien drobiazg – opis zmagań związanych ze zdejmowaniem folii z płyt CD. Pomyślałem sobie wtedy: „Wielki pisarz, sławny człowiek, a zarazem świadom jakichś swoich słabości. Co więcej, nie ukrywa ich”. Bo taki był. Nie bał się przyznać do czegoś, z czym sobie nie radzi albo nie potrafi. Ale z drugiej strony z piórem radził sobie fenomenalnie – mówił pastor.

Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Swą chorobę Jerzy Pilch nazwał „Bożym darem” – i żył z nią. Pastor zauważył, że śp. Pilch „był człowiekiem walki. Walczył ze swoimi słabościami i nie poddawał się”. Zwłaszcza w szczególnie trudnym dla niego czasie, gdy choroba przykuła go łóżka. Dzięki poświęceniu i troskliwej opiece żony Kingi jego stan zaczął ulegać poprawie, wszyscy mieli nadzieję, gdy 10 marca ponownie zaczął się samodzielnie poruszać.

Ważny był dla niego Bóg

Pastor zauważył, że choć Pilch nieraz zmagał się z Bogiem, był On ważny w jego życiu, podobnie jak Biblia. – Dla niego zadawanie Bogu pytań, a co się z tym wiąże, poszukiwanie Jego woli w swoim życiu, było czymś naturalnym. Biblia nie była jedynie wspaniałą i mądrą książką, którą wypada intelektualiście, by ją mieć, a nawet przeczytać. On znał ją i starał się w miarę swoich skromnych, człowieczych sił, wprowadzać jej treść w codzienność – podkreślał pastor Rutkowski.

>>> Bonowicz: brakuje nastawienia na prawdę, jakie miał ks. Tischner [ROZMOWA]

Pisarz do końca żył planami na przyszłość, nie tylko pracą nad książką. – Przygotował bramki i stół do cymbergaja. Zebrał stosowną ilość drobnych monet, by móc poświęcić się tej rozrywce z bliskimi. Ale zmarł na dzień przed planowanym turniejem – mówił pastor. Podkreślił, że zmarły był pojednany z Bogiem i gotowy na Jego spotkanie. – Jego odejście dla nas jest pożegnaniem z wielkim pisarzem, kochanym mężem, wyjątkowym człowiekiem, chlubą polskich luteran. Ale jest też i dla nas pytaniem o to, czy i my, tak jak brat nasz Jerzy, jesteśmy na to gotowi? – zapytywał retorycznie pastor Rutkowski.

Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Jako jedyny z gości głos zabrał Tomasz Bujok, burmistrz Wisły, miasta z którego pochodził Jerzy Pilch. Uczynił to jednak dopiero na cmentarzu. Samorządowiec przyznał, że decyzja pochówku w Kielcach była dla mieszkańców Wisły, skąd pisarz pochodził – „zaskakująca” i że miasto dołoży wszelkich starań, aby dobrze poznać dzieło pisarza i upamiętnić go. Na uroczystości pojawiła się delegacja klubu Cracovia. Trener zespołu Michał Probierz mówił, że Jerzy Pilch był największym fanem tej krakowskiej drużyny.

Zaskakujący wybór

Na pogrzebie zjawiła się też grupka artystów – przyjaciół Pilcha, m.in. Grzegorz Turnau, Jan Nowicki z żoną Anną – mieszkający w Kielcach. Pilch miał mówić, że to za przykładem aktora przeniósł się do Kielc. Był również aktor Andrzej Grabowski.

Fot. PAP/Łukasz Gągulski

– Dla wielu pochówek w Kielcach był decyzją zaskakującą, być może nawet niewiarygodną. Ale tak chciał. W naszym mieście mieszkał od grudnia ubiegłego roku. Zaczął je poznawać. I gdyby nie zerwana nagle nić jego żywota, z pewnością zakochałby się w tej ziemi – uważa pastor Wojciech Rutkowski. – Szybko zaczynał zachwycać się Kielcami. Szczególnie spodobały mu się dwa miejsca: Park Miejski im. Stanisława Staszica, o którym mówił, że jest: „fantastycznie depresyjny i wybitnie melancholijny” oraz Cmentarz Stary, na którym zapragnął zostać pochowany. Jestem pewien, że gdyby było mu dane pożyć jeszcze kilka lat, to z pewnością jego poznawanie naszego miasta przerodziłoby się w miłość do tego miejsca – mówi pastor.

Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Jerzy Pilch – wybitny pisarz i laureat Nagrody Literackiej Nike – zmarł wieczorem w piątek 29 maja w Kielcach, w wieku 68 lat.

„Narty Ojca Świętego”

Urodził się w 1952 r. w Wiśle. Był cenionym polskim pisarzem, publicystą, felietonistą, dramaturgiem i scenarzystą filmowym. Wielokrotnie nagradzany – Laureat Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1989) za tom poetycki „Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej”, nagrody Paszport „Polityki” (1998) za powieść „Bezpowrotnie utracona leworęczność” i Nagrody Literackiej „Nike” (2001) za powieść „Pod Mocnym Aniołem”. Na zamówienie Teatru Narodowego napisał komedię „Narty Ojca Świętego” (2004). Był także wieloletnim publicystą „Tygodnika Powszechnego”.

Pilch od lat zmagał się z chorobą Parkinsona, która była m.in. przyczyną jego przeprowadzki do Kielc.

Zobacz także
Wasze komentarze