fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Kim są siostry od „duchowej ślepoty”, o których mówił dziś Leon XIV

Wszyscy, którzy pracujemy z osobami niepełnosprawnymi, zgodnie mówimy, że otrzymujemy od nich więcej, niż im dajemy. Oni mają w sobie wrażliwość i „to coś”, czego nam brakuje – mówi w rozmowie z mediami watykańskimi s. Radosława Podgórska, przełożona generalna Franciszkanek Służebnic Krzyża, zgromadzenia, o którym mówił dziś Leon XIV podczas audiencji generalnej. Od ponad stu lat siostry towarzyszą osobom niewidomym i ofiarowują swoje życie za tych, którym brakuje w życiu światła wiary.

Polska, Ukraina, Indie i Rwanda – choć wydaje się, że cztery kraje, w których posługują Franciszkanki Służebnice Krzyża, to tylko niewielka część globu, ich misja promieniuje cały świat. Charyzmat zgromadzenia, liczącego obecnie ok. 150 sióstr, można poetycko określić jako „rozjaśnianie ciemności” – zarówno w życiu osób niewidomych i ich rodzin, jak też tych, którym brakuje w codzienności światła wiary.

Do Lasek, gdzie znajduje się dom macierzysty zgromadzenia i grób jego założycielki – bł. Matki Elżbiety Róży Czackiej – przyjeżdżają pielgrzymi i turyści z całej Europy, ale też ze Stanów Zjednoczonych czy krajów Ameryki Łacińskiej. „Wiele osób mówi: przyjechałem tu jako turysta, ale wyjeżdżam stąd jako pielgrzym. To bardzo wymowne” – mówi s. Radosława Podgórska FSK.

Niewidomy – ten, który pragnie zobaczyć

Misją, z którą w pierwszej kolejności kojarzy się zgromadzenie, jest opieka nad niewidomymi i słabowidzącymi dziećmi i wsparcie ich rodzin. Tylko w ośrodku w Laskach uczy się jest dziś 160 młodych podopiecznych, a podobną działalność siostry prowadzą także w dwóch domach na Ukrainie, w rwandyjskim Kibeho oraz w czterech wspólnotach w Indiach. Oprócz tej posługi, franciszkanki ofiarowują swoje życie w intencji cierpiących na „duchową ślepotę”. I choć we współczesnym języku przyjęło się określać mianem „ślepego” tego, kto jest zamkniętym ignorantem, definicja sióstr jest zupełnie inna – pełna miłości i zrozumienia.

>>> Bł. Róża Czacka: ludzie obecnych czasów nie umieją po większej części cierpieć i dlatego jest im źle

„Nasza założycielka mówiła o osobach ‘niewidomych duchowo’, że to ci, którzy całym sercem poszukują prawdy, poszukują Pana Boga, nawet jeśli nie umieją Go do końca nazwać czy rozpoznać. Dlatego my, ofiarując nasze codzienne wyrzeczenia, prosimy o tę łaskę, żeby każdy mógł zobaczyć w swoim życiu to światełko w tunelu, które pokaże, że Bóg jest, że On działa i że On jest miłującym Ojcem – mówi s. Radosława. – Tym bardziej, że każdy z nas jest po części ‘duchowo niewidomy’: kiedy zatrzymujemy się na swoich odczuciach i widzeniu świata, potrafimy zamknąć się na innych, zaczynamy poruszać się ‘po omacku’”.

fot. vatican media

Lekcje błogosławionej hrabianki

Historia zgromadzenia i jego założycielki, z powodzeniem mogłaby stać się kanwą serialu dla współczesnej młodzieży. Róża Czacka – prześliczna nastolatka, hrabianka o wielkim talencie muzycznym i językowym, przed którą świat otwiera drzwi na oścież, zaczyna stopniowo tracić wzrok. Odwiedza najlepszych lekarzy, przeczuwa w sercu, że Pan Bóg powołuje ją do życia zakonnego, a od jednego z najwybitniejszych specjalistów w Europie otrzymuje receptę, wykraczającą poza medyczne zalecenia: zaopiekować się niewidomymi dziećmi, którymi nikt nie chce się zająć. Zostaje franciszkańską tercjarką, edukuje się u najlepszych ekspertów w Europie, by założyć zgromadzenie zakonne i stać się polską ekspertką w opiece nad ociemniałymi.

„To niezwykłe, że drogę na dalsze życie wskazał jej świecki człowiek, okulista, a nie spowiednik, czy kierownik duchowy. I to lekcja dla nas, a zwłaszcza dla młodych ludzi, by słuchać głosu osób, których spotykamy na naszej drodze, bo być może przez nich Pan Bóg chce do nas mówić” – podkreśla s. Radosława. Przypomina, że „niewidoma matka niewidomych”, jak określił dziś bł. Elżbietę Czacką Leon XIV,  mówiła o sobie, że jej życie zaczęło się wówczas, gdy w wieku 22 lat straciła wzrok. „To przesłanie dla ludzi młodych, by ufać, że nawet w największych ciemnościach jest nadzieja. Że kiedy dojdziemy do ściany, trzeba się od niej odwrócić i iść dalej. Że Bóg nawet w naszych największych ciemnościach ma dla nas piękne plany, które być może będziemy odkrywać stopniowo, krok za krokiem” – dodaje.

Aby objawiły się sprawy Boże

Misja działającego od 108 lat zgromadzenia wydaje się dziś tym pilniejsza, im bardziej rośnie presja w wielu krajach – w których mówi się o inkluzywności i ułatwianiu życia osobom z niepełnosprawnościami – by ułomność fizyczna była wystarczającą przesłanką do dokonania aborcji czy eutanazji.

„Szczególną odpowiedzią jest fragment Ewangelii ze św. Jana, kiedy faryzeusze przyprowadzają do Pana Jezusa niewidomego i pytają, kto zgrzeszył: ów niewidomy, czy jego rodzice? A Jezus odpowiada: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże – mówi s. Radosława. – Dziś często nam się wydaje, że łatwiejszą drogą jest wyeliminowanie, czy zostawienie z boku osób słabszych. A tymczasem my wszyscy, którzy na co dzień przebywamy i pracujemy z osobami niepełnosprawnymi, zgodnie mówimy, że o wiele więcej otrzymujemy od nich, niż im dajemy. To empatia, czy choćby wrażliwość na wiele bodźców, które oni odbierają, a które nam umykają, bo jesteśmy przebodźcowani. Oni są bardziej uważni na słowa, na dźwięki, na muzykę… To bardzo ważne przesłanie osób z każdą niepełnosprawnością, bo każda z tych osób ma ‘to coś’, czego nam brakuje”.

>>> 65 lat temu zmarła bł. Róża Maria Czacka – pionierka tyflologii i opiekunka niewidomych

Misja w cieniu wojny

Dziś Franciszkanki Służebnice Krzyża posługują m.in. na Ukrainie: w Żytomierzu i w Skałacie w obwodzie tarnopolskim, gdzie pomagają małym podopiecznym, a ich rodziców uczą opieki i tego, „jak pokazać życie dziecku, które traci wzrok”.  Gdy kraj został zaatakowany przez Rosję, zamknięcie domów i ewakuacja do Polski nawet nie przyszła im do głowy.

„To bardzo nas umocniło, jako wspólnotę. A siostry mówiły też, że wówczas mieszkańcy przekonali się, że naprawdę ich kochamy. Owszem, miałyśmy przerwę w naszej działalności w czasie najcięższych bombardowań, ale cały czas siostry były na miejscu – mówi przełożona generalna, która niedawno zakończyła wizytę na Ukrainie – W  Żytomierzu sytuacja jest trudniejsza, to jest bliżej Kijowa, bliżej Białej Cerkwi i tam po prostu jest więcej alarmów, brakuje światła, brakuje wody. Ale nadal tam jesteśmy”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze